Zabójcza biel – Robert Gilbraith

652 strony, twarda okładka, co jest dość istotne, kiedy książka spada człowiekowi nocą na łeb (mi spadła 🤦‍♀️), pożyczona od Karoliny

Kolejny fajny kryminał ze Strikiem i Robin, znów Londyn i znów plątanina wątków. A wszystko zaczyna się od tego, że do agencji wpada wyglądający na psychicznie chorego facet i mówi, że 20 lat temu byl swiadkiem jak ktoś zamordował dziecko i zakopał je koło konia owinąwszy w różowy kocyk.

Facet wygląda na oszołoma, ale ten kocyk nie daje Strikowi spokoju, bo wydaje się zbyt charakterystycznym i zbyt dobrze zachowanym w pamięci szczegółem, więc zaczyna się sprawie przyglądać.

A że sprawa łączy się ze śledztwem, które zlecił mu szanowny pan minister, akcja zaczyna się elegancko rozkręcać.

Dobra akcja i dobra książka, polecam 👌🙂.

Maja the kot

Kotowa jakoś szczególnie nie jestem: mieliśmy owczarka niemieckiego przez lat 15, było to psisko mądre i bojaźliwe i sikające na nasz widok z radości przez jej całe życie. Nawet mieszkanie w bloku z nią nie wydawało się trudne, bo psisko było naprawdę w dechę.

Niestety, koniec był ciężki, więc każde z nas postanowiło, że zwierzyny mieć nie będzie, bo raz – żal, że my cały dzień w robocie, a zwierzyna sama w domu, dwa, że wyjazdy w razie posiadania trzeba dostosowywać do zwierza, a nie do siebie, więc – nie.

CO INNEGO to zwierzyna sąsiedzka: moi sąsiedzi mają kota, Majkę. Majka jest przeciwieństwem mojego psiska: wszystkich ma w dupie, a jak się położy na plecach i ktoś chce ją pomacać po brzuchu, to wydłubie pazurem oko i siema. Suka i tyle🤪. Mimo tego, przez lata gadam do niej i czasem ją głasknę (po plecach) i w tym roku (a może w zeszłym?) nasza znajomość stała się bliższa: latem zdarzało nam się razem leżeć na huśtawce, lub obok:

hrabina Maja i mój podrabiany Crocs 😉

oraz zaczęłyśmy razem wieszać i ściągać pranie ;):

Tu akurat Majka stara się równo rozprowadzić swoje futro na świeżo wypranych ręcznikach 😉

Maja pomocnica 🙂

Najwyższy level spoufalenia jednak osiągnął mój Syn, który poszedł spać na huśtawkę w ogrodzie, a Majka, (bardziej z braku miejsca dla siebie niż z miłości, znając ją 😉 uwaliła mu się na brzuchu i w tymże miłosnym duecie wesoło sobie drzemali.

Zdjęcia, niestety, nie mam.

W razie dalszych spoufaleń, o sprawie niezwłocznie doniosę 🙂

Nadzieja – autorzy zebrani

482 strony, książka jest moja, nabyta w Biedrze 🙂

Jak głosi info na okładce „Polscy pisarze niosą pomoc w czasach pandemii. Książka – cegiełka akcji charytatywnej „NADZIEJA””. W/w Polscy pisarze to, między innymi, Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Mariusz Szczygieł czy Jacek Denhel, więc na bogato.

Jest to zbiór opowiadań, lepszych i gorszych, krótszych i dłuższych, typu różnego. Czyta się je bardzo sympatycznie.

Jedno z nich, na przykład, jest o tej babce, która pierwsza z kobiet pobiegła maraton:

„Odebrała mama i chociaż nie miała za bardzo pojęcia , czym jest ten konkretny maraton, życzyła mi wszystkiego dobrego i powtórzyła to co zawsze w takich sytuacjach, na przykład wtedy, gdy chciałam zostać cheerleaderką, a rodzice namówili mnie na drużynę. To nie ty masz kibicować komuś, to ktoś ma kibicować tobie, życie jest po to, żeby żyć, a nie tylko się przyglądać.”

Dobre 🙂

Podobnie jak opowiadanka.

Podlewaczka

Dość często podlewam kwiatki w biurze i dość często je PRZElewam. Żeby nie było, że zła ciocia i roślinkom wody żałuje – jak podlewam – lecę grubo.

Symptomy przelewactwa są najbardziej widoczne na dużym kwiatku z parapetu, bo woda z owego parapetu ścieka po ścianie na podłogę, tam robi się kałuża, którą zauważa Karol, rzucając nieprzyjemne uwagi typu ‚Przynieść mop?’.

Drugim punktem krytycznym jest [pęknięta] doniczka obok Kiercia, która przecieka, bo pęknięta i bo przelana:).

Ostatnio znów podlałam kwiaty na bogato, więc Kiercio, brodząc w [wylanej z donicy przy jego biurku:] wodzie rzecze:

– Aśka, ty jak podlejesz, to Breslał 97′. Tu już nawet na podłodze porobiły się takie zacieki.

Ja lecę po papierowe ręczniki, natomiast w biurze życzliwa dyskusja toczy się dalej; głos zabiera Marta:

– Kaktusy by u nas nie przetrwały.

– Nie pomagasz – mówię i zastanawiam się co się stało z legendarną solidarnością jajników.

– Kaktusy nie – wpada w zadumę Kiercio – ale ryż…

Nie wiem czy nie rzucić w pieruny funkcji podlewaczki 😉

Sprzedawczyk – Paul Beatty

331 stron, książkę pożyczyłam z Chaty Cyborga w Bielicach

To jest książka o rasizmie. Opis na okładce głosi: „Dzieło satyrycznego geniusza w szczytowej formie, kwestionuje niemal każdą obiegową prawdę na temat amerykańskiego społeczeństwa. Poruszająca opowieść, niebywałe i niebywale zabawne oskarżenie naszych czasów.”

Zgadzam się ze wszystkim, tylko ta ‚zabawność’ jakoś mi nie leży. To jest ten rodzaj zabawności, kiedy naśmiewamy się z PISu: wszyscy wiemy co to są za ludzie i jakie mają pobudki i heheszki sobie z nich robimy, wiadomo. Ale jak człowiek zda sobie sprawę, że są przy władzy, że idą jak fadroma i niszczą po drodze wszystko (robiąc z siebie idiotów, nieustannie), to już jest jakby mniej śmieszne, bo dotyczy to nas i ciągnie nas wszystkich w dół z całych sił, czy nam się to podoba, czy nie.

Z rasizmem w Ameryce ( i chyba wszędzie indziej) jest bardzo podobnie: można się z niego śmiać, ale nie zmienia to faktu, że istnieje i bardzo wielu ludzi dotyka i niszczy.

A książka jest dobra i zabawna, przy czym, jak wspomniałam, ta radość to trochę przez łzy w tym przypadku.

Oto próbka:

„Gdyby ten nagi starzec łkający na moim podołku urodził się gdzie indziej, na przykład w Edynburgu, być może dziś nosiłby już tytuł szlachecki. „Powstań, sir Sorgo, baronie Dickens. Sir Asfalcie. Sir Bam z Bo.” Gdyby był Japończykiem i zdołał przetrwać wojnę, kryzys gospodarczy i zespół Shonen Knife, to całkiem możliwe, że zostałby jednym z tych osiemdziesięcioklikuletnich aktorów teatru Kabuki, których traktuje się z takim szacunkiem, ze kiedy wchodzą na sceną w drugim akcie Kyo Ningyo, wita się ich oklaskami, a konferansjer ogłasza przerwę i zapowiada przyznanie im rządowej pensji. „W roli kurtyzany Oguruma, Lalki z Kyoto, Żyjący Skarb Narodowy Japonii, Sorgo >>Kokojin<< Jenkins VIII”. Miał jednak pecha urodzić się w kalifornijskim Dickens i w Ameryce Sorgo nie budzi dumy: jest Narodową Żenadą. Problemem afroamerykańskiego dziedzictwa, czymś, co należy usunąć, wykreślić z historii rasy […].”

Ciekawe spojrzenie, polecam 🙂

Wyśnione życie [The Bookseller] – Cynthia Swanson

297 stron, czytnik, Legimi

Oryginalny tytuł jest, moim zdaniem, znacznie lepszy. Dawno, dawno temu jak byłam na studiach tłumaczeniowych podyplomowych, to mówiono nam, że przetłumaczony tytuł nie musi być przetłumaczonym dosłownie tytułem oryginału, ALE ma przywodzić na myśl te same skojarzenia.

Bookseller kojarzy się ze sprzedawaniem książek, ok, można podciągnąć pod sprzedawanie historii i – załóżmy – znania kilku żyć jednocześnie. Natomiast Wyśnione Życie (przynajmniej dla mnie) zalatuje harlequinem i sądząc po tytule raczej spodziewałabym się powieści o pańci, co to pół życia czekała na księcia na białym koniu🤦‍♀️. A książka, na szczęście, nie jest o tym.(No, może troszkę, ale ma mnóstwo innych, mniej harkequinowych wątków🙂). Ale dość trucia dupy 🤐.

Książkę poleciła mi Kaśka i dobrze, bo fajna (i książka i Kaśka :).

To jest historia samotnej kobity, Kitty, która mieszka sobie w Denver i z przyjaciółką prowadzi księgarnię DWIE SIOSTRY.

Jednak w snach, które od jakiegoś momentu zaczęła mieć, jest żoną i matką trojaczków i mieszka w wielkim domu.

Sny wydają się być szalenie realne, a realne życie…, jakby trochę że snu.

I impreza zaczyna się kręcić.

Dobry pomysł i dobra książka – polecam 🙂.

Pojedynek na głosy [Military Vives]

2019, KINO! (tak tak!) z Tereską

Reż. Peter Cattaneo

No i stało się, pierwszy raz od marca wybrałyśmy się do kina :). Podczas zamknięcia kupiłam bilet pozwalający kinu przeżyć i tenże właśnie wykorzystałyśmy na Pojedynek na głosy.

Przeczytałam opis byle jak i jednym okiem i byłam przekonana, że to film o dwóch konkurujących ze sobą chórach, ale nie :), to film o JEDNYM chórze, któremu przewodzą dwie dość różne (i nieustannie się ze sobą ścierające:) kobity.

Cała akcja dzieje się w bazie wojskowej w UK, w naszych czasach – ten chór to pomysł na zajęcie żon wojskowych, którzy wyruszyli na misję czymś innym niż myśleniem czy i kiedy ich mężowie wrócą.

Obawiałam się klimatów harlequinowo-Danielle-Steelowych, ale nie, film jest wesoły i pogodny, do tego jest tam sporo entuzjastycznego śpiewania i kilka wątków o życiu – naprawdę fajnie się go ogląda, na dworze leje, a w kinie są tylko 4 osoby i, na szczęście, nie trzeba siedzieć w zasranej maseczce.

Co ciekawe, film jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami – opowiada o pierwszym chórze stworzonym przez żony wojskowych. Potem tych chórów powstało milion pińcet i nawet był program w TV, w którym właśnie one ze sobą konkurowały (co potwierdziła moja mieszkająca w UK Maryla:).

Więc i film fajny i fajnie, że znów w kinie 🙂 LUBIĘ 🙂

Easy rider

Z rok temu to było, ale nieustannie mnie bawi, więc ku pamięci zapisuję.

Po ostatniej imprezie integracyjnej plan był taki, że Olek biegnie do domu górami, a ja wracam jego samochodem i z końcówki trasy go odbieram, co się niniejszym stało.

Mkniemy więc, ja za kierownicą, Olek pyta:-

– I jak ci się jedzie?

– Bardzo dobrze, zeznaję zgodnie z prawdą, jak swoim.

– Widzę, droga Asiu, bo zapierdalasz 8 dych na 50-tce.

🙂 Jak mawia klasyk: albo grubo, albo wcale 🙂

Gra tajemnic

2014, reż: , oczywiście Netflix

Bardzo dobry film o angielskim matematyku, Alenie Turingu, który w czasie II wojny pracował nad złamaniem kodu Enigmy.

Oprócz głównego wątku, jest jeszcze kilka, równie dobrych, przyziemniejszych, ale bardziej życiowych, jak kontakt Turinga z ludźmi i zależności między bohaterami.

Życie geniuszy nie jest, niestety, łatwe…

Świetna rola Benedicta Cumberbatcha. 

Siedem śmierci Evelyn Hardcastle – Stuart Turton

436 stron, czytnik, Legimi

Za sam pomysł na tą książkę powinno się chłopa ozłocić, otóż: jest sobie facet, Aiden Bishop, który trafia do posiadłości Blackheath. I teraz powód: ma 8 wcieleń, to znaczy każdego dnia jest w ciele innej osoby, które biorą udział w przyjęciu, a podczas którego zostanie zamordowana tytułowa Evelyn. Jego zadanie, to znaleźć zabójcę.

Nie pamięta, kim był zanim trafił do Blackheath, nawet swoje prawdziwe imię i nazwisko musi wytropić.

Każdego wieczoru bieg wydarzeń w Blackheath jest dokładnie taki sam, więc będąc w ciele kolejnych gości można obserwować przyjęcie (I zbierać dane!) z różnych perspektyw. Co ciekawe, kiedy jest się w ciele poszczególnych osób ma się, oprócz, ich ciała, ma się rozumieć (czyli, jeśli na przykład jesteś w ciele grubasa, zapomnij o bieganiu!), również, częściowo ich charakter, temperament i umysł (znaczy: jak trafisz do tempego ciała, z rozwiązania zagadki nici).

Bardzo dobra książka, dobra intryga, a za pomysł, jak wspominałam, chłop ma ode mnie medal🥇.