267 stron, książka jest moja, dostałam ją od Renatki na urodziny jakiś czas temu.
Nie zamierzam jej odesłać, dla jasności, bo się znów jakieś Tokarczukowe halo w naszym kraju zrobiło.
E.E. to inicjały Erny Eltzner, czyli 15-letniej dziewczynki-medium. Jej umiejętności to jedna sprawa, natomiast kręcący się wokół niej dorośli, badacze i opisywacze sprawy – to druga. Do tego dochodzą jeszcze urocze siostry Erny – bliźniaczki, które wspomagają seanse tarmoląc za sznurki przymocowane do zasłon czy też zrzucają to i owo, żeby było ultra-spirytysycznie 🤪🤦♀️. CHOCIAŻ Erna [pełnoprawnym] medium zaiste jest: widuje duchy, gada ich głosami i zapada w trans z wywróconymi białkami, full wypas 😁.
Niestety, po ‚akcji’ bliźniaczek seanse zostają zawieszone, Erna dostaje okresu i przestaje być medium.
W dorosłym życiu udaje, że epizodu ‚PROJEKT MEDIUM’ w ogóle nie kojarzy.
Nie wiem, czy nie zakumałam przesłania, ale opisanej na okładce ‚metafory dorastania, trudnego, tajemniczego, pełnego dramatycznych napięć procesu przepoczwarzania się brzydkiego kaczątka w kobietę i wychodzenia z dziewczęcej niedorosłości w świat autonomii psychicznej człowieka dojrzałego’ raczej nie dostrzegłam.
Jeśli ktoś mądrzejszy czytał i dostrzegł, poproszę o znak-sygnał.😁.