Też tak mam – Magdalena Kostyszyn

170 stron, książka jest Karoliny

Miałam nie brać kolejnych książek, bo już i tak mam stos, który czeka, ale – oczywiście – wzięłam :).

I bardzo dobrze, bo łyknęłam ją w weekend, mimo wyjazdu, jogowania i po górach latania.

Magdalena Kostyszyn jest autorką facebookowej strony CHUJOWA PANI DOMU, której jestem lubi-aczką i fanką :). Na tej stronie, jeśli ktoś nie zna, pokazuje, że nieidealne panie domu też istnieją i, wbrew wszystkiemu, mają się całkiem dobrze. Można nie ugotować dwudaniowego obiadu dla męża i nawet nie posprzątać chaty w sobotę i, naprawdę, da się przeżyć :). Niewiarygodne, a jednak możliwe, tak, wiem ;).

‚Też tak mam’ to zbiór opowiadań o kobietach, ale już nie w żartach, tylko w naszej bardzo smutnej, surowej i bolesnej rzeczywistości.

Wiele, naprawdę wiele razy przy lekturze przez głowę przeszła mi myśl, że dany fragment jest o mnie. Bardzo ciekawa lektura, niezwykle otwierająca oczy na wiele aspektów kobiecego życia. Moim zdaniem MUST READ dla bab. Może dzięki tej lekturze i otwarciu oczu ciut szerzej przestaniemy się za wszystko krytykować (tak, MY, KOBIETY), a zaczniemy choć trochę rozumieć i wspierać.

Również przede mną długa droga…

Najpierw cytat o urokach macierzyństwa:

‚KIEDY RODZI SIĘ DZIECKO UMIERAM DAWNA JA

Ktoś nagle odebrał mi całe życie, całą osobowość. Z kobiety pracującej zawodowo, żony, córki, CZŁOWIEKA stałam się maszyną do utrzymywania przy życiu dziecka. Jakbym w ogóle przestała się liczyć. Mąż starał się zajmować dzieckiem, odciążać mnie przy obowiązkach domowych, ale dziś sam przyznaje, że z ulgą jeździł do pracy’.

‚Skończyłam karmić piersią, kiedy córka miała pięć i pół miesiąca. Z dnia na dzień, bo czułam obrzydzenie, że dotyka mnie w tak intymny sposób. Wiem, że to strasznie brzmi – czułam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Zresztą do dziś czuję. Ale karmienie to był dla mnie psychiczny horror, naprawdę. Wydawało mi się, że dziecko ma władzę nawet nad moim ciałem, że nic już do mnie nie należy.’

Teraz szeroko pojęta RÓWNOŚĆ między kobietami a mężczyznami:

‚W siedmiu krajach świata matki opiekujące się swoim potomstwem nie dostają żadnych pieniędzy za urlop macierzyński. W osiemnastu mężczyzna może LEGALNIE zabronić swojej żonie pracy zarobkowej. Z kolei aż w stu trzynastu państwach brakuje przepisów, które gwarantowałyby równą płacę kobietom i mężczyznom na tych samych stanowiskach.

Nie wiem dlaczego popularne podczas baby shower balony zdradzające płeć dziecka mają pastelowe kolory. Z tych, które informują o narodzinach dziewczynki, powinno wysypywać się czarne jak smoła konfetti.’

I na koniec złota rada: KOBITY, PRACUJCIE NA WŁASNY RACHUNEJ, MIEJSCE SWOJE KONTA I SWOJE PIENIĄDZE:

‚Badania prowadzone przez Centrum Praw Kobiet wykazują zależność między przemocą w rodzinie a funkcjowaniem kobiet na rynku pracy. Praktycznie nie da się pomóc kobietom, które nie są niezależne finansowo i nie mają żadnej wiedzy z zakresu planowania i zarządzania pieniędzmi. Kobiety, które nie mają podstawowej edukacji w tym zakresie, często odchodzą od swoich oprawców, ale ze względu na brak środków do życia, niemożność utrzymania dzieci i mieszkania szybko do nich wracają.

Kółko się zamyka, pętla na szyi się zaciska.’

Heksy – Agnieszka Szpila

412 stron, książka jest moja, z autografem w dodatku 🙂

(Autograf, co prawda, zdobyła moja Mama, bo ja byłam zakręcona i zapisałam sobie, że jest spotkanie ze Szpilą w bibliotece. Grała godzina, grała biblioteka, ale to nie była TA biblioteka ;). Na szczęście mama mieszka blisko, to ją wysłałam z misją i akcja się powiodła :).

Szpila chodziła ze mną do szkoły, o czym już kiedyś pisałam. Nie znałam jej dobrze, ale sam widok jej szalenie barwnej osoby od razu wykluczał takie podejrzenia, że ona może być spokojna/zrównoważona lub ugrzeczniona. Wiadomo było, że jak coś zrobi, to będzie raczej mocne, wściekłe i szalone. Do tej pory napisała trzy książki i każda te właśnie cechy posiada.

Jak ktoś z PISu Heksy przeczyta, spalą Szpilę na stosie – to na bank, bo jest top dzieło nieco anykościelne i antymęskie, a tego nasza władza nie lubi.

Cała historia zaczyna się od Anny Szajbel i jej spółkowania z drzewem, (czego na jawie PRZENIGDY by zrobiła, bo na jawie jest ultra anty-eko – jest prezeską koncernu paliwowego).

Tak na marginesie, przydałaby nam się taka Szajbel w dzisiejszych czasach.

Atak szaleństwa, który nastąpił po kontakcie:) z drzewem oraz (bardziej to) po poznaniu gorzkiej prawdy o swoim mężu sprawia, że Szajbel przeistacza się w Mathilde Spalt, VII-wieczną leaderkę Ziemistych.

Lubię odjechane historie, więc mnie ‚Heksy’ niezwykle do gustu przypadały. Są inne, są na przekór i pod prąd. Polecam lekturę, zwłaszcza kobitom :).

‚- Jest jeden Bóg – Niebo – i jedna Bogini – Ziemia. Ich zespolenie to Wszechświat. Emanacją energii niebiańskiej jest mężczyzna, zaś emanacją energii ziemskiej – kobieta. Przy Bogu Ojcu jego Syn, Chryst, stoi, będąc ze swym ojcem jeno przy Matce Ziemi zaś ukochana jej Córka – Starodziewica, takoż z nią świętą jednię stanowiąca. Każda kobieta i każdy mężczyzna to boskie naczynia, jednak mężczyzna ze względu na rozpraszający go członek jest naczyniem bardziej podatnym na potłuczenie. Dlatego na świecie wielu jest mężczyzn rozbitych i potłuczonych, co to ani rozumem, ani żadnem innem członkiem się światu nie przysłużą, jedynie obciążać go swoją głupotą będą. ‚

Z MANIFESTU HEKSIZMU:

[…]

‚2. Wstrząsane dreszczem rodzącego się łonie orgazmu, ogłaszamy, że na Początku była szczelina, zatem nie Bóg Ojciec, a Matka Bogini. I dopiero na tej pierwotnej Waginie-Szczelinie pojawiły się, z czasem, sterczące chujki – narośle. Tkanki niewłaściwe jak kurzajki, brodawki czy strupy o nader patologicznej etiologii.

10. Nigdy, przenigdy nie dąż do wyzbycia się swojego szaleństwa. Walki z metaforycznym, sztywnym, panoszącym się i rozpychającym, wszędobylskim fiutem nie wygrasz głową. To w twojej szczelinie kryje się niezbędne do tego szaleństwo. Szaleństwo, którego – jako jedynego w świecie – obawia się sterczący, choć podtrzymywany sztucznie wiagrą, patriarchat. WAGINO-MACICO-CZASZKA – symbol transformacyjnej siły kobiet i ich wewnętrznej, prywatnej religii opiewającej Czułość, Płodność i Miłość – ukaże Ci się i poprowadzi Cię wtedy, kiedy zawiesisz władze rozumu, kiedy przestaniesz – choć na moment – działać w literze prawa. Kiedy wsłuchasz się w siebie, co oznacza – nie w głowę, a we własną, dziką, atawistyczną cipę, której puls zrównany jest z pulsem Matki Ziemi, a zatem z pulsem świata. To Twoja Szczelina ma być od teraz Twoją najlepszą przyjaciółką i Twoim doradcą. Wszystko, co stoi pomiędzy Twoją cipą a Tobą, wyeliminuj natychmiast. Nie usłyszysz inaczej jej szeptu, a właśnie w nim zawarte są wszelkie wskazówki, jak żyć, być w zgodzie ze współrzędnymi świata.’

Miałyśmy w średniej szkole polonistkę – Martę Gąsiorowską, bardzo ciepłą, mądrą kobietę. Przyjaźniły się ze Szpilą. Dawno już nie żyje, zmarła na raka. Mam nadzieję, że gdzieś tam na górze może podziwiać jej dokonania i być dumna, bo ona się, na pewno, do tego pisarskiego Szpili szaleństwa, w dużej mierze przyłożyła :).

Wszystkie nasze strachy

Reż. Łukasz Ronduda/Łukasz Dutt, 2021, kino z Tereską

Kolejny dobry polski film, który po krótce można streścić słowami: a to Polska właśnie.

Jest sobie mała miejscowość, w niej – mała społeczność, a pośród nich dziewczyna – Jagoda Majewska [Agata Łabno], lesbijka i facet – gej – Daniel Rycharski [świetna rola Dawida Ogrodnika].

W Polsce tolerancja i akceptacja nie są mocnymi stronami małych miejscowości i małych społeczności – tu jest tak samo, co kończy się samobójczą śmiercią dziewczyny. Oczywiście wszyscy są niewinni i nic sobie do zarzucenia nie mają, w niedzielę w kościółku każdy do komunii – wiadomo.

Zawalczyć próbuje facet, prywatnie kolega dziewczyny, ale również artysta, praktykujący katolik. Tym bardziej boli jak jest traktowany w miejscu, w którym mieszka. Ukoronowaniem takiej właśnie zaściankowości i kompletnego braku tolerancji jest scena, jak pod kościołem tłucze go własny ojciec (za to, że jest gejem), a reszta [życzliwej] wspólnoty stoi, gapi się i nie robi kompletnie nic.

Na tle tych nic-nie-robiących ludków cudnie wybija się babcia Daniela [Maria Maj]. Ta kobita ma krzepę, odwagę i jaja.

Film bardzo dobry, polecam szalenie.

Dorośli – Marie Aubert

124 strony, Legimi

Lubię książki, których akcja rozgrywa się w Skandynawii, nie przeszkadza mi, że to jedna z tych, w których [teoretycznie] nic się nie dzieje. Znaczy: nie ma takiej akcji jak w Bondzie: nikt się nie ściga, nie szarpie i nie gania.

Tu to wszystko dzieje się na poziomie emocjonalnym: pod skórą, w myślach i na końcach języków.

To opowieść o dwóch siostrach i o nierównościach między nimi, o emocjonalnych przepychankach mających swój początek w młodości, o potrzebie zwrócenia na siebie uwagi przez każdą z nich – różnymi sposobami, o chceniu czegoś za późno, bo kiedy był czas na realizację, było się zbyt dumnym, zbyt wyniosłym, albo chciało się pokazać, że jest się innym, niż się naprawdę jest.

Smutna książka, ale bardzo prawdziwa.

Morał z niej jesy taki, że w życiu warto robić to, czego NAPRAWDĘ się chce w czasie, kiedy jest na to czas.

Zdeptane potrzeby i nadzieje gniją w środku i to wszystko zieje potem na zewnątrz.

Moje wspaniałe życie

Reż. Łukasz Grzegorzek, 2021, kino z Tereską

Film polecała Agniecha słowyma: Jana, fajny, koniecznie.

A że kino blisko i bilet 30 zł na 2 osoby, bardzo chętnie poleciałyśmy z Tereską sprawdzić.

Główne role grają Buzek i Braciak (którzy, jak podają plotkarskie gazety, są parą również prywatnie) – tu jako nauczycielka angielskiego (Jo) i dyrektor szkoły, w której oboje pracują. Ich życie, delikatnie rzecz ujmując, nie jest usłane różami. W jednym mieszkaniu mieszkają: matka Jo, która ma alzheimera i albo wylewa zupę z makaronem do zlewu, albo myje olejem okna, młodszy syn, uczeń klasy maturalnej, który ma problemy z nauką (oraz z głową, wedle mojej oceny 😉), drugi syn, życiowa lebioda, która, mimo posiadania własnej rodziny, nadal mieszka z nimi ze swoją partnerką i dzieckiem. Do tego Jo i jej mąż, który (chyba, żeby do końca nie oszaleć) biega, a biegi zazwyczaj kończy w knajpie, w której śpiewa Nohavica🙂.

Żeby nie było nudno, Jo udziela korepetycji (w mieszkaniu swojej matki) – to jest jej działalność poboczna w tymże lokalu, gównie stanowi on miejsce palenia trawy i schadzek z jej kochankiem.

Wiem, do tej pory ciężko wyczaić coś, co skłoniło Agniechę do uznania film za fajny, ale spokojnie 😊.

Jeszcze ciekawiej zaczyna się robić, kiedy Jo znajduje za wycieraczką swojego samochodu kopertę, a w tej kopercie wiadomość ‘JO, MASZ PRZEJEBANE’.

Film, zaiste, JEST fajny. Ale nie spamuję, kto ciekawy – niech sobie doogląda.

Fajne role Braciaka i Buzkowej. Cieszy mnie, że oni nie są piękni wedle kanonów dzisiejszej … mody?, że nie ubierają się typowo i nie są jak od linijki. Ta inność cieszy i świeci 😊.

No i pokazanie życia takim, jakie jest w realu: bez kłamania i udawania.

Dobry film.

W środę, w związku z tym, że polskie niszowe filmy górą, lecimy na  ‘Wszystkie nasze strachy’. 

Ostatnia arystokratka – Evžen Boček

190 stron, Legimi

Jezusie, co to jest za śmieszna książka 🙂 Po [przeuroczym skądinąd] poczuciu humoru sądząc łatwo zgadnąć, że MUSI być czeska, bo u nas by zaraz uraziła czyjąś dumę narodową i religijną i ten ktoś by się na bank zesrał ;).

A w Czechach spoko 🙂

Chociaż czytam jednym okiem opinie na lubimyczytać.pl i są skrajne: albo ktoś się tarzał ze śmiechu i dał 9/10, albo kogoś uraziło słowo ‚kurwa’ w treści, uznał lekturę za napisaną na kolanie i dał 1/10.

Ja daję 10 🙂

Historia opowiada o czeskich arystokratach, Kostkach, którzy wracają ze Stanów do swej rodzinnej posiadłości w Czechach właśnie :). Kostkowie, wbrew oczekiwaniom, nie są majętni, co zmusza ich do cięcia kosztów w przeróżnych obszarach ich nowego życia i to chyba stanowi główne źródło radości, choć nie tylko :). Radość generuje również zastana na zamku służba: pani Cicha, nie stroniąca od orzechówki kucharka, Józef, majordomus, który, gdyby był Smerfem, na bank byłby Marudą i pan Spock, ogrodnik, którego głównym problemem w życiu jest jego łysiejąca łepetyna. Do tego dochodzi inwentarz w postaci licznych zwierząt, na czoło której to ferajny wysuwają się 2 psy, które miały być dostojne i ułożone, a trudnią się głownie zżeraniem i zaślinianiem kapci.

Przytoczę kilka cytatów, które mnię urzekły:

kategoria: transport skremowanych przodków:

‚Za wyjątkiem psychopatów i seryjnych morderców jesteśmy prawdopodobnie jedynymi Amerykanami, którzy mają w mieszkaniu kolumbarium.’

‚Potem przesypałam krewnych z urn do woreczków po orzeszkach. Prawujek Leopold zmieścił się na styk. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, ponieważ na zdjęciach wygląda jak karzeł.’

kategoria: arystokratyczny look

‚Imponujących rozmiarów jest jego (pana Spocka) muszka – jeśli w tym przypadku w ogóle można użyć zdrobnienia. Kiedy go zobaczyłam, w pierwszej chwili pomyślałam, że przyczepił sobie do szyi wypchaną mewę z salonu myśliwskiego.’

‚Józef proponuje, żeby zafundować panu Spockowi operację plastyczną i pokazywać go turystom jako Cher. „Nochal już masz jak trzeba” – konstatował Józef spoglądając na zdjęcie roześmianej diwy na pudełku po balsamie’ [na porost włosów, z powodu utraty których pan Spock szalenie cierpi].

‚Najważniejsze było jednak to, że Józef musiał występować w niesamowitym kostiumie majordomusa wykonanym przez projektanta z Ein Kessel Buntes, co w połączeniu z grubo upudrowaną twarzą i czarną bujną peruką, która sprawiała wrażenie, jakby przez przypadek spadła mu na głowę z jakiegoś balkonu, wyglądało upiornie. Kiedy oglądaliśmy zdjęcia, nie mogliśmy go rozpoznać, a matka myślała nawet, że jest na nich wokalista zespołu Kiss.’

Na jesień i gorsze chwile naprawdę polecam :).

Na wiosnę i chwile lepsze również :).

O czym myślą koty – Thomas McNamee

316 stron, książkę pożyczyła mi Baśka, oczywiście ultra-kociara, zachęcając, że jest piękna

Zaiste 🙂

W sporej części jest to książka naukowa, ale generalnie, to książka o kotce Auguście napisana przez po uszy zakochanego w niej właściciela :). Kto ma kota, ten rzecz rozumie i [zapewne] znajdzie lekturę interesującą.

Jest w niej sporo kocio-przydatnych informacji podanych w sympatyczny, nienachalny sposób.

Ale jest i ziarnko prawdy:):

‚Nie wolno zapominać, że chociaż słodkie i mislusie, koty w ogóle nie mają sumienia. Ani też poczucia sprawiedliwości. Uczciwość to idea zupełnie im obca. Owszem, czerpią przyjemność z dręczenia swych ofiar, nikt nie wie dokładnie dlaczego.’

Fajna lektura dla kociarzy.

Dla nie-o-koconych może być nieznośna :).

Diuna

Kino z Synem

Reż. Denis Villeneuve, 2021

Sci-fi to zdecydowanie nie jest moja bajka, ale poszłam – z Synem.

Byłam ciekawa samych obrazów, bo natrafiłam liczne opisy wyrażających zachwyty, więc ruszyłam – dlaczego nie.

Nasze małe kino ma tą zaletę, że nie lecą w nim reklamy, co jest istotnie przy ‚Diunie’ (2:35h) i seansie startującym o 19:00.

Film powstał na podstawie powieści Franka Herberta. Akcja dzieje się w roku dzieięć tysięcy którymś na pustynnej planeta Arrakis (=Diuna), która jest jedynym miejscem we wszechświecie gdzie wydobywa się melanż – cenną substancję, która przedłuża życie, oraz pozwala na podróże międzygwiezdne i zaglądanie w przyszłość, więc pragną jej WSZYSCY. BARDZO.

Z rozkazu imperatora Shaddama IV Diuna zostaje oddana w lenno szlachetnemu rodowi Atrydów. Na Arrakis przybywa książę Leto Atryda, lady Jessika, jego konkubina i matka ich syna, Paula. Ród Harkonnenów, jak łatwo przewidzieć, nie zamierza jednak oddać tak łatwo planety swoim wrogom.

Bo kto włada Diuną, ten włada całym wszechświatem.

Bardzo ciekawiła mnie rola Timothée Chalamet’a (=Paul), którego znam z filmu ‚Tamte dni, tamte noce’ i w którym gra uroczego geja, a jego postura ZDECYDOWNIE nie nadaje się do roli ultra ważnego władcy, bo chłop jest bardzo szczupły, z niemal dziewczęcą urodą. Spoko, w ‚Diunie’ jest taki sam:). Okazuje się jednak, że nie będzie musiał walczyć wręcz (uff), gdyż jest bardzo możliwe, że takie sprawy będzie załatwiał super-mocami, które, jest duża szansa, posiada :).

Obrazy krajobrazu są piękne i przerażające: bezkres piasku, upalne, mordercze słońce i wieeeelkie ciemne gmaszyska, w których żyją bohaterowie. I te statki kosmiczne przy których nawet stwierdzenie ‚mania wielkości’ wydaje się małe!

Ale jeśli chodzi o maszyny, to te małe helikopterki latające jak ważki – arcydzieło!

Bardzo ciekawe są też kostiumy – również wzbudzają obawz i przywodzą na myśl fakt, że rok dziesięć tysięcy któryś to nie jest najszczęśliwszy rok dla ludzi, zwłaszcza tych z Diuny.

Minusem jest jeszcze to, że jeśli nie przeczytało się książki (a ja nie przeczytałam i nie zamierzam), to natłok wątków, rodów, imion, nazwisk i zależności powoduje w mózgu kocioł.

Ale czego się nie robi dla Syna :).