Lalka [K]

Kino z Arkiem

Reż. Maciej Kawalski, 2026

Coś chyba u mnie nie zagrało, bo Lalki ani nigdy nie czytałam, ani nie widziałam żadnej z wcześniejszych wersji, ale na tą zdecydowałam się wybrać – głównie po rekomendacji Pani od niemca.

Słusznie, bo film jest świetny🤩👌. Pani zauważyła jeszcze jedną rzecz: że niektórych naszych znakomitych aktorów (Janda, Kondrat, Krajewski, Komorowska, Englert) widzimy w filmie, być może, ostatni raz. Obsada, w ogóle, jest taka, że kapcie spadają. Oczywiście Szyc musiał zagrać rolę chujka – jest Baronem Krzeszowskim, Damięcki natomiast, który w mej głowie jest zapisany jako Golden z Furiozy, gra hulakę i amanta Kazimierza Starskiego i ma loczki🙈🤪.

Jeśli ktoś (jak ja🙈) po dziś dzień nie ogarnął o co chodzi w Lalce, to spieszę donieść, że jest to historia pt. ONA GO NIE CHCIAŁA. Wiek XIX to uroczy czas, kiedy jedynym business planem panien na wydaniu był bogaty mąż (co niektórym zostało do dziś🤪). Takąż panną jest Izabela Łęcka, zaiste bardzo piękna, ale też bardzo spłukana, o czym na mieście wiadomo. Panom arystokratycznym absztyfikantom się więc panna Bela podoba, ale do biznesu pt. małżeństwo z nią się raczej nie palą.

Izabelę natomiast kocha Wokulski, czyli piękny Dorociński, czyli kupiec, wspólnik i przyjaciel Rzeckiego (Marka Kondrata). Choć zabiega o nią i się stara i na głowie staje, w których to zabiegach pomaga mu świetna w swej roli Kulesza (Pani Meliton), Łęcka go nie chce, bo przecież jest tylko kupcem. Bardziej od Izabeli podoba się Wokulski staremu Łęckiemu, a dokładniej mówiąc, podobają mu się jego pieniążki i z tego powodu jest nawet w stanie przymknąć oko na jego niearystokratycznosć.

Nie spamuję więcej. Powiem tylko tyle, że czasy się zmieniają, ale ludzie nie. Dalej najtrudniej jest dobrym, normalnym i uczciwym ludziom. Chujki zawsze jakoś kręcą i sobie radzą. Sad but true. 

A film szalenie polecam, ze względu na obraz i muzę🎶.

Ona go nie chciała się🤷‍♀️
Wokulski 🤩💥

Rekin z Parku Yoyogi – Joanna Bator

235 stron, książka jest moja

Jak już kiedyś pisałam, po ponad 4 latach pracy w japońskiej firmie, nie jestem w stanie wygenerować zachwytu dla tego kraju, jednak jestem w stanie o nim poczytać, zwłaszcza Batorową, która Japonię podziwia i potrafi się nią zachwycać, choć dostrzega też ich słabsze strony.

Jest to garść opowiadań/felietonów z kilkulenuego pobytu autorki tamże. Więcej widzi, więcej rozumie – to już nie jest poziom zachwytu z ‚Japońskiego wachlarza’ – tym razem jest to książka raczej antropologiczna pokazująca życie i pokręconą naturę Japończyków.

Mnie się rzecz bardzo dobrze czytało, co jednak nie zmienia mojej opinii, że w tym kraju coś poszło mocno nie tak i ludzi nieco pojebało. Może to wina tego, że musieli być niewyrażającymi emocji mnichami, może to, że zmuszając ich do wspierania gospodarczego rozkwitu robiono z nich roboty – coś w każdym razie spowodowało, że ci nie chcą dorosnąć: z radością zatrzymują się w wieku lat 14 i gonią za anime-dziewczątkami z wielkimi oczkami i cykami, w luźnych skarpetkach, zbierają figurki i mieszjają z rodzicami. Relacje międzyludzkie nieszczególnie ich kręcą, ani przyjaźnie, ani miłości. Zdehumanizowani ci ludzie nieco. Emocjonalnie zamrożeni na poziomie nastolatka.

Ale może tą kulturę trzeba postrzegać jako wartą poznania inność, niż jako odstręczające pojebstwo. Pracuję nad tym, ale, póki co, idzie mi słabo🤪🙈.

A książkę polecam jako ciekawy opis nieznanego (dla mnie) zakątka świata.

Szósty zmysł [N]

Netflix z Synem,

reż. M. Night Shyamalan, 1999

Z serii: razem oglądamy staruchy :). Syn się akurat kuruje przeziębieniowo, ja wczoraj przeszłam 50km, nadajemy się przeto głównie do oglądania filmów w domu :).

Oczywiście, że go widziałam, ale bardzo dawno i [prawie] wszystko zapomniałam. Bruce Willis jest jest tu w szczycie formy i jeszcze nawet ma włosy :). Gra psychologa dziecięcego, który stara się pomóc małemu chłopcu (na imię mu Cole), który widzi zmarłych, co czyni jego życie dość trudnym.

Piękny film, polecam.

A to Cole 27 lat później😁

Zaginiona siostra – Lucinda Riley (tom VII)

666 stron, książka jest Izki

Bardzo mi się ją dobrze czytało i ta część chyba podobała mi się najbardziej.

Tym razem śledzimy losy nieodnalezionej siostry, na której trop Pa Salt wpadł na krótko przed śmiercią i sam zadania dokończyć nie mógł, więc dokańcza je Georg Hoffmann – jego prawnik.

Poszukiwana siostra to Mary McDougal, adoptowana w Irlandii, z której losy wygnały ją het, przez co namierzenie jej zajęło tak dużo czasu i było takie trudne. Ciekawa jest informacja jak nazywali się jej biologiczni rodzice, bo to jest hit :).

Nie spamuję kim jest poszukiwana Mery, jak pozostałe siostry jej szukały i co z tego wynikło, ale lekturę szalenie polecam. Szczególnie zachwycił mnie wątek Ambrosa i ojca Jamesa, ale kto zacz też trzeba będzie sobie doczytać.

Na koniec powiem tylko, że latami podsycana nienawiść nic nikomu nie daje. Warto o tym pamiętać.

Drobiazgi takie jak te – Claire Keegan

74 strony, Legimi

Ostatnio uznałam, że zbyt dużo czasu poświęcam na gapienie się na przysłowiowe kotki w telefonie, zebrałam się w sobie, posprawdzałam które z polecanych książek są na Legimi, ściągnęłam, co było dostępne i to jest właśnie jedna z nich.

‘Drobiazgi’ to opowiadanie o facecie, Billu Furlongu, który sprzedaje węgiel, a prywatnie jest mężem i ojcem pięciu córek. Bill jest dzieckiem z nieprawego łoża – matka wpadła z kimś (lub bardziej prawdopodobne – ktoś JĄ wpadł) z dworu, w którym pracowała. Jednak właścicielka owego pozwoliła jej tam zostać i pracować, a nawet pomogła wychowaniu i wykształceniu chłopca. Bill miał szczęście.

Mniej szczęścia mają dziewczyny przebywające w okolicznym klasztorze. Poznaje jedną przypadkiem, kiedy dostarcza towar i znajduje ją zimą, w szopie, bez butów, przemarzniętą na kość. Dziewczyna martwi się o swoje dziecko – mówi, że ma czternaście miesięcy i nie wie, gdzie jest. Bill odholowuje ją do budynku zarządzających zakonnic, gdzie odgrywa się szopka pt. ‘jakaż ona biedna, nie wiedziałyśmy, że się zawieruszyła’. Dramat.

Billowi na wiele spraw otwierają się oczy, widzi, co widział, a czego zobaczyć nie chciał. Inni też nie chcieli:

Jak chcecie się dowiedzieć dlaczego, między innymi, wypisałam się z kościoła, to polecam lekturkę.

Poczuj mój głos [N]

Netflix solo

Reż. Luca Ribouli, 2026

Chciałam zobaczyć coś niekrwawego, gdzie nikt nikogo nie morduje, ani nie stara się wykryć mordercy, wybór padł przeto na rzeczony film. Tytuł włoski brzmi ‚Non abbiam bisogno di parole’ i z moim włoskim, który próbuję wskrzesić po 30 latach nieużywania z Duolingo :), umiem go sobie przetłumaczyć: ‚Nie potrzebujemy słów’. Trafny.

Rzecz jest o rodzinie – jest matka, ojciec i dwoje nastoletnich dzieci. Syn może jest nawet straszy. Mają gospodarstwo, hodują osły, robią i sprzedają sery – niby nic nadzwyczajnego, tylko, że matka, ojciec i brat są głuchoniemi. Słyszy tylko dziewczyna, która stanowi łączniczkę rodziny ze światem słyszących. Zadanie dość czaso i energochłonne – dziewczyna pomaga i na targu podczas sprzedaży serów, ale i w poradni seksualnej, dokąd idzie z matką i ojcem i omawia z lekarzem ich intymne infekcje, więc grubo.

Eletta jest [za] miła i za uczynna – chce pomóc niesłyszącej rodzinie, rodzina natomiast traktuje to jako jej zasrany obowiązek i uważa, że powinna być z nimi i tłumaczyć migowy na mówiony w zasadzie zawsze.

Żeby było ciekawej, niesłyszący (i lekko pierdolnięty, w mej ocenie 😉 ojciec postanawia wziąć udział w wyborach. Si, ten właśnie niesłyszący ojciec, oczywiście nie widzi w swej ułomności problemu, a matka dzielnie go wctym przekonaniu wspiera👌.

A Eletta pięknie śpiewa. Zapisuje się do chóru w szkole i nauczycielka zachęca ją, żeby spróbowała sił w szkole muzycznej, bo szalenie tam pasuje.

Jednak talent Eletty nie jest dla rodziny aż TAK ważny jak jej zdolności komunikacyjne – bojkotują jej śpiewanie i ewentualny wyjazd do szkoły i sugerują, że jej miejsce jest przy nich.

Miło i rodzinnie, prawda :).

Jak się jej śpiewacze i rodzinne losy potoczą polecam sobie dooglądać😁, a film polecam.

Po obejrzeniu pierwszych paru scen wydaje się lekki i wesoły, ale po głębszym zastanowieniu dochodzi się do wniosku, że pokazuje ciężar wyborów i docisk rodziny, czyli mało radosne klimaty, zwłaszcza dla młodej osoby, dla której to, że słyszy, zamiast być radością, jest trochę karą.

Rzym miasto nad miastami – Piotr Kępiński

302 strony (z obrazkami), książka jest Rodziewiczów

Cudna przechadzka po Rzymie z panem Kępińskim. Jeśli jeszcze kiedyś miałabym zwiedzać Rzym (i w innych miastach też by mi to pasowało🙂), tak bym chciała najbardziej: powłóczyć się z lokalsem, który miejsce zna i lubi po nieoczywistych miejscach.

To, że facet to miasto kocha potwierdza każde napisane przez niego zdanie. Oczywiście nie jest bezkrytyczny, pokazuje i cuda i braki Rzymu, ale robi to w taki sposób, że chcę się tam pojechać i połazić.

Rzym nie jest najłatwiejszym miejscem do życia, jak chyba większość dużych miast, bo brudno, bo drogo, bo turyści itd, ale z opisów Kępińskiego wynika, że mieszkańcy swoje miasto kochają – pozrzędzą trochę może, ale ruszać się nigdzie nie będą.

Mnóstwo historii i anegdoek napisanych w ciepły, przystępny i zachęcający do odwiedzenia Rzymu sposob. I nawet dla osób, u których wiedza historyczna nie zagości w głowie na dłużej (ja🙈)  książkę i tak warto przeczytać.

Polecam i wklejam dla zachęty kilka fragmentów.

😻
antyczna hałda 🙂
nie tylko Watykan 😁
Połowy w Fontannie di Trevi 💰
Gnocchi na koniec 🙂

Klub Dzikiej Róży – Kate Quinn

422 strony, Legimi

Bardzo długo czytałam tą książkę, bo lato to okres latania, więc z czasem na czytanie krucho. Jak zawsze, w czytelnictwie pomogła podróż pociągiem🙂🚂.

Jest to rzecz o kobietach (ale nie wyłącznie) i dla kobiet (ale nie wyłącznie🤪): jest sobie dom, w którym pokoje wynajmowane są kobietom BEZ FACETÓW i tu właśnie mieszkają nasze bohaterki.

Każda z nich funkcjonuje jak wolny elektron, co zmienia się dopiero, gdy do ekipy dołącza Grace, która zajmuje zielony (najmniejszy) pokój na poddaszu, w którym później domaluje pnącza. To w tym pokoju mieszkanki zaczynają się spotkać, zreszać, bratać i jeść. Zaczynają się też nawzajem poznawać.

Każda bohaterka to odrębba przygoda, tajemnice, pragnienia i miłości – u niektórych więcej jednego, u innych – drugiego🙂. A że każde (czwartkowe) spotkanie w zielonym pokoju to obowiązkiwo jedzenie, są i przepisy, mówiące nie tylko JAK potrawę ugotować, ale też jak ją podać, w jakich okolicznościach i przy jakiej muzyce. 

Bardzo interesujące babki mieszkają w domu Pod Różą, ich losy naprawdę mogą zaskoczyć, zwłaszcza Reki i Grace, ale i innym niczego nie brakuje.

Są dla siebie rodziną, samopomocą babską (nie chłopską przecież🤪🙈), wsparciem, rozrywką, psychologiem i bodyguardem. Szczegółów nie zdradzam, a książkę bardzo polecam.

Projekt Heil Mary [VP]

Video Prime, z Arkiem

Reż. Phill Lord, Christopher Miller, 2026

Słyszałam wcześniej dużo dobrego o tym filmie, ale ponieważ mam tylko Netflix, na obejrzenie musiałam chwilę poczekać. Warto było🤩

Jest to bajka S-F, więc klimat tak skrajnie nie mój, jak tylko można sobie wyobrazić, a film mnie urzekł szalenie i totalnie☺️, ze spadnięciem kapci włącznie😁

Historia jest taka, że Ryan Gosling jest nauczycielem science (czyli, po polskiemu, przyrody) w średniej szkole z doktoratem z biologii molekularnej.

A sytuacja w naszym układzie słonecznym jest taka, że niejakie astrofagi zżerają słońce i jeśli nic nie zostanie zrobione, za 30 lat ludzkość wyginie😐.

Trzeba więc lecieć w kosmos i naprawiać świat. Ryland Grace niekoniecznie jest zapalony do tej wycieczki, ale, jak to zazwyczaj w ważnych sprawach bywa, niekoniecznie to kogokolwiek obchodzi😁.

Jak to się stało, że się w tą podróż jednak wybrał, kogo poznał i jak szła nauka języków OBCYCH, chętni sobie doglądają🤩. Dawno nie widziałam tak ciepłego i pogodnego filmu, naprawdę. Rozczulił mnie i zachwycił, więc szalenie polecam.

Jeśli ktoś oglądał ‚Mentalistę’ (ja się, niestety, wciągnęłam, 7 sezonów, 150 odcinków🙈), to Ryland Grace jest takim facetem jak Patrick Jane: od pierwszej sekundy się go za jego urok, rozum i cieplo uwielbia.

🙂

Neapol słodki jak sól – Piotr Kępiński

285 stron, książka jest Rodziewiczów

Po kilku wizytach, we Włoszech🇮🇹 zakochał się Rodziewicz Piotr, mój wieloletni Przyjaciel i z tej miłości nawet rozpoczął naukę włoskiego.

Być może byłam osobą, która dała mu pierwszą książkę do nauki tegoż języka, bo zdawałam ustną maturę z włoskiego i miałam słownik z podstawami gramatyki, który z radością oddałam w dobre ręce.

Sama w Neapolu byłam raz – mieliśmy praca-tour po Włoszech, po których podróżowaliśmy samochodem. Kiedy wjechaliśmy do Neapolu, sunęliśmy, pamiętam, jednokierunkową uliczką i byliśmy JEDYNYM samochodem, który poruszał się w poprawnym kierunku😁👌.  ‚Mają rozmach, skurwysyny’, skomentował kolega, który prowadził i w zasadzie o tym jest ta książka🙂.

Teresa zaczęła czytać tą książkę i powiedziała, że jej się nie podoba, bo jest jak przewodnik. A mnie, właśnie z tego powodu, się podobała. Czułam się jak na spacerze z localsem🙂, który prowadzi mnie w swoje ulubione miejsca i pokazuje mi ciekawostki, ktorych nie pozna się idąc z wycieczką. Kępiński o Neapolu opowiada jak Szczygieł o Czechach.

Książka jest lekka i wesoła. Neapol nie jest miejscem poukładanym i takim ‚od linijki’. Dużo tu zaułkow, niuansów, dwuznaczności i sprzeczności. Jest bieda, jest kamorra, jest kawał historii, święty January i limoncello.

Warto się do Neapolu z Kępińskim wybrać🙂

piłabym😁

Polecam szalenie.

I też sobie włoski w duolingo dodałam dla przypomnienia🇮🇹💪