Kino z Synem
Reż. Denis Villeneuve, 2021
Sci-fi to zdecydowanie nie jest moja bajka, ale poszłam – z Synem.
Byłam ciekawa samych obrazów, bo natrafiłam liczne opisy wyrażających zachwyty, więc ruszyłam – dlaczego nie.
Nasze małe kino ma tą zaletę, że nie lecą w nim reklamy, co jest istotnie przy ‚Diunie’ (2:35h) i seansie startującym o 19:00.
Film powstał na podstawie powieści Franka Herberta. Akcja dzieje się w roku dzieięć tysięcy którymś na pustynnej planeta Arrakis (=Diuna), która jest jedynym miejscem we wszechświecie gdzie wydobywa się melanż – cenną substancję, która przedłuża życie, oraz pozwala na podróże międzygwiezdne i zaglądanie w przyszłość, więc pragną jej WSZYSCY. BARDZO.
Z rozkazu imperatora Shaddama IV Diuna zostaje oddana w lenno szlachetnemu rodowi Atrydów. Na Arrakis przybywa książę Leto Atryda, lady Jessika, jego konkubina i matka ich syna, Paula. Ród Harkonnenów, jak łatwo przewidzieć, nie zamierza jednak oddać tak łatwo planety swoim wrogom.
Bo kto włada Diuną, ten włada całym wszechświatem.
Bardzo ciekawiła mnie rola Timothée Chalamet’a (=Paul), którego znam z filmu ‚Tamte dni, tamte noce’ i w którym gra uroczego geja, a jego postura ZDECYDOWNIE nie nadaje się do roli ultra ważnego władcy, bo chłop jest bardzo szczupły, z niemal dziewczęcą urodą. Spoko, w ‚Diunie’ jest taki sam:). Okazuje się jednak, że nie będzie musiał walczyć wręcz (uff), gdyż jest bardzo możliwe, że takie sprawy będzie załatwiał super-mocami, które, jest duża szansa, posiada :).
Obrazy krajobrazu są piękne i przerażające: bezkres piasku, upalne, mordercze słońce i wieeeelkie ciemne gmaszyska, w których żyją bohaterowie. I te statki kosmiczne przy których nawet stwierdzenie ‚mania wielkości’ wydaje się małe!
Ale jeśli chodzi o maszyny, to te małe helikopterki latające jak ważki – arcydzieło!
Bardzo ciekawe są też kostiumy – również wzbudzają obawz i przywodzą na myśl fakt, że rok dziesięć tysięcy któryś to nie jest najszczęśliwszy rok dla ludzi, zwłaszcza tych z Diuny.
Minusem jest jeszcze to, że jeśli nie przeczytało się książki (a ja nie przeczytałam i nie zamierzam), to natłok wątków, rodów, imion, nazwisk i zależności powoduje w mózgu kocioł.
Ale czego się nie robi dla Syna :).