124 strony, Legimi
Lubię książki, których akcja rozgrywa się w Skandynawii, nie przeszkadza mi, że to jedna z tych, w których [teoretycznie] nic się nie dzieje. Znaczy: nie ma takiej akcji jak w Bondzie: nikt się nie ściga, nie szarpie i nie gania.
Tu to wszystko dzieje się na poziomie emocjonalnym: pod skórą, w myślach i na końcach języków.
To opowieść o dwóch siostrach i o nierównościach między nimi, o emocjonalnych przepychankach mających swój początek w młodości, o potrzebie zwrócenia na siebie uwagi przez każdą z nich – różnymi sposobami, o chceniu czegoś za późno, bo kiedy był czas na realizację, było się zbyt dumnym, zbyt wyniosłym, albo chciało się pokazać, że jest się innym, niż się naprawdę jest.
Smutna książka, ale bardzo prawdziwa.
Morał z niej jesy taki, że w życiu warto robić to, czego NAPRAWDĘ się chce w czasie, kiedy jest na to czas.
Zdeptane potrzeby i nadzieje gniją w środku i to wszystko zieje potem na zewnątrz.