[Czeska] wieża Babel 🤪

Ponieważ rzadko miewam wolne w czwartek i ponieważ na Śnieżce rzadko bywa słonecznie, wybrałam się tamże w celach mocno wycieczkowych.

Było bardzo ślisko, a ja nie miałam raków, więc dość się umordowałam próbując nie stracić mych [2 lata prostowanych] zębów, który to wysiłek postanowiłam wynagrodzić sobie smażonym syrem w czeskim schronisku Jelenka. Menu dostępne jest po czesku, polsku i niemiecku – to informacja potrzebna w dalszej części opowieści😁.

Ludzi dużo, ja przy stole sama, dosiadają się do mnie Niemcy, po angielsku pytając czy mogą (mogą🤪). Idą do baru, zamawiają jedzenie po niemiecku (słyszę), przychodzą i czekają. Mija chwila, pan czeski knajpiarz oznajmia, po czesku:

– Polévka dvákrat!

Niemcy w zadumie czekają dalej. Pan Czech ponawia zawołanie, konsekwentnie trzymając się swego ojczystego języka, Niemcy rozmawiają między sobą i doszedłszy do wniosku, że polévka=die Suppe gnają po odbiór.

Przychodzi moment na obwieszczenie kolejnego dania:

– Palačinky!

Niemcy wiedzą, że palačinky to naleśniki i już zbierają się do biegu, kiedy pada uzupełnienie:

– Bez šlechački.

Niemcy dębieją. ‚Without cream’ – staram się pomóc. ‚A, ok!’ cieszą się Niemcy i lecą po odbiór.

Pytanie brzmi: po chuj menu jest po niemiecku, skoro i tak wszystkie potrawy wywołują po czesku?🤪

Czeski film najwidoczniej🙂.

Rowerem z Wałbrzycha do Jedliny

Czasem bywa tak, że od poniedziałku do piątku jest pięknie, a w weekend wieje i leje. Na szczęście od czasu do czasu bywa odwrotnie, znaczy pogoda nie wychwytuje, że nadszedł weekend i przez przypadek jest ładna cały tydzień :). Sytuacja numer 2 miała miejsce w ostatnią sobotę i niedzielę, kiedy od rana do wieczora świeciło słońce, a na niebie nie było jednej chmurki:

20190921_085751

W te piękne okoliczności przyrody wstrzeliły się idealnie nasz Wałbrzych i pobliska Jedlina Zdrój, które na cześć nowootwartch ścieżek rowerowych zorganizowały przejazd z Wałbrzych do rzeczonej Jedliny.
Udział był darmowy, ale trzeba było się zapisać – w prezencie dostawało się bidon albo pompkę rowerową i talon na zupę. Do tego zapisany rowerzysta brał udział w losowaniu, a pierwszą nagrodą był rower elektryczny!

20190921_140201
Na starcie stawiło się 160 rowerowych osób i koło 9:00 ruszyliśmy prowadzeni przez Prezydenta Wałbrzycha. Nasze tereny nie są płaskie, czekało nas kilka podjazdów, ale pogoda była cudna, więc ludziska jechali sobie swoim tempem zdejmując po drodze kolejne warstwy i cykając fotki.

W początkowej fazie wycieczki ugrzęźliśmy na przejściu dla pieszych, bo trzeba było przebrnąć przez 3 blisko siebie, a w 160 osób wcale nie jest to takie proste, ale pod koniec przybył do nas, niczym wybawiciel;), strażnik miejski na elektryku, zatrzymał lizakiem ruch uliczny i ostatnich lebiodów (na przykład mnie) przepuścił.

Jeśli ktoś jechał tylko z Wałbrzycha do Jedliny, dla niego trasa miała 17 km. My przyjechaliśmy z naszej dzielnicy na start, do Jedliny a potem znów do domu, więc wyszło nam prawie 4 dychy. Jedzie się wygodnie i bezpiecznie i można podziwiać (jak się już wskrobie na górkę:)) widoki. Ścieżka kończy się w Kamieńsku przed Jedliną, i teoretycznie zostaje główna droga. Ale poprowadzono nas fajną
leśną trasą, a jak z niej wyskoczyliśmy, bocznymi drogami dotarliśmy spokojnie na miejsce żurkowania, czyli na teren rekreacyjny koło bulodromu w Jedlinie.

20190921_115630

20190921_121851
Świetna inicjatywa i świetna wycieczka. Oby więcej takich.

WalkMaraton Wrocław

14 IX odbyła się we Wrocu II edycja WalkMaratonu. ZANIM się na nią zapisałam, upewniłam się czy nie polega ona przypadkiem na PRZEJŚCIU 42 km po Wrocławie – uff, na szczęście nie :).

Impreza polega na tym, że się po Wrocławiu chodzi i zwiedza. Do wyboru są dwie trasy: kościoły albo muzea, my z B. wybraliśmy muzea i dalejże po nich latać :).

Fontanna-baletnica przy Pałacu Królewskim:

20190914_103506

Widok z Ratusza:

20190914_124235

Widok z wieży na Uniwersytecie:

20190914_145808

Formuła imprezy jest taka, że w pakiecie startowym dostaje się mapkę z wybraną przez siebie trasą, która przy każdym obiekcie do zwiedzenia ma miejsce na pieczęć, więc trzeba się w tym miejscu CO NAJMNIEJ pojawić w celu uzyskania rzeczonej pieczęci,  i można, a nawet trzeba, owo miejsce zwiedzić. Ruszyć można z którego punktu się chce, można robić sobie przerwy na kawę (lub na co kto chce:)) w międzyczasie, ALE jeśli chce się dostać medal, do 18:00 trzeba się stawić na stadionie z mapką i kompletem pieczęci:

Część naszych zdobyczy:

20190915_220301

TA DAAM 🙂

20190914_170236

Bardzo fajna impreza. Mimo, że 2 lata mieszkałam we Wrocu nigdy w tych zwiedzonych podczas WalkMaratonu muzeach nie byłam (w niektórych dlatego, że jak tam mieszkałam, jeszcze nie istniały ;).

Wpisowe kosztuje 3 dychy (a nie, jak dobrze mi znane wpisowe na półmaratony – około stówki) i w tej cenie mam wstęp do 9 muzeów, wodę, mapkę, jakieś jeszcze pierduszki w pakiecie i posiłek regeneracyjny dla strudzonych wędrowców. Dla mnie bomba :). Za rok znów lecę 🙂

Krokus w środku lata

Nieszczególnie lubię Karpacz, z tego samego powodu, z którego nie lubię Zakopanego i Miedzyzdrojów – nie lubię miejsc, w których, gdziekolwiek bym się nie ruszyła, ktoś wpycha mi niemalże do nosa watę cukrową, ciupagi, bursztynki i inne gówna, a wszystko to okraszone jest zapachem gofrów i smażonej kiełbasy. Wypoczynek pierwsza klasa ;).

Nocowania w Karpaczu unikam jak ognia, zatłoczone, głośne miejsce – NIE. Tym razem jednak złożyło się tak, że kolega brał udział w UpHill-u, czyli [uroczym] wjeździe rowerem na szczyt i zabookował nam miejsca w Krokusie. Już kilka razy nam o nim opowiadał, ale jakoś nie byłam przekonana, bo w mojej głowie wszystkie budynki w Karpaczu stoją przy tej głównej hałaśliwej ulicy.

Ale Krokus jest inny, Krokus siedzi w lesie, wokół jest cicho i baaardzo sympatycznie, pokoje są zrobione w stylu ikeowo-starokamienicznym: pokoje są wysokie, jasne i czyste, na dole jest wielka jadalnia z częścią telewizoryczną, jest jeszcze taras, a kawałek obok miejsce na ognicho. Cudo! Do tego wielka kuchnia wyposażona we wszystko – żyć nie umierać. I dobre ceny.

I blisko na Śnieżkę, najbliżej do szlaku Doliną Łomniczki.

IMG-20190831-WA0030

A po krokusowym śniadaniu czas w góry 🙂

20190831_101828

Kto się pragnie zakrokusić, to mają stronę na FB: https://www.facebook.com/krokushostel

 

Kładka wstęgowa trzecia :)

Zainspirowana cudnymi obieżyświackimi opowieściami Dublinii, postanowiłam i ja odkryciami nowych miejsc się dzielić.

Żeby nie wyglądało, że u nas trwa wydarzeniowo-turystyczna posucha .

Kategorię nazwałam PODRÓŻE MAŁE I DUŻE.

Pierwszy wpis dotyczy podróży zdecydowanie małej:

Bardzo się cieszę, że mieszkam tu, gdzie mieszkam. Że dojazd do pracy zajmuje mi 8 minut, że nie stoję w korkach i że od domu do niebieskiego szlaku mam 150 metrów, a do najbliższej góry – 3 km .

Lokalizacja mego domu śmiało podchodzi pod kategorię ‘w dupie’, ale bliskość parku, lasu, kawałek ogródka i błoga cisza bardzo wdupowatość wynagradzają.

Jestem lokalną patriotką, serce me się raduje, kiedy coś w okolicy się remontuje, otwiera i odnawia. O ile mi czas pozwala, staram się w takowych przedsięwzięciach uczestniczyć osobiście i sprawy organoleptycznie badać.

Taki incydent miał miejsce wczoraj – w oddalonym o 10 km Zagórzu Śląskim odbywał się bowiem koncert Filharmonii Sudeckiej (czyli naszej) z okazji otwarcia NOWEJ kładki nad Jeziorem Bystrzyckim.

Jezioro Bystrzyckie jest wciśnięte pomiędzy góry, na szczycie jednej z nich stoi zamek Grodno, a jezioro wieńczy wielka tama. Da się je obejść dookoła, ale to zajmuje sporo czasu, w związku z czym od bardzo dawna rozwiązaniem tego problemu była kładka.

Obecna jest trzecią z kolei – pierwsza była raczej nawodną płastugą, na co wskazuje tablica informacyjna przykładce nowej:

20190813_202011

Druga była wiszącym mostem – i tą wszyscy dobrze pamiętamy, bo, jak wspominał na otwarciu wójt gminy Walim, służyła przez 50 lat! Ta była naprawdę ładna, ale przestała spełniać normy i musiała odejść.

IMGP9606

Teraz nastała era kładki trzeciej – wstążkowej – to jedna z trzech takich w Polsce (tak mówił wójt) i jedyna wstążkowa-linowa (kładka leży na linach).

20190813_203912

Chociaż kładka druga bardziej wpasowywała się w klimat – zamek – jezioro – wiszący most, nowa też jest fajna. Jest szersza i więcej ludzi może na niej jednocześnie przebywać.

I ma ławki z których dobiegają ptasie ćwierknięcia i po każdym lektor mówi kto to tak pięknie ćwierknął – naprawdę super sprawa.

No i kładka jest podświetlona i podświetlenie zmienia kolor – fajnie to wygląda z brzegu.

Koncert się udał, fajnie, że wybrano skoczne i znane utwory, nóżka chodziła, przy masowej imprezie dla szerokiego grona – repertuar idealny.

No i byliśmy jednymi z pierwszych, którzy na kładkę wleźli .