Obiecująca. Młoda. Kobieta.

Kino!:) (sama!:), 2021; reż. Emerald Fennel

To miał być kolejny film urodzinowy (tym razem moje urodziny), ale że Iwona wylądowała na kwarantannie, to poleciałam sama, bo żyje się raz. Do tego mam okres i nie mogę znieść jak mnie coś gniecie, więc wybrałam się na seans w dresie 😉 (i w płaszczu, że taka niby przełamywaczka stylu ze mnie, ale do rzeczy):

Ilość przerysowań i kontrastów w filmie sprawia, że czacha dymi. Nie będę za bardzo spojlerować, powiem tylko, że tematem jest zemsta. Główna bohaterka ma ZEMSTA-plan i spoko, ALE wygląda jak młodsza Izabela Trojanowska w blondzie (a baby tej nie znoszę ogólnie, bez względu na fryzurę i kolor włosów;), więc już od jej widoku cierpła mi skóra. Do tego babka ma podobno 30 lat (w filmie); sprawdziłam ile ma naprawdę (35), ale tu wygląda na 45 lub więcej. Nie pomaga fakt, że nasza pani buntowniczka, kiedy nie nie jest PANIĄ ZEMSTĄ, chadza w niebieskich zwiewnych sukienkach z motylkowymi rękawkami i włosach zaplecionych w warkocz, z niebieską kokardką w nie wplecioną. Najgorszym jednak wizualnie miejscem w tym obrazie jest jej rodzinny dom, w którym mieszka z rodzicami: najczęściej widzimy ich przy śniadaniu: główna bohaterka w różowym puchatym szlafroku, włosy: warkocz lub rozpuszczone blond loki, matka z przerobionymi ustami a’la glonojad (ale taki już dorodny); ojciec (o dziwo) jest ok, ale cały dom jest urządzony w stylu małego kiczowatego zamku, ze zdobionymi złotem kanapami w stylu podrobionego Ludwika, z kryształowymi żyrandolami, a w jednym pokoju (tym z żyrandolami i kanapą ze złotem) na podłodze jest różowy dywan + na ścianie obraz owczarka niemieckiego w stylu landschaft w złotej ramie, jak Mona Lisa co najmniej. Czyli podsumowując: ja pierdolę :).

Jak do tego dodamy sobie to CO główna bohaterka robi w ramach zemsty i jak wtedy wygląda – to jest kolejny kontrast, ale już końcówka kompletnie zwaliła mnie z nóg i wyszłam z kina kręcąc głową w szoku.

Bardzo dobry film, temat ważny, a dla tych spraw można nawet przez chwilę ścierpieć Trojanowską 😉

Minimalism: A documentrary about the important things

Reż. Matt D’Avella; 2015; Netflix

Ponieważ knajpy są nieustannie zamknięte, wczoraj wpadła do mnie kumpelka, żebyśmy mogły poświętować nasze urodziny (ona: styczeń, ja: luty) i żeby było prawie jak w restauracji, więc było ciacho i kawa i sałatka i grzanki z białego chleba z żółtym serem, czyli bardzo miły fit wieczór.

Ja wieeeeem, że czasem trzeba i że to wszystko jest bardzo smaczne, ale niestety jak się wie ile to wszystko ma kalorii, to się tego nie da od-wiedzieć. Oczywiście, że wszystko zjadłam i bardzo mi smakowało, co nie zmienia faktu, że wiem ile to miało kalorii i pewnie nawet przebiegnięcie półmaratonu by tego nie spaliło.

Zamiast jednak biec półmaraton (bo późno;), zaaplikowałam sobie (w zastępstwie 😉 dokument o minimaliźmie :).

Mi idea się podoba, oczywiście nie w wersji skrajnej, czyli, że mam w chacie krzesło, stół, łóżko i 3 pary gaci ;), ale mieszkamy na pięćdziesięciu kilku metrach bez potrzeby posiadania domu, mam starszy (ale sprawny!) samochód klasy raczej A i od dawna jak coś sobie kupuję działam zasadą one in – one out: czyli kupuję jedną sukienkę, to jedną posiadaną sukienkę wyrzucam/oddaję itd. Nie gromadzę przydasiek i durnostojek i staram się, żeby chata nie była przytłoczona wszelkiego typu pierdołami.

O tym też jest ten dokument. Ale bardziej o tym, że daliśmy się elegancko wmanewrować i teraz KAŻDY posiadany przedmiot jest obiektem mody. Jak masz lodówkę, a nie jest to SMEG, to słabo, jak masz chatę, ale małą, to słabo, jak masz ubrania, ale nie z najnowszej kolekcji, to słabo itd. Wszystko trzeba ciągle wymieniać na nowsze i modne (a powiedzcie, że tak się nie dzieje!), a (czasem 2-3 miesięczne!) starocie – natychmiast wywalać na śmietnik.

W filmie wypowiadało się też kilka osób, które porzuciły swoje ultra-dochodowe prace, rozdały/sprzedały to, czego się dorobiły i poszli mieszkać do czegoś małego, na uboczu i robić to, co lubią, a nie to co, muszą i teraz są szczęśliwsi.

Moim zdaniem coś w tym jest.

Prowadzący faceci mówią w przyjemny, nienachalny sposób, ciekawa rzecz do rzucenia nań okiem :).