Diabeł ubiera się u Prady 2 [K]

Reż. David Frankel, 2026, kino z Tereską

Opinie o dwójce Prady czytałam skrajne – jedne – że świetny, inne – że gówno, poleciałyśmy przeto sprawdzić na własne [kinowe] oko co jest prawdą.

Nie jest to arcydzieło, nie jest taki dobry jak jedynka, ale nie jest też gównem, a że w naszym lowbudżetowym Apollo 2 bilety kosztują 38 zł – można zaszaleć :).

Film opowiada o losach bohaterów jedynki 20 lat później: Miranda (nadal jest suczą) i Nigel nadal pracują w Runwayu, który w obliczu zmieniających się czasów i potrzeb też musiał się zmienić – jest bardziej online’owy niż papierowy, a do tego ostatnio zaliczył wpadkę; Andy Sachs (Anne Hathaway) jest dziennikarką, która dostała za swą pracę nagrodę, ale z powodu zwolnień, straciła pracę i kiedy pojawia się opcja powrotu do Runwaya – korzysta z niej. Emily też tam jest i znów trochę miesza.

Ogląda się go dobrze, bo jest to tak trochę jak wizyta u starych znajomych, których kiedyś się bardzo dobrze znało i z którymi kiedyś dużo nas łączyło. Ale świat blichtru i mody i pogoń za nowościami niekoniecznie jest mój, więc fajnie popatrzyć, a potem wrócić do domu i przebrać się w dres, bez napisu Prada :).

Więc zobaczyć można, ale nie trzeba.

Życie na naszej planecie – David Attenborough [N]

2020, Netflix z Arkiem

Atrakcje, które wchodziły w grę po przejechanym w sobotę rajdzie rowerowym, musiały się odbywać w pozycji leżącej, przeto dokument Netflixa wjechał jak złoto.

Ostatnio we wszystkich mediach wspominają, że pan David Attenborough skończył 100 lat!, a że nierzadko ma się okazję oglądać dokumenty takich twórców, zapuściliśmy rzecz tym chętniej.

Film jest wizualnie piękny i równocześnie bardzo smutny, bo pokazuje poziom zniszczeń jaki sami zapodaliśmy (i wciąż nie zaprzestajemy procederu) ziemi i naturze i jak to się dla nas skończy. Człowiek jest stworzeniem inteligentnym i chciwym, i to nas gubi. Zawsze chcemy ‚wincyj’, bez względu na to, ile już mamy i bez względu na konsekwencje, jakie poniesiemy sięgając po to.

Bardzo smutne, bo wystarczyłoby trochę rozumu i trochę pokory, żeby przywrócić balans człowiek – dzika natura. Ale znając nasz gatunek, zaczniemy się nad tym zastanawiać dopiero jak pierdolniemy na pełnej o dno.

Sad, but true.

Film szkoleniowy, powinien go obejrzeć każdy.

Gołoborze – Maciej Siembieda

524 strony, książka jest Rodziewiczów

Wiedziałam, że ‚Gołoborze’ nie będzie pogodne ;), zresztą zaczęłam je czytać w przerwie między ‚Siostrami’, właśnie żeby nie zalepić się do cna płynącą od sióstr tęczą i miodem. Spełniło swoją rolę🤪🙈.

Powieść opowiada o świętokrzyskiej wsi i dwóch zwaśnionych rodzinach: Kończakach i Cebrzynach, którzy niszczyli się przez cały okres swego istnienia, z zajadłością, którą ciężko sobie wyobrazić. 

Wrogość do drugiej rodziny stała zawsze u jednych i u drugich przed wszystkim – jak rzekł Zygmunt Kończak do swego krewnego Józka: ‚Jesteś milicjantem. Ale najpierw Kończakiem.’ Niszczenie Cebrzynów płynęło w ich żyłach. W drugą stronę – identycznie.

A do tego cała ta wrogość zanurzona jest w biedzie, dziejąca się wśród ludzi, którzy nigdy nigdzie nie byli, niczego nie widzieli, a ich punkt widzenia jest bardzo, bardzo ograniczony i narzucony od małego przez kolejnych [zatwardziałych] krewnych. Nierzadko dochodzą do tego i takie okoliczności: ‚[Antek] chciał się pokropić wodą brzozową dla eleganckiego zapachu, ale któryś sukinsyn na głodzie zakradł się i ją wychlał. Miała moc i potrafiła sponiewierać, choć łeb po niej bolał sakramencko.’

A w posłowiu Siembieda dodaje, że opisy wszystkich zbrodni są prawdziwe.

Jakie to smutne i straszne, że tacy ludzie żyli, żyją i żyć będą. 

I jedyne, co można zrobić, to, po pierwsze – unikać ich towarzystwa, po drugie – samemu się takim nie stać, po trzecie, zadbać, żeby takich, tfu, tfu, wartości nie wpajać swoim dzieciom.

Książka jest dobra, ale bardzo ciężka, więc z polecaniem – ostrożnie.

Dość tych mordów, Kończaków i Cebrzynów – lecę czytać piątą siostrę :).

The Greatest Night in Pop [N]

Reż. Bao Nguyen, 2024, Netflix solo

Dobrze, że 20 lat temu urodziłam mego Syna, gdyż teraz ma kto otwierać przede mną nowe światy (fajnie mieć Syna również z bardzo wielu innych powodów, ale dziś skupię się na tym jednym :). DO BRZEGU:

Syn wrócił ze studiów w piątek, od razu poleciał na imprezę, rano, w sobotę, kiedy jeszcze spał, ja poleciałam na rower, spotkaliśmy się więc dopiero po południu.

Z telefonem w ręce zapytał: Mamo! Widziałaś co robi ŁATWOGANG??? KTO??? 🙂 – brzmiało moje pytanie, na które dostałam wyjaśnienie, że 23-letni koleś z Warszawy, youtuber, postanowił zrobić 9-cio dniowy streamig i w tym czasie zbierać kasę dla CANCER FIGHTERS, czyli fundacji, która zbiera kasę dla dzieci chorych na raka. Oczywiście, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Łatwogangu, ani o żadnym ze znanych youtuberów, których zaprosił :), co nie przeszkodziło mi się akcją zainteresować i zachwycić. Ze 2h oglądaliśmy streaming w TV i okazało się, że i ja mogę się na coś przydać, bo znałam niektórych z gości, których nie znał Syn :). Widziałam moment jak pyknęło 150 mln i jak przy 163 mln Hanka Mostowiak po raz drugi zginęła (i natychmiast zmartwychwstała 😉 w kartonach.

Niezwykle wzruszająca i przywracająca wiarę w człowieka akcja (jest 21:38, straeming trwa nadal, mają 249 mln!!!). Czyli można 🙂

Nie chcąc stracić tego cudnego nastroju, wyszukałam na Netflixie dokument o tym jak tworzono piosenkę ‚We Are The World’, która powstała, żeby zebrać pieniądze dla głodujących w Afryce. Projekt wymyślił Harry Belafonte, piosenkę napisali Michael Jackson i Lionel Richie, a jej producentami byli Quincy Jones i Michael Omartian.

Niemal niemożliwym było zebranie tylu gwiazd (46!) w jednym terminie, w jednym miejscu, stąd pomysł, żeby nagrać ją w nocy 28 stycznia 1985, po wieczornej ceremonii rozdania American Music Awards (którą prowadził Lionel Richie i otrzymał 6 nagród! – mówił w dokumencie, że ta noc przyćmiła wszystko, co działo się w jego życiu przed i po niej. No raczej!)

Jak donosi Wiki: singiel miał premierę 7 marca 1985 i w pierwszym tygodniu rozszedł się w nakładzie 800 tys. egzemplarzy. Zadebiutował na 21. miejscu na liście Hot 100 „Billboardu”, a po trzech tygodniach pobytu w notowaniu dotarł do pierwszego miejsca. Piosenka przyniosła 90 mln dol. zysku. Twórcy w 1985 odebrali za utwór dwie nagrody Grammy za wygraną w kategoriach: piosenka roku i nagranie roku.

Podobało mi się, co Quincy kazał napisać nad drzwiami sali, w której nagrywano utwór: CHECK YOUR EGO AT THE DOOR. To zrobiło też mnóstwo osób u Łatwoganga. Może nie jest to najłatwiejsze, i to nie tylko dla gwiazd typu Michael czy Tina, ale i dla nas. Ale czasem warto. Bo jak się ludziska połączą, to jest szansa, że powstanie coś pięknego :).

Gratulując i chyląc czoła przed odkrytym wczoraj Łatwogangiem i jego akcją, serdecznie polecam netflixowy dokument.

Wpatrując się w słońce – tytuł angielski ‘The sound of falling’ [K]

Reż. Mascha Schilinski, 2025, kino z Tereską 

Jak mawiają, nie każdy start to życiówka, a przekładając to na realia kinowe, nie każdy wybór filmu to strzał w dziesiątkę 😉.

Kiedy pokazały się napisy końcowe, Teresa rzekła: ‘o Jezu, jak dobrze, że już koniec’ 😊.

Żeby było ciężej, film jest niemieckojęzyczny.

Teoretycznie, cytując za Filmwebem, jest to historia 4 kobiet żyjących w jednym gospodarstwie w różnych okresach XX i XXI wieku, jednak oglądając ten film ciężko byłoby samemu na ten pomysł wpaść.

Dla mnie jest to pokaz dziwnych grup ludzi: ich lęków, niedoskonałości i grubych odchyłów, czego nikt z zewnątrz nie widzi, więc nic nie jest korygowane.

Dziwny film i ciężki.

Nie polecam

Telefon od Mikołaja – Magdalena Witkiewicz

342 strony, książka jest Aśki

Rzadko czytam takie książki, bo to raczej romansidło, ale że jestem pomiędzy czwartym Gortychem a Gołoborzem, w których mało jest dobra, a trup ściele się gęsto, z powodu urlopu postanowiłam zrobić sobie przerwę na coś czytelniczo miłego🙂.

I dobrze, bo książka jest fajna. Opowiada, głównie, o mieszkańcach domu starości Happy End😁 i powiązanych z nimi w różny sposób osobach. Klimat trochę jak z filmu Gangu Zielonej Rękawiczki albo książki Thursday Murder Club: czyli daj Bóg, żeby młodzi mieli w sobie tyle życia, werwy, radości i luzu, co szanowni państwo z w/w domu spokojnej starości🙂.

W tych wściekłych czasach, w których przyszło nam żyć, często, mam wrażenie brakuje nam spokoju, pogody ducha, luzu i rozmowy z drugim człowiekiem. To wszystko, oferują mieszkańcy Happy Endu, do tego z radością.

Serdecznie polecam – i książkę i mieszkańców Happy Endu😁

Ministranci [PV]

Reż. Piotr Domalewski, 2025, Prime Video solo

Film poleciła mi Lasota, mówiła, że grają w nim dzieci jej przyjaciół. Leciał nawet przez chwilę w kinie, ale nie zdążyłam dobiec na czas, bardzo się więc ucieszyłam, że ma go Prime.

Ładny i ciepły film o czterech chłopakach, ministrantach, którzy zobaczywszy, że kościół sam nie wszystko ogarnia, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i nieco mu dopomóc :). Instalują w konfesjonale podsłuch i sami decydują kto w ich społeczności pomocy naprawdę potrzebuje.

Świetna chłopięca przyjaźń – z cyklu tych ‚jeden za wszystkich’. Choć nie każdy z ich czwórcy ma lekko, trzymają się razem i rzeczywiście mogą na sobie polegać. I ich idea pomocy – świetna! Zastanawiałam się, czy nastolatki w dzisiejszych czasach byłyby do takiej akcji zdolne.

A gdzieś z tyłu przebijało przesłanie, że kościół jest jaki jest i że świata nie zmienimy – trzeba w nim żyć i znaleźć sobie miejsce i ludzi dla siebie i jakoś się w tym umościć.

Bardzo polecam :).

Lee. Na własne oczy [PV]

reż. Ellen Kuras, 2023, Prime Video solo

Po 150 km na rowerze w ostatnie trzy dni mam tak zajechane mięśnie, że dziś oddaję się regeneracji i kulturze – czyli czytam i oglądam filmy.

Film dawno temu poleciła mi Maryla, ale ja mam tylko Netflix, więc trafiwszy (w końcu) na dostęp do Video Prime, z radością go odpaliłam.

Jest to historia modelki, późniejszej korespondentki wojennej, Lee Miller (świetna Kate Winslett), amerykanki, współpracującej w czasie II Wojny Światowej z Brytyjskim Vouge’iem.

Bycie korespondentką poza frontem i na nim to dwie różne sprawy i dwa różne światy. Wojna oglądana z tak bliska otwiera oczy tak, że coś w człowieku się zmienia, zastyga i drętwieje. Po zobaczeniu tego nikt nie jest już tym, kim był wcześniej.

Lee jest świetną kandydatką do roli korespondentki: jest dziarska, odważna, inteligenta i wygadana. Zna swoją wartość i nie daje sobie w kaszę dmuchać. I, co mnie się szalenie podobało, jest człowiekiem z krwi i kości: ma grubszy tyłek i zmarszczki, a nie wysokie policzki, brodę w szpic i wyprostowane blond włosy:

Kate Winslett jako Lee Miller

Jej zdjęcia niosły w sobie prawdę i otwierały ludziom oczy na to, co się naprawdę dzieje – bez filtra.

Bardzo dobry film film i bardzo dobra rola Kate.

Ze znajomych:) w filmie występują Marion Cotillard, czyli żona Leonarda di Caprio z ‚Incepcji’ (przyjaciółka Lee – Solange) oraz z Josh O’Connor, czyli książę Karol z The Crown (syn Lee – Anthony).

Szalenie polecam.

Love story: John F. Kennedy Jr & Carolyn Bessette [D]

9 odcinków, 2026, Disney z Arkiem

Seial poleciła mi Magda, wspominała, że jest o Kennedych, ale dla wszystkich nieogarniętych (jak ja🤪🙈) wyjaśniam, że to jest syn TEGO Kennedy’ego, który został zastrzelony w 1963 w Dallas i którego żoną była Jackie Kennedy.

Wiki pokazuje takie foto – ten mały kolo to właśnie bohater serialu:

Film jest o tym, że nie wszystko, co na bajkę może wyglądać, rzeczywiście nią jest.

Oczywiście: w czasach, kiedy rozgrywa się akcja serialu, teoretycznie każda babka marzyła o tym, że zostać żoną Johna F. Kennedy’ego Juniora (jakby zostanie czyjąś żoną jednoznacznie określało byt kobiety i jakby bez tego kompletnie nie mogła funkcjonować, ale dobra), licząc, zapewne, że zostanie muzą u jego boku i będzie mu świecić w diamentach i pięknych ubrankach. Ta.

Niestety nie wszystko złoto co się świeci. Dorosły John, mimo zbliżania się do 40tki, wciąż miał mentalność i ogarnięcie małego, rozpieszczonego chłopca, za którego zawsze ktoś coś robił, odwalał robotę i ponosił odpowiedzialność. Był bogaty, piękny i fajno prezentował się na pierwszych stronach gazet – fakt. Ale miał pojebaną rodzinę, despotyczną matkę i żył w pozaziemskim, jak dla zwykłych zjadaczy chleba, świecie. Ciężki materiał na partnera.

Carolyn była inna: była sobą, miała plan, miała cel, wiedziała czego chce i dokąd idzie. Długo trwało, zanim się z nim związała, bo jako jedna z nielicznych nie leciała za nim na łeb na szyję. Zakochała się i chciała być szczęśliwa – chciała mieć przyjaciela, męża i kochanka. Jednak życie z VIPem okazało się za trudne. Carolyn musiała zrezygnować z siebie, choć bez Johna też była świetna, dziarska i niezależna. Była bardzo ok jako ONA, nie jako żona JFK Juniora. Niestety, po ślubie na zawsze przestała być Carolyn, już zawsze I wszędzie figurowe jako jego żona i przez ten pryzmat była oceniana.

Nie wiem, czy katastrofa lotnicza, w której zginęli on, ona i jej siostra to wielkie nieszczęście czy raczej wyzwolenie z tego, w co się, w dobrej, wierze wplątała. Miała szansę na wyjście z tej sytuacji? Pewnie nawet gdyby udało jej się kiedyś rozwieść, on, bożyszcze tłumów, świeciłby jasno z wszystkich okładek, a za całe zło poniosłaby [medialną] winę ona.

Bardzo ładny film i bardzo smutny. Szkoda mi tej kobity: myśląc, że będzie w bajce, dała się wciągnąć do piekła.

Nie każdy ma taki mental jak Jackie, matka Johna (nie znam jej historii, ale jeśli to, co pokazują w filmie jest prawdą, to grubo). W którymś momencie mówi do niego, że wychowano ją na bycie pięknym akcesorium dla męża. Ja pierdolę. TAKIE osoby nadają się na żony VIPów, są tłem i bez mężów nie istnieją. Przecież ona trwała przy nim nawet mimo zdrad. Bo bez VIPa akcesorium nie istnieje.

Carolyn była sobą, istaniała solo, a wchodząc w to małżeństwo zniknęla :(.

Szalenie polecam.

I zalecam ostrożność przy zamążpójściach😁.

Schronisko które zostało zapomniane – Sławek Gortych

447 stron, książka jest Maćka

Ach, urlop🙂 Jak miło czytać rano książkę i pić kawę, a nie planować wysyłki do porsche🙏🥳.

Lubię czytać Gortycha, choć nie wielbię go jak niektórzy i niekoniecznie muszę odbyć wycieczki wszystkimi trasami, którymi biegnie akcja jego schroniskowej serii🙂.

Tym razem akcja związana jest ze Schroniskiem w Dolinie Łomniczki, fo którego, akurat, chętnie bym się wybrała, bo niedawno otwarto je po remoncie, jak czytałam.

Wracają dobrze nam znani panowie z poprzednich powieści: jest pan Węglorz z Jagniątkowa i pan pisarz Wilczur i znów są na tropie: w nieczynnym od lat hotelu Sanssouci odkryte zostają zwłoki Niemca. Facet w dniu śmierci był w podeszłym wieku, wiadomo jednak, że brał udział w konferencji odrywającej się w tymże przybytku podczas wojny.

Dlaczego został tam zamurowany, odciski czyich palców były na znaleziony przy nim pręcie, dlaczego ktoś wiąże jego śmierć z Węglorzem i parę innych pytań zostawiam nieodpowiedzianych fla wszystkich tych, którzy chcą sami o tym przeczytać.

A książkę polecam🙂