Kirke – Madeline Miller

407 stron, książka jest moja i jest efektem wymiany tej, którą dostałam od Sąsiadki na urodziny, ale którą już czytałam („Taśmy rodzinne”) na tą (bo opis na okładce brzmiał zachęcająco oraz wydanie jest przecudne).

Piękna opowieść, oparta na motywach mitologicznych, (ale dla mnie to, przede wszystkim, powieść o kobiecie). Oczywiście NIE interesuję się mitologią i wiem o niej tyle, co wtłoczono mi do głowy niegdyś na polskim (a ściślej mówiąc: to, co zostało🤪), tym bardziej jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, że rzecz czyta się tak dobrze.

Bohaterką powiesci jest Kirke, córka Heliosa, boga słońca. Kirke jest nieco dziwna: nie tak potężna jak ojciec, ani tak bezwzględna jak matka, audi tego odkrywa w sobie czarnoksięską moc, która może zagrozić samym bogom, z którego to powodu zostaje wygnana.

Nie przeszkadza jej to jednak dalej kształcić się w czarowaniu, jej życie biegnie dalej splatają się po drodze ze ścieżkami życia Minotaura, Dedala, Ikara, Medei i Odyseusza.

Kirke mówi o sobie: ‚Obraz mojej osoby mnie nie zaskoczył: oto dumna czarodziejka bezbronna przed mieczem bohatera klęczy i błaga o łaskę. Poeci w niczym się tak nie rozsmakowują jak w opisach poniżeń kobiet. Jakby każdy wysiłek mężczyzn był skazany na klęskę, jeśli nie nakażą nam pełzać i łkać.’

Bardzo polecam 👌🙂

Minari

Reż. Lee Isaak Chung, 2021, kino z Iwoną (zaległe obchody moich urodzin, czyli + ciacho + kawa 😊)

Pisałam to już milion razy, ale uwielbiam to nasze małe niszowe kino, z jego szarym wnętrzem, żółtymi fotelami i (w razie braku miejsca na ‘cywilizowanym’ parkingu) przymus parkowania w slumsy-like miejscu, czyli Pocztowa Strasse 😊 (muszę kiedyś zrobić zdjęcie, wczoraj było słabo, bo było jasno i sucho, a miejsce nabiera w deszczowe, jesienne noce 😊).

I ten zapach. Jakbym miała zamknięte oczy i ktoś dałby mi do powąchania ten zapach, od razu bym zgadła: stare kino!

Kolejny film bardzo dotyczący naszych czasów, czyli lecimy za tym, żeby mieć więcej. Koreańska rodzina przenosi się z Kalifornii do Arkansas, bo marzeniem ojca jest stworzenie własnej farmy, która mogłaby stać się źródłem utrzymania rodziny (póki co on i żona pracują jako SEKSERZY, czyli, to make long story Short, zaglądają kurczakom w tyłki, żeby rozpoznać ich płeć i na tej podstawie je rozdzielają. Tak tak, praca życia…)

Rodzina nie jest zadowolona z przenosin, nie podzielają farma-entuzjazmu ojca i drażni ich lokum, w którym mieszkają, czyli wielka przyczepa na kółkach, wątpliwej jakości w dodatku. Żeby nie było nudy, do rodziny dołącza babcia z Jakby tego było mało, do rodziny dołącza nieco szelmowska babcia z Korei, moim zdaniem, po synku Davidzie druga najlepsza postać w tym filmie. Babcia sprawia wrażenie lekko…pierdolniętej?:), ale tyle jest w niej radości życia i entuzjazmu, że nie da się jej nie lubić. Babcia lubi świat i świat odpłaca jej tym samym.

Właśnie babcia wpada na pomysł, żeby zasadzić minari, czyli japońską pietruszkę, która wszędzie rośnie dobrze i jest dobra na wszystko i do wszystkiego można jej dodać.

Bardzo, bardzo ładny i ciepły film.

A już w połączeniu z nocną przechadzką po Pocztowej jest już naprawdę najlepszą formą obchodów zaległych urodzin 😊.

Polecam 😊

Lupin sezon 2

Reż. Ludovic Bernard, 2021, oczywiście Netflix, oglądanie familijne

Bardzo miło, że sezon 2 nadszedł, czekaliśmy na niego szalenie i dla Lupina przerwaliśmy nawet oglądanie Pablo Escobara (który, co prawda, ma 1 sezon, ale odcinków tyle co ‚Moda na Sukces’. No dobra, może kilka mniej;)).

Cały ten sezon poświęcony jest udupieniu Huberta Pellegriniego, oszusta i malwersanta, który wzbogacił się właśnie oszukując i malwersując i doprowadzając do śmierci ojca Assane’a Diopa (i nie tylko).

Bardzo sympatyczny serial, z mnóstwem pięknych ludzi, zrobiony ze smakiem, trzymającą w napięciu akcją i dobrze się oglądający.

Czekam na sezon 3, który ma nadejść (do tej pory może skończymy oglądać Pabla ;)).

Polecam 🙂

Kitchen show

Właśnie z takich powodów lubię chodzić do pracy i spotykać się z ludźmi live, bo takie rzeczy nie dzieją się ‚na onlajnie’🤪.

Ponieważ (w końcu!) zrobiło się ciepło, na piętrze zaczął się pokaz mody i z szafy wyskoczyły długo przetrzymywane (pomiędzy puchówkami) letnie sukienki.

Lubię to😁.

A jak sukienki, to i, wiadomo, sandały. A sandały pokazują stopy, które łatwiej komuś pokazać niż gdy chodzi, się, na przykład, w kozakach. Nadarzyła się więc okazja, żebyśmy z koleżanką zaprezentowały sobie swoje haluxy🤦‍♀️🤪, które obie mamy, a o których jedynie słyszałyśmy. Wyskoczyłyśmy więc z tych sandałów i dalejże sobie te koślawe stopy pokazywać. Do tego pokazu dołączyła jeszcze jedną kumpelka, która tego dnia miała majtki modelujące, takie z dłuższymi nogawkami w dodatku, które sobie naciągała, opowiadając o nich. Czyli show w pełnej krasie😁👌.

Na to wszystko do kuchni wlazł Olek. Oczywiście pokaz nie został przerwany i dyskusje trwały dalej.

– Ja pierdolę. Ale wszedłem!

Skomentował, i, w zasadzie, ciężko powiedzieć coś innego🤪.

Śniegu już nigdy nie będzie

Reż. Małgorzata Szumowska; 2021; kino z Tereską 😁

Znów małe kino, ciepłe popołudnie i kilka osób na sali – cudownie🙂.

Film jest z cyklu tych, o których mój Mąż powiedziałby, że nic się w nim nie dzieje, ale ja takie właśnie lubię.

Tu masażysta Żenia chodzi po bogatych domach i masuje bogatych ludzi. Masowani są, zaiste, bogaci, ale są też skrajnie smutni i nieszczęśliwi. Żenia jest ich promyczkiem w tych bogatych, smutnych domach (on za to mieszka w nieodremontowanym mieszkaniu w wielkiej płycie i nawet jego samotne życie, otoczone po-gierkowską brzydotą wydaje się weselsze niż życia masowanych osób, mimo, że w otoczeniu wszelkiej maści arcydzieł).

Mi się ten film podobał. Urocze kreacje Chyry, Figury i Kuleszy👌.

E.E. – Olga Tokarczuk

267 stron, książka jest moja, dostałam ją od Renatki na urodziny jakiś czas temu.

Nie zamierzam jej odesłać, dla jasności, bo się znów jakieś Tokarczukowe halo w naszym kraju zrobiło.

E.E. to inicjały Erny Eltzner, czyli 15-letniej dziewczynki-medium. Jej umiejętności to jedna sprawa, natomiast kręcący się wokół niej dorośli, badacze i opisywacze sprawy – to druga. Do tego dochodzą jeszcze urocze siostry Erny – bliźniaczki, które wspomagają seanse tarmoląc za sznurki przymocowane do zasłon czy też zrzucają to i owo, żeby było ultra-spirytysycznie 🤪🤦‍♀️. CHOCIAŻ Erna [pełnoprawnym] medium zaiste jest: widuje duchy, gada ich głosami i zapada w trans z wywróconymi białkami, full wypas 😁.

Niestety, po ‚akcji’ bliźniaczek seanse zostają zawieszone, Erna dostaje okresu i przestaje być medium.

W dorosłym życiu udaje, że epizodu ‚PROJEKT MEDIUM’ w ogóle nie kojarzy.

Nie wiem, czy nie zakumałam przesłania, ale opisanej na okładce ‚metafory dorastania, trudnego, tajemniczego, pełnego dramatycznych napięć procesu przepoczwarzania się brzydkiego kaczątka w kobietę i wychodzenia z dziewczęcej niedorosłości w świat autonomii psychicznej człowieka dojrzałego’ raczej nie dostrzegłam.

Jeśli ktoś mądrzejszy czytał i dostrzegł, poproszę o znak-sygnał.😁.