Hiacynt

Reż. Piotr Domalewski; 2021, Netflix

Dobry film.

Pierwszą fajną sprawą jest to, że nie grają w nim ci aktorzy, co zwykle. A drugą, że nie jest to romantyczna komedia 😊.

To kryminał: lata 80 i śledztwo w sprawie seryjnego mordercy gejów. Fajny klimat, bo i MILICJA i wystrój tamtych czasów i wszyscy WSZĘDZIE ze szlugiem w gębie.

No i bohater – młody policjant Robert, który próbuje wydeptać sobie swoje ścieżki w tym śledztwie i tak znajduje Arka, który [wstępnie] ma być jego informatorem.

Życie jednak pisze ciekawsze [niż plan Roberta] scenariusze i wszystko układa się…inaczej.

Fajna rola Roberta [Tomasz Ziętek] i Arka [Hubert Miłkowski].

Jeśli kogoś rażą/drażnią gejowskie klimaty, raczej nie będzie to film dla niego. Ja nie mam nic przeciwko, więc tym, którzy też nie mają – polecam 😊

Katalizator gate

 Mojej Teściowej II złodzieje wycięli z samochodu katalizator.

Ze starej, zamkniętej w garażu corsy, dodam dla ścisłości.

Teściowa rzecz na policję zgłosiła, licząc na złapanie złoczyńcy.

Oczywiście okazało się, że garaż jest na nasypie, ten nasyp jest po części PKP, a po części gminy i oni się nie potrafią dogadać (PKP + policja + gmina) – koniec końców, katalizatora nie ma i złodzieja, również, nie.

Teściowa próbowała różnymi ścieżkami sprawę zgłaszać, i w różnych miejscach interweniować, niestety, bez skutku, co dość ją zirytowało.

Żeby jednak nie popaść w nerwicę, wymyśliła sposób:

 – Sama sobie z tym poradziłam – mówi.

– O! A jak? – pytam

– Zrobiłam plakat.

– ?

– I powiesiłam w garażu.

– ??? I co na nim jest???

– Napisałam: DZIEŃ DOBRY ZŁODZIEJU, KATALIZATOTA JUŻ NIE MA. I faka jeszcze narysowałam!

😊😊😊

Zuch Teściowa 😊

Nę-kotka

Mój kot nęka mnie nocami: przyłazi, ugniata, skubie, węszy mnie po oku, próbuje liznąć w ucho, a jak śpię na brzuchu, próbuje łapką (za nos!🤦‍♀️😡) odwrócić mi głowę (dobrze, że nie ma więcej siły🤪).

Wczoraj stoimy z Synem w kuchni, kot u niego na rękach i ten ją międli i nęka.

– No tak, teraz kumam: ty jej tak robisz, a potem ona myśli, że to ok i robi tak mnie.

– Widzisz mamo: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.

Unoszę brwi i spoglądam na Syna, gdyż nie wszystko mi w tym powiedzeniu gra. Syn klaruje:

– Tylko jej się to ‚tak Bóg Kubie’ pojebało.

Najwidoczniej🤪

Seksuolożki – sekrety gabinetów – Marta Szareko

340 stron, książka jest z Teresowej biblioteki, z mojej listy, a polecała ją, o ile dobrze pamiętam, Kaśka, która przewinęła się przez nasze biuro.

Bardzo ciekawa lektura! Marta Szarejko rozmawia z licznymi mądrymi kobietami, seksuolożkami, psycholożkami i psychoterapeutkami, które pomagają kobietą ogarnąć… seks.

„[…] tam się nie zagląda. Powiem brutalnie: kobiety w Polsce są odcięte od pępka w dół. To jest umotywowane psychologicznie i religijnie – wszystko, co poniżej pępka jest brudne, grzeszne. W związku z tym wyparte.”

Jak widać powyżej, w Polsce sprawa nie jest prosta, bo kościółek zrobił swoje: pragnienia seksualne mogą mieć tylko faceci, kobieta powinna być czysta, niewinna, uległa i podległa (oczywiście mężowi), seksu używać tylko do prokreacji, bo jak już ma z tego przyjemność, to już albo na stos, albo do wariatkowa – wiele lat mniej więcej takie właśnie przekonanie żyło w społeczeństwie i niejednokrotnie, do dziś ma się świetnie. A im mniejsza miejscowość, tym szanse większe. Do tego dochodzi powodujące liczne napięcia i zahamowania w chyba wszystkich sferach życia Polaków, czyli CO LUDZIE POWEDZĄ, jakże przecież u nas popularne, oraz problem z akceptacją ciała: „[Polki] Z powodów, które pozostają do mnie niejasne, oceniają swój wygląd najgorzej z wszystkich Europejek”.

„W zeszłym roku prowadziłam wykład, podczas którego mówiłam o badaniach Sandry Bem z lat 70. nad kobiecością i męskością. Na sali w większości znalazły się kobiety i pytały, wedługa jakich kryteriów Sandra Bem określała kobiecość. A kryteria były następujące: zainteresowanie małżeństwem i rodziną, chęć urodzenia dziecka, zainteresowanie modą…

[…] na tym polega zmiana – kobiety przestały określać się w stosunku do mężczyzny. Myślą: jestem sobą, a to, w jakim związku żyję i czy chcę mieć dzieci, to moja sprawa.

Oczywiście to bardzo dobry trend, który niestety musi konkurować z tym zalecanym przez obecną władzą i Kościół Katolicki. Więc mamy dwa dominujące modele kobiet: pierwszy – brzydko określany jako model tradycyjny, bo z dobrą konotacją słowa tradycja ma niewiele wspólnego. On pokazuje, że życie kobiety wypełnia rola żony i matki, poza tym nic nie jest ważne. I drugi model: kobiety, która jest świadoma, tego, co robi i czego chce, kobiety, której nie interesuje życie w cieniu mężczyzny.”

Złap mnie, jeśli potrafisz

Netfix, 2021, reż. Steven Spielberg

Oczywiście zadziałał efekt ‚osiołkowi w żłobie dano’: jak się ma wolną chatę i Netflixa tylko dla siebie, to człowiek nie wie co wybrać: czyta milion opisów miliona filmów i… potem dalej nie wie, co wybrać ;). Koleżanki namawiały mnie na ‚Kasztanowego Ludzika’, ale to znów kryminalny serial, znów się wciągnę i kilka wieczorów będzie z bani – więc nie :). Sąsiadki oglądają ‚Sex education’, włączyłam, żeby zobaczyć co to – ale mnie nie urzekło. No dobra, to może jakiś film. „Złap mnie jeśli potrafisz’ już parę razy przemknął mi przed oczami, ale myślałam, że może go już widziałam. Przeczytawszy opis, okazało się, że głównie myślałam ;), więc ruszyłam.

Jest to PRAWDZIWA historia młodego fałszerza, który w latach 60-tych, podając się za pilota, prawnika i lekarza, wyłudził z banków wesołą kwotę 2,5 miliona dolarów. Świetne role Leonardo di Caprio (fałszerz, Frank Abagnale Jr) i nieustannie depczącego mu po piętach agenta FBI, Toma Hanksa (Carl Hanratty). Historia naprawdę niesamowita. Co więcej, ów fałszerz został później zatrudniony przez FBI do wyłapywania fałszywych czeków (gdyż przez lata zebrał nieco… praktyki i teorii). Patrzę w googlu – chłop żyje do dziś.

Być może cała historia by się nie zdarzyła, ale wszystko zapoczątkował ojciec Franka Abagnale’a Jr, który, jak to później skomentował Carl Hanratty, ‚wolał żyć w kłamstwie’. Chłopina miał dar do zamydlania oczu, niestety, głównie sobie.

Świetny film, naprawdę :).

Nie czas umierać

Kino [Apollo] z Tereską

Reż. Cary Noji Fukunaja, 2021

Kiedy w politycy się żrą, kiedy grozi nam Polexit, kiedy nadchodzi jesień, robi się ciemniej i zimniej, kiedy jest piątek, jest się po pracy i po fryzjerze, najlepsze, co można zrobić, to pójść na Bonda :).

Apollo, nasze niszowe kino, nawet w piątek oferuje nam 2 bilety za 30 zł i zero tłumów, (bardziej pustki;), PLUS, co najważniejsze, ZERO reklam przed filmem, co jest dość istotne, gdy wybiera się seans o 20:00, a film trwa 163 minuty :).

Mnie się Bond bardzo podobała: i to, że w końcu ma jakieś uczucia, nie jest tylko zmieniaczo-pukaczem lasek, i to, że czasem mu coś nie pyknie. Fajne zdjęcia, piękne tereny, super wozy i motory. Fajnie z [obecnie dość gównianej;] rzeczywistości przenieść się na chwilę do bajki z Bondem, gdzie faceci są męscy, przystojni i bogaci (a do tego jeszcze czasem mądrzy), a piękne kobity, które im towarzyszą, są świetne w swoim fachu, mogą pracować na tych stanowiskach, co faceci (ciekawe, czy tyle samo im płacą?;) no i są kochane (mówię tu o partnerce Bonda – Madeleine Swann [Lea Seydoux]). Jak nie u Bonda i jak nie w męskim świecie 🙂

Do tego fajny brytyjski akcent, miło 🙂 I Londyn. Wzdech, taak dawno nie byłam.

Oglądałam dziś Graham Norton Show z gwiazdami z Bonda. Z ciekawostek, Madeleine w realu ma krótkie nażelowane włosy, w długich podoba mi się znacznie bardziej. Fajną historię opowiadał Rami Malek (tu jako Lyutsifer Safin. Sorry, ale on dla mnie wciąż jest Freddiem Mercuryn:): jednego dnia aktorzy dostali dzień wolny, żeby podogadywać niedogadane kwestie. Po kilku godzinach rozmowy zakończyły się sukcesem, Creig przytulił Maleka i nawet go pocałował, (spokojnie, w policzek;) na co Malek pyta: czy to czyni mnie jedną z kobiet Bonda? 😉

Po Bondzie moją ulubioną postacią w ‚No time to die’ jest Q i jego ultra-spokojne i dyplomatyczne reakcje na ultra wielkie zadymy :).

Film jest barka dla dorosłych, ale ogląda się go tak miło, że naprawdę warto :).

Polecam szalenie 🙂

Spinalonga wyspa trędowatych – Małgorzata Gołota

305 stron, książka jest Karoliny

Bardzo ciekawy dokument o leprozorium na Spinalondze, które działało tam do roku 1957 i o którym, o co bardzo wiele osób się postarało, prawie kompletnie zapomniano. Dokopanie się do RZETELNYCH informacji jak naprawdę żyło się tym ludziom jest bardzo trudne.

Przez lata trąd uważano za karę za grzechy, dlatego ludzi chorych traktowano jak zarazę, od której najlepiej trzymać się z dala i której lepiej nie oglądać.

Grecki rząd tak właśnie załatwił sprawę: ponieważ chorzy i [niejednokrotnie] już brzydcy ludzie przeszkadzali zdrowym, wypchnął ich na Spinalongę i siema – sprawa załatwiona. Chorzy ludzie żyli tam latami w fatalnych warunkach, bez fachowej opieki, zdani tylko na siebie. Cała lata zajęły im starania o poprawę swoich warunków.

Chorych na trąd nie chcieli nie tylko obcy, nie chciały ich nawet rodzin, bo trąd to był wyrok. Jeśli miało się w rodzinie trędowatego, ciężko było utrzymać/dostać pracę i mieszkanie.

Nawet po wynalezieniu lekarstwa na trąd, pogląd na tą chorobę niewiele się zmienił. Chorzy są izolowani, choć nie wiem, czy nie lepszym słowem byłoby ‚chowani’ przed krytycznym wzrokiem innych – w sensie zdrowych.

Naprawdę ciekawa lektura, polecam.