Ostatnia arystokratka – Evžen Boček

190 stron, Legimi

Jezusie, co to jest za śmieszna książka 🙂 Po [przeuroczym skądinąd] poczuciu humoru sądząc łatwo zgadnąć, że MUSI być czeska, bo u nas by zaraz uraziła czyjąś dumę narodową i religijną i ten ktoś by się na bank zesrał ;).

A w Czechach spoko 🙂

Chociaż czytam jednym okiem opinie na lubimyczytać.pl i są skrajne: albo ktoś się tarzał ze śmiechu i dał 9/10, albo kogoś uraziło słowo ‚kurwa’ w treści, uznał lekturę za napisaną na kolanie i dał 1/10.

Ja daję 10 🙂

Historia opowiada o czeskich arystokratach, Kostkach, którzy wracają ze Stanów do swej rodzinnej posiadłości w Czechach właśnie :). Kostkowie, wbrew oczekiwaniom, nie są majętni, co zmusza ich do cięcia kosztów w przeróżnych obszarach ich nowego życia i to chyba stanowi główne źródło radości, choć nie tylko :). Radość generuje również zastana na zamku służba: pani Cicha, nie stroniąca od orzechówki kucharka, Józef, majordomus, który, gdyby był Smerfem, na bank byłby Marudą i pan Spock, ogrodnik, którego głównym problemem w życiu jest jego łysiejąca łepetyna. Do tego dochodzi inwentarz w postaci licznych zwierząt, na czoło której to ferajny wysuwają się 2 psy, które miały być dostojne i ułożone, a trudnią się głownie zżeraniem i zaślinianiem kapci.

Przytoczę kilka cytatów, które mnię urzekły:

kategoria: transport skremowanych przodków:

‚Za wyjątkiem psychopatów i seryjnych morderców jesteśmy prawdopodobnie jedynymi Amerykanami, którzy mają w mieszkaniu kolumbarium.’

‚Potem przesypałam krewnych z urn do woreczków po orzeszkach. Prawujek Leopold zmieścił się na styk. Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, ponieważ na zdjęciach wygląda jak karzeł.’

kategoria: arystokratyczny look

‚Imponujących rozmiarów jest jego (pana Spocka) muszka – jeśli w tym przypadku w ogóle można użyć zdrobnienia. Kiedy go zobaczyłam, w pierwszej chwili pomyślałam, że przyczepił sobie do szyi wypchaną mewę z salonu myśliwskiego.’

‚Józef proponuje, żeby zafundować panu Spockowi operację plastyczną i pokazywać go turystom jako Cher. „Nochal już masz jak trzeba” – konstatował Józef spoglądając na zdjęcie roześmianej diwy na pudełku po balsamie’ [na porost włosów, z powodu utraty których pan Spock szalenie cierpi].

‚Najważniejsze było jednak to, że Józef musiał występować w niesamowitym kostiumie majordomusa wykonanym przez projektanta z Ein Kessel Buntes, co w połączeniu z grubo upudrowaną twarzą i czarną bujną peruką, która sprawiała wrażenie, jakby przez przypadek spadła mu na głowę z jakiegoś balkonu, wyglądało upiornie. Kiedy oglądaliśmy zdjęcia, nie mogliśmy go rozpoznać, a matka myślała nawet, że jest na nich wokalista zespołu Kiss.’

Na jesień i gorsze chwile naprawdę polecam :).

Na wiosnę i chwile lepsze również :).