Poniedziałek rozpoczął się od informacji, że u nas w robocie ruszyła AKCJA BURGER polegająca na tym, że kto z produkcji klepnie maila do głównego szefa, ten dostanie voucher na 2 burgery.
My, co prawda, produkcją stricte nie jesteśmy, więc projekt nas nie dotyczy, ALE zaczęliśmy snuć całkiem pogodne wizje, że może byśmy sobie burgery zamówili o tak, sami. Chwilę dumaliśmy kto by nam je przywiózł, bo nasz zakład położony jest nieco w dupie, ale ten problem został szybko rozwiązany i z excelli bardzo szybko przeskoczyliśmy do menu knajpy dowóz oferującej.
Poniedziałek był również dniem, kiedy wybierałam się do okulisty do szeroko pojętego miasta. Ten rejon MIASTA o którym mowa, charakteryzuje się tym, że nieopodal okulisty sprzedają tosty. To miejsce nie zmieniło się od czasów mojej szkoły średniej: w środku są: tosty + lada + baba sprzedająca tosty. W menu 1 pozycja: TOST ;). I zawsze jest kolejka, bo tosty są zajebiste.
[Kiedy dawno temu przybył do mnie mój kolega Ed z Rio de Janeiro i snuliśmy się po mieście, poprosił: Jana, chodźmy wszędzie tam, gdzie ty byś poszła, jakbyś tak sobie sama chodziła. Zabrałam go przeto na owe tosty i również był zachwycony:].
Torba w ręce – lecę do okulisty – mówię i już prawie wybiegam, kiedy Kiercio pyta:
-A gdzie ty jedziesz do tego okulisty?
-No do miasta.
-Aśkaaa! To byś chociaż tosta przywiozła.
Okulista poszedł sprawnie, czasu jeszcze trochę miałam, aaaa, raz się żyje, myślę sobie, lecę po te tosty i dzwonię, żeby powiadomić o decyzji BIURO:):
-No co tam?
-Lecę po tosty!
-Aśkaaaaa! Jak my ciebie wypatrujemy!
-Wiem. Jak nigdy.
Powróciwszy do roboty i dotarłszy do naszego rewiru, z końca korytarza uniosłam tosty jak zwycięzca podnosi puchar i tyleż samo radości, co puchar, one wywołały. Albo i więcej;). A jeszcze pani pakując je powiedziała:
-Zapakuję je pani w 2 papierki, będzie im cieplutko.
I było:), bo nie wystygły – były bosko ciepłe, jedliśmy je z rozkoszą, a keczup kapał na ręce, jak za dawnych dobrych lat. Ucztę zakończył Kiercio słowyma:
-Aska, jak Ty mnię dziś zaimponowałaś!
Oczywiście, że byłoby lepiej, gdybym mogła zaimponować pracą, ale póki co muszą wystarczyć tosty;)