240 stron, książka jest moja
Książkę poleciła mi Sąsiadka, która czyta wiele psychologicznych treści typu różnego, więc i wiele takich treści zna. Ja treści psychologicznych nie czytam, w zasadzie, wcale (chyba, że są wplecione przy przedstawianiu bohatera w książce, którą akurat czytam), i mój stosunek do nich jest pomiędzy ‚mam to w dupie’ a ‚po co mi to’.
Jednak Sąsiadka powiedziała, że to mądra książka i mądra kobita ją napisała, a opowieść o treści zaczęła od tego, że w każdej z nas siedzą się trzy wstrętne babska, które mącą naszym życiem: Posłuszna, Męczennica i Królowa Śniegu. Czym prędzej zapytałam czy Królowa Śniegu to ja, Sąsiadka (przez grzeczność zapewne;) nie zaprzeczyła, pomyślałam sobie aaaaaa, doooobra, to przeczytam o Królowej, 250 stron to chwila, nawet jakby lektura okazała się męką i książkę sobie kupiłam. Bo Sąsiadka powiedziała, że nie pożyczy mi swojej, bo na marginesach różne rzeczy sobie zaznacza i że będzie do niej wracać [więc mam spadać]*.
Zaznaczenie na marginesach i wracanie do tej samej książki, pffff, pomyślałam sobie i wzięłam się za czytanie. Na początku czytałam ją jak powieść, no bo jak miałam ją czytać, skoro całe życie czytam głównie powieści. Po kilkudziesięciu stronach odkryłam jednak, że książka naprawdę jest fajna i że mądra babka musiała ją napisać. (Żeby nie być pfff, jak Sąsiadka, zagięłam sobie kilka rogów, ale zaginanie to wcale nie zaznaczanie, bo zaznaczanie i wracanie do tej samej książki jest dla mięczaków – to chyba jasne?;).
Co więcej, książka otworzyła nieco mój dość zamknięty baniak i być może dzięki niej dokona się zmiana, która dokonać się musi. Może w końcu ogarnęłam co konkretnie mi nie leży🙏(43 lata i już wiem, naprawdę brawo ja😂).
Rozkręciłam się tak, że koło 150 strony wzięłam już marker i zaczęłam oficjalnie zaznaczać co ciekawsze fragmenty (pffff!), a skończywszy czytać, zaczęłam natychmiast drugie podejście, jestem już na 40-stej stronie :).

Dobra i mądra książka, nawet dla opornych, jak ja (pffff;).
Jest nawet możliwe, że będę do niej wracać 😉
*przypis autorki, oczywiście 😉