407 stron, książka jest moja i jest efektem wymiany tej, którą dostałam od Sąsiadki na urodziny, ale którą już czytałam („Taśmy rodzinne”) na tą (bo opis na okładce brzmiał zachęcająco oraz wydanie jest przecudne).
Piękna opowieść, oparta na motywach mitologicznych, (ale dla mnie to, przede wszystkim, powieść o kobiecie). Oczywiście NIE interesuję się mitologią i wiem o niej tyle, co wtłoczono mi do głowy niegdyś na polskim (a ściślej mówiąc: to, co zostało🤪), tym bardziej jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że rzecz czyta się tak dobrze.
Bohaterką powiesci jest Kirke, córka Heliosa, boga słońca. Kirke jest nieco dziwna: nie tak potężna jak ojciec, ani tak bezwzględna jak matka, audi tego odkrywa w sobie czarnoksięską moc, która może zagrozić samym bogom, z którego to powodu zostaje wygnana.
Nie przeszkadza jej to jednak dalej kształcić się w czarowaniu, jej życie biegnie dalej splatają się po drodze ze ścieżkami życia Minotaura, Dedala, Ikara, Medei i Odyseusza.
Kirke mówi o sobie: ‚Obraz mojej osoby mnie nie zaskoczył: oto dumna czarodziejka bezbronna przed mieczem bohatera klęczy i błaga o łaskę. Poeci w niczym się tak nie rozsmakowują jak w opisach poniżeń kobiet. Jakby każdy wysiłek mężczyzn był skazany na klęskę, jeśli nie nakażą nam pełzać i łkać.’
Bardzo polecam 👌🙂
