27 śmierci Toby’ego Obeda – Joanna Gierak-Onoszko

314 stron, książka jest Karoliny

Joanna Gierak – Onoszko opowiada nam historię w stylu filmu braci Sekielskich.

To jest opowieść o takiej Kanadzie, od której jeżą się włosy na głowie i spadają kapcie. O takiej, gdzie dzieci rdzennych mieszkańców są odbierane rodzicom, umieszczane w katolickich szkołach z internatem, sadzane na krześle elektrycznym, bite, gwałcone i zmuszane do jedzenia własnych wymiocin.

A potem o wszystkich tych wydarzeniach jest ci-chu-teń-ko. Trzeba będzie lat, żeby sprawy ujrzały światło dzienne. I kolejnych, żeby [choć niektórzy] doczekali się zadośćuczynienia za swoje krzywdy.

Naprawdę mocna rzecz, gorąco polecam. Dla zachęty – kilka cytatów:

‘(…) wniosek w sprawie złamanego życia Toby’ego Obeda był krótki, ledwie dwadzieścia dwie strony. Ale dołączono jeszcze załącznik, dokumentację krzywdzenia. Miał tysiąc kartek. Streszczał, co ustalili prawnicy – zgromadzone przez nich przypisy do opowieści Toby’ego Obeda mieściły się w czterdziestu pudłach.

Z rozdziału TATUAŻE TOBY’EGO SICKSA – ‘Wiesz, z Kościołem jest mi nie po drodze. Żyjemy tu jak w czwartym świecie, kolonizowani wewnątrz własnego państwa przez zewnętrzne siły watykańskie. Religia jest naszą chorobą, rakiem, który daje obrzydliwe przerzuty, a państwo nie znajduje w sobie siły , by poddać się radykalnej operacji. Kto dał zgodę na szkoły z internatem? Państwo. A kto je z ochotą i wielką pasją prowadził? Kościół. To Kościół odpowiada za zburzenie fundamentów naszej kultury, naszej tożsamości. Gdyby takie zapędy miała jakakolwiek korporacja, zostałaby wyrzucona poza granice kraju, nie mogłaby tu inwestować. A Kościół? Jemu wszystko wolno.’

‘Życie w katolickiej szkole z internatem imienia Świętej Anny (St. Anne’s Residential School) w Ford Albany, na północy prowincji Ontario, było jak film. A konkretnie jak Pasja Mela Gibsona. Tak przynajmniej uważa Louis Knapaysweet.’

‘W pierwszych dniach po wywiadzie mówi się o nawet o siedmiu placówkach, w których dzieci miały paść ofiarami przemocy ze strony duchownych. Dziś wiadomo, że takich szkół naliczono sto trzydzieści sześć. Zamknięto w nich co najmniej sto pięćdziesiąt tysięcy dzieci.’

Była sobie rzeka – Diane Setterfield

429 stron, czytnik, Legimi, wiecej jak pół przeczytane w IC relacji Wrocław – Warszawa 🙂

Niezwykle rzadko podróżuję pociągiem, za to niezwykle często jestem kierowcą, więc podróż trwająca kilka godzin, podczas której mogę czytać tym bardziej mnie cieszy😁.

Książka super: taka baja dla dorosłych dziejąca przy brzegach XIXwiecznej Tamizy.

Wszystko rozpoczyna się od tego, że w najdłuższą noc roku do gospody Pod Łabędziem przychodzi facet z dziewczynką na rękach. Facet oddaje dziewczynkę i pada ze zmęczenia. Dziecko wydaje się być nieżywe, co jednak nie jest prawdą.

Wyjaśnienia kim jest dziecko i co się naprawdę stało ciągną się przez całą książkę, którą wszystkim chcącym się tego dowiedzieć polecam🙂.

Miłej lektury!

Lalki w ogniu – opowieść z Indii – Paulina Wilk

258 stron, książkę pożyczyła mi właścicielka Chaty Cyborga

‚Bieda i nieszczęścia są wpisane w hierarchiczny ład społeczny – skomplikowana kastowa i klasowa piramida jak niepowstrzymany wodospad przesuwa upokorzenie, głód i cierpienie w dół, tam, gdzie ich miejsce.’

Bardzo, bardzo dobra książka o Indiach, które niczego nie ukrywa i nie pokazuje przez różowe okulary. Oczywiście, to jest kraj kolorowych sari i podzwaniających dzwoneczków, ale jest to również bardzo przeludnione, bardzo biedne i bardzo brudne miejsce, PLUS, nad przeludnieniem, biedą i brudem nikt nie panuje. Przybywa tego w zastraszającym tempie.

Do tego dochodzi bardzo słaba pozycja kobiet, fiksacje związane z bóstwami, numerologią i horoskopami, aranżowane małżeństwa, korupcja i ciasnota.

Słyszę czasem, jak ludzie opowiadają o swojej podróży do Indii i mówią, że przeżyli duchową przemianę i że trzeba tam koniecznie pojechać, żeby to przeżyć.

Naprawdę?!

Ja o Indiach chętnie poczytam, ale za nic się tam nie wybiorę🙂.

A książkę serdecznie polecam, zwłaszcza tym panującym podróż tamże, żeby ich nie zmyliły foldery w biurach podróży.

Wyrok (czyli Chyłka 10) – Remigiusz Mróz

372 strony, czytnik, Legimi

Dawno już nie czytałam Chyłki, (które Remigiusz Mróz najwyraźniej pisze szybciej niż ja czytam ;)) i może w związku z tym wulgarność naszej Joanny w tym odcinku mnie…mierziła. Za dużo tego było, ciężko sobie wyobrazić, że ktoś taką babę znosi, nawet zakochany w niej do szaleństwa Kordian (w „Wyroku” już MECENAS Oryński :).

Abstrahując od tego, wątek jak zwykle jest wciągający: powraca jeden z sympatyczniejszych bohaterów serii, czyli Piotr Langer, który, jak nakazuje tradycja, miesza i bruździ :): nasza dwójka musi podjąć się obrony [na pozór] wyglądającego bardzo niewinnie siedemnastolatka, oskarżonego o krwawe zabójstwo. Muszą, bo Piotr tak chce, a na szali jest zdrowie Chyłki.

Jak to się wszystko kończy, doczytajcie sobie sami, a w bonusie dwa chyłkowe cytaty:

„- I pamiętaj, żeby nie zamartwiać się rzeczami, na które nie masz wpływu, bo spłacasz wtedy odsetki kredytu, którego nie zaciągnąłeś”

„Przedstawiła się jako mecenas Irzemska.

– Imienia brak – spytała Chyłka.

Kobieta poruszyła się nerwowo i stała się jeszcze bardziej niespokojna.

– Bogumiła.

– Okej – rzuciła Joanna. – Na twoim miejscu też bym z tym nie wyskakiwała.”