Pokój – Emma Donoghue

403 strony, książka jest Lasoty

Zanim sama się za nią zabrałam, pożyczyłam ją Matce Teresie (dla mniej ok) i Pani od niemieckiego, która jednak nie dała rady przebrnąć.

Kilka(naście) pierwszych stron może rzeczywiście nie jest porywających, ale szybko się wkręciłam i poszło.

Historia jest gruba, bo opowiada o matce z dzieckiem zamkniętych w jednym pokoju przez 5 lat! [Patrzę jednym okiem na filmweb – jest film z 2015 na jej podstawie, dobrze pamiętałam].

Kobita została zwabiona przez faceta, Starego Jacka, w wieku 19 lat do jego samochodu. A ten ją porwał, zamknął, więził i gwałcił (przez 7 lat!) :(, stąd jest Jack, jej syn.

Nie będę spojlerować co się w książce dzieje, ale historia jest naprawdę ciekawa. Szacun dla matki, że a) nie zwariowała; b) mając BARDZO ograniczone miejsce, środki i … wszystko (dostarczycielem wszystkiego był ten zwyrodnialec, który ich więził, więc wiadomo, że nawet zwykłe jedzenie bywało czasem PONAD miarę jego możliwości) dała radę rozwijać Jacka, nauczyć czytać i liczyć i nawet lekcje WFu sobie robili. Niesamowite.

Jednak życie w zamknięciu nie jest bez szwanku dla głowy. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza teraz.

A książkę polecam :).

Chciałbym nigdy cię nie poznać – Wiktor Krajewski

Książka jest Pani od niemieckiego, 184 strony

Pomimo posiadania całego stosu nieprzeczytanych książek, wzięłam kolejną 🙂

Pani powiedziała, że to ciekawa książka, bo facet, zakochany w swej babci, czego wcale nie ukrywa, potrafi być obiektywny w stosunku do niej (nazywa ją kłamczuchą niejednokrotnie), co jest dość ciekawe (i trudne!), bo, sądząc po tej książce siedział (i wciąż siedzi!) w tej relacji po uszy.

Opis na okładce mówi, że jest to ‚intymna opowieść o miłości dziecka do babci – o tym, co takie uczucie daje i zabiera’. Polecał ją również Szczygieł mówiąc, że jest ‚urokliwa nieprzytomnie.’

Dla mnie jest to, zaiste, intymna opowieść, może nawet trochę za. To jest ten rodzaj intymności, o którym wolałoby się nie wiedzieć.

Ostatnio dość intensywnie pochylam się nad chorymi relacjami w rodzinach i jak się przez ten pryzmat spojrzy na tą książkę, to jej urok niemal natychmiast znika, bo mamy mocno aspołeczne dziecko, nieustannie chowane (oraz upasione!) przez babcię pod parasolem. Parasol ochrania przed wszystkim – kiedy jest mały i kiedy jest już prawie dorosły. Z drugiej zaś strony ta ‚chroniąca’ babcia potrafi nieźle [słownie, oczywiście] dowalić, co chyba średnio służy osobie, którą trzeba przed wszystkim chronić (bo sama go, w dużej mierze, tego nauczyła).

Najbardziej jednak niesmaczne w moim odczuciu (ale może ja jestem walnięta, albo się nie znam, albo za dużo wizyt u psychologa;) są opisy niemalże miłosnej tęsknoty za babcią, już po jej śmierci. To nie była zwykła relacja babcia – wnuk, więc i ta tęsknota nie jest zwykła. Nie wiem tylko czy mieści się jeszcze w kategorii ‚inna’ czy już ‚obleśna’.

‚Bo miłość czasami może być lekko zdeformowana.’ – tak mówi autor i tak to zostawmy.

Weekend pierwszych razów

Och, cóż to były za emocje i cóż to był za weekend :).

W sobotę miałyśmy z Kumpelką sunąć do innej Kumpelki, więc Kumpelka I przybyła do mnie już w piątek, bo w sobotę z rańca miałyśmy w planie wbieg na jedną górę, potem szybki prysznic i w drogę.

Miałyśmy jechać moim wozem, więc dzień wcześniej zatankowałam go elegancko do pełna i czekałam, cała gotowa, na sobotnie wojaże. Rano ruszyłyśmy z kopyta, żeby dojechać pod tą górę. W nocy nawaliło śniegu, więc dźwięk, który od ruszenia aż do punktu kulminacyjnego wydawał mój samochód łączyłyśmy z nazbieranym i zamarzniętym w nadkolach śniegiem właśnie. Nawet stanęłyśmy 2x, żeby sytuację obczaić, śnieg w nadkolach był, podwozie wyglądało ok – znaczy nic z niego nie zwisało, więc tłukący dźwięk tym mocniej powiązałyśmy ze śniegiem.

Dźwięk jednak nie cichł wraz z upływem drogi, co więcej, stawał się nawet głośniejszy, zadzwoniłam więc do [ogarniętego samochodowo] Kumpla, opowiedziałam mu o objawach i czekałam na diagnozę. W trakcie słuchania wariantów diagnoz moje lewe przednie koło odkręciło i poturlało na drugą stronę ulicy. I nagle wszystko stało się jasne :).

Przyczyną są, jak sądzę, opony wielosezonowe, które założono mi koło 2 lat temu i od tamtej pory nie były dokręcane. Nie wpadłam na to, że trzeba to sprawdzać :(.

No nic. Kolega przyjechał, zabrał nas, a laweta zabrała wóz. Teraz znów czekam, ale nie na diagnozę, a na wyrok od mechanika ;).

To pierwszy PIERWSZY RAZ.

Jak wróciłyśmy od Kumpeli II (wozem Kumpeli I, bo przecież nie moim;) uznałam, że muszę pójść pobiegać, bo po pierwsze 2 dychy się same nie przebiegną, a wczorajszy trening, jak pamiętamy, się nie odbył ;), a po drugie, moja głowa potrzebowała porządnego przewietrzenia. Ruszałam koło 15:30, wiedziałam, że będę w trasie jakieś 3h, było więc jasne że będę wracać nocą. Sama. Oczywiście, że biegam nocą sama (bo jak inaczej ogarniać bieganie w grudniu, kiedy noc to już 16:00? ;), ale zazwyczaj w takich sytuacjach latam oświetlonymi ulicami.

Tym razem trasa prowadziła przez [tym razem wyjątkowo;] nieoświetlony las. Ponieważ śnieg jeszcze się nie stopił, było miękko pod nogami, a światło czołówki fajnie oświetlało trasę. Nie było strasznie, tylko ultra spokojnie: las, zero wiatru, światełko i moje człapanie. Jakiś kilometr przed wybiegnięciem z rzeczonego lasu spotkałam kilku dżipiarzy w jeepach, którzy niemalże przecierali oczyska, kiedy wyłoniłam się z boru.

– Nie boi się pani tak sama po lesie biegać?

– Nie – rzekłam ja i kolejne 5 km poleciałam (dla odmiany;) nieoświetloną ulicą, bo jak trener napisał 20, to trzeba przebiec 20 i nie ma lipy :).

To drugi PIERWSZY RAZ.

Mam nadzieję, że póki co normę pierwszych razów mam wyrobioną.

Idę się zdrzemnąć, bom zasłużyła.

Dobranoc 🙂

Jak pokochałam gangstera

Reż. Maciej Kawulski, Netflix 2022

Ostatnio powstała nowa świecka tradycja, czyli zapraszam moją Matkę Tereskę na kawkę i Netflixa 😊.

Wczoraj był kolejny dzień, kiedy jej hołdowałyśmy.

Poprzednim razem wygrało ‘Unforgivable’, został ‘Gangster’, więc poleciałyśmy.

Pytałam ludzi czy ktoś oglądał: Dorota powiedziała, że nie dała rady, bo drażniło ją to, że niektórzy bohaterowie, poza kadrem, zwracają się bezpośrednio do widza.

My się jednak skusiłyśmy i okazało się, że nam to nie przeszkadza.

Film opowiada historię Nikodema „Nikosia” Skotarczaka, jednego z największych gangsterów w historii Polski.

Historia jest opowiadana tak, że starsza kobieta [Janda] opowiada historię Nikosia młodemu facetowi w knajpie i stamtąd przenosimy się do lat 70-tych, 80tych i 90tych, czyli do czasów, kiedy akcja faktycznie miała miejsce.

 Mnie się ten film podobał.

Nikoś jest pokazany jako 100%owy, gangsterski😉 gangster, a pamiętajmy, że w latach 70-80 miało to swój kiczowato-wieśniacki klimat. Oczywiście są super bryki i super laski i półświatek tamtych czasów [szczególnej uwadze polecam fryzurę Ogrodnika grającego Perschinga;].

Jest blichtr, jest tajemnica i – jak to powiedziała Teresa – zobacz, i w końcu się dzida jednak lubi i nawet mu współczuje, ja mu nie idzie. A przecież to swołocz była!

Dokładnie tak, czyli zamierzenie reżyserskie zostało zrealizowany: pod koniec filmu i my kochamy Nikosia i mu [ale ciii ;] kibicujemy.

Urzekła mnie rola Nikosia (Tomasz Włosok) i Czarnej (Agnieszka Grochowska), natomiast Wieniawa jako Nikita – zdecydowanie NIE.

Fajny niedzielny film, do kawusi jak znalazł. 

Sprzątaczka [MAID] [N]

Netflix 2021, miniserial (10 odcinków)

Serial polecało kilka fajnych kobitek, więc się skusiłam.

Dooobry.

To obraz na obecne czasy, kiedy nam się wydaje jak to my strasznie mamy źle.

Jak się okazuje, można mieć znacznie gorzej.

Można być samotną, młodą matką, bez wykształcenia, bez grosza przy duszy z przemocowym partnerem i z matką z dwubiegunówką (Paula = Andie McDowell).

Ihaaa.

I teraz bądź, człowieku, mądry i próbuj ogarniać.

Żeby w ogóle ruszyć z czymkolwiek, tytułowa sprzątaczka (Alex) zatrudnia się w firmie sprzątającej Value Maids. Zaczyna sprzątać w różnych domach, a my poznajemy i ją i mieszkańców, między innymi Reginę z ‘Bitch House’.

Wiemy, że ‘Bitch House’ to ‘Bitch House’, bo marzeniem Alex jest zostać pisarką i chociaż zazwyczaj wcale nie ma nastroju, ani czasu, pisze.

A widzi dużo, ma fajne spostrzeżenia i ciekawie to opisuje.

Naprawdę ciekawe studium tego jak można podnieść się ze skrajnie złej sytuacji.

I że nie wszyscy ludzie, którzy wydają nam się chujkami naprawdę nimi są.

 Szalenie polecam.

P.S. I jak wyśledziła Maryśka, Alex to w realu również córka Andie McDowell🙂

Świat Nali – Dean Nicholson

394 strony

Książka jest mojego Syna (sama mu ją kupiłam:), jednak nie przypadł mu do gustu. ‘Maaamo, to o takim facecie co jeździ z kotem na rowerze i ten kot cały czas choruje’.

Więc leżała na półce.

Obecnie czytam III HP, ale jest to wielka, ilustrowana księga, a potrzebowałam czegoś lżejszego (w dosłownym tego słowa znaczeniu 🙂) na wizytę u fryzjera, drapnęłam ją więc z półki.

Jak się okazuje – cudna historia! [kot nie choruje cały czas ;]

Facet, Szkot (na yotube są filmiki z podróży, można posłuchać jego akcentu
🙂) rusza w podróż dookoła świata i zaraz na jej początku znajduje kota – Nalę.

Zabiera ją i odtąd podróżują już razem 🙂
.

Jest to wesoły duet, bo facet jest wielki, gruby i wytatuowany, a kotek jest malutki i często siedzi mu na ramieniu, jak papuga
🙂.

Miło się czyta o ich podróżach i o ciepłych uczuciach jakie kotka wywołuje u niego i jakie uczucia wywołuje ich duet wśród ludzi.

Bardzo polecam, dla małych i dużych, w czasie wolnym i nie tylko 🙂.

A do tego każdy rozdział zaczyna się wesołym obrazkiem:

Niewybaczalne [N]

Netflix z Tereską

Reż. Nora Fingscheidt, 2021

Piątek był dniem wolnym (przemiło!), więc przemieniłam go w dzień rozrywek wszelakich, czyli fryzjer-lumpex-Netflix :).

Dumałyśmy między Nikosiem (‚Jak pokochałam gangstera’) a ‚Niewybaczalnymi’ i jednak wygrała Sandra.

Dobry film. Ruth Slater [Sandra Bullock] wychodzi z widzenia, na które została skazana za zabójstwo policjanta, po 20 latach. Oczywiście życie z kartoteką jest bardzo trudne – zrobienie CZEGOKOLWIEK jest trudne, kiedy wszyscy wiedzą kim ona jest. A jeszcze trudniejsze jest znalezienie siostry, którą sama wychowywała po śmierci rodziców i do której ma zakaz zbliżania się.

Podobał nam się, polecam.

Truflarze [K]

Reż. Michael Dweck / Gregory Kershaw; 2021, kino z Iwoną

Z Iwoną celebrujemy nasze urodziny zapraszając się do kina.

W Apollo, które najczęściej wybieramy, bo jest miłe, małe i studyjne, nie można kupić niczego oprócz biletu.

W związku z tym wczoraj umówiłyśmy się chwilę wcześniej, a ja przybyłam z:

kawą w termosie

mlekiem w słoiku

ciastkiem

urodzinową świeczką

filiżankami

i prezentem.

Jak obchody, to obchody 😊.

Przeszła nam przez głowę myśl, że zaraz nas pewno wywalą, ale nie 😊

Gadałyśmy i piłyśmy kawkę jak damy 😉.

A film cudny – piękny i spokojny o fajnym życiu w fajnym miejscu i z fajnymi psami.

Jak jest slow food, to to jest slow film 😊

W obecnych czasach, pełnych pędzenia cholera wie za czym, ten film to spokój, to ZEN i OMMM.

Spokojne chodzenie po lesie i nocne zbieranie trufli – super.

Fajny film, miło spędzony czas i fajna impreza urodzinowa 😊.

2021 – podsumowanie

Mimo kolejnego pandemicznego roku, życie w 2021 toczyło się całkiem spoko.

Jestem zdania, że terapia zajęciowa bardzo dobrze robi na głowę, jestem przeto BARDZO zadowolona, że biegam, że jest moc i że wciąż mam z tego radochę. Ludziska poszli w różne aktywności: dłubią w drewnie, szyją, robią na drutach, malują – fajnie. Trzeba coś robić, żeby nie zwariować.

Moje sporty 2021 w liczbach przedstawiają się następująco:

bieg: 1666 km;

rower: 552 km;

góry: 251 km;

biegówki: 44 km;

zjazdówki: 35 km.

Fajnie, że była zima i że narty parę razy wyszły.

Ruszyłam też aktywniej z jogą = 1x w tygodniu x 1,5h + tygodniowy wyjazd z jogą 3x dziennie. Fajny czas.

Bardzo fajnie, że do rowerowania, biegania i nartowania dołącza Syn :).

Z ważnych wydarzeń domowych to w naszym życiu pojawiła się KOTka, którą kochamy szalenie, z nadzieją, że z wzajemnością ;).

Miejsce dla KOTki zrobił mój Mąż, który w lipcu się wyprowadził i z którym wkrótce się rozwiodę. Jest to DOBRA ZMIANA i NOWY, prawda, ŁAD ;). Dzięki jego wyprowadzce zyskaliśmy więcej miejsca w domu, a moja głowa ZEN i OMMMM. Długo trwało, ale w końcu się ogarnęłam:).

2021 był również rokiem z filmem i książką (39 książek = 11 879 stron). Netflix dostarczył mi wieeele rozrywki (obejrzałam 31 fimów + 7 seriali!), ale i kina ruszyły, bywałam więc i w kinie (11 razy!:)). Super, bo bardzo to lubię. (Ale Netflixa na mojej kanapie też).

No i zaczęłam oglądać anglojęzyczne filmy po angielsku. Muszę z napisami, bo nie ogarniam bez, ale i tak jest to krok naprzód + odrdzewianie moich rusty listening comprehensions ;).

W 2021 szalenie zaczęłam doceniać SPOKÓJ wokół mnie i, przede wszystkim, w moim środku.

Cieszę się, z powodu odnowieniu starych, z mojego powodu zaniedbanych, relacji.

Zrobiłam kilka ciast (jestem lichą, niechętnie gotującą kucharką… ;)), które, o dziwo, ludziom smakowały.

A odkąd wyprowadził się mój Mąż, mamy z Synem zawsze ugotowany [przeze mnie] obiad. Może nie jest to Gesslerowa level, ale biorąc pod uwagę moje osiągnięcia, dobrze, że w ogóle jest i że da się go zjeść. I nawet gotowanie nie jest AŻ takie straszne ;). To też mnie cieszy :).

Jak dobrze pójdzie (oby🙏🙂), to w 2022 będę single again. I za to proszę mnię trzymać kciuki🤪.

Nie patrz w górę

Reż. Adam McKay, 2021, Netflix

Kilkoro moich znajomych obejrzało ten film i gorąco go polecało. A że dziś jest dzień OM i ZEN po 200% normy wykonanych w Sylwestra i Nowy Rok, więc ‚Don’t look up’ wszedł jak złoto :).

Jest to, niestety, smutny (choć skateryzowany jako komedia) obraz rzeczywistości, w której żyjemy. Wpatrzeni w ekrany naszych smartfonów obserwujemy kreujących się na bycie kimś idiotów, żyjemy czyimś życiem zazdroszcząc innym tego, czego tak naprawdę nie zrobili i co się tak naprawdę nie wydarzyło. Ilość lajków i słupki popularności są dla nas ważniejsze niż to, co się dzieje naprawdę, nie obchodzą nas prawdziwe uczucia, prawdziwe zdarzenia ani prawdziwe zagrożenia.

Liczy się kasa, popularność i stołki – klasycznie.

To chyba też taka trochę zachęta, żeby od czasu do czasy wyłączyć telefon i próbować zrobić coś SAMODZIELNIE: ubrać się niekoniecznie z wytycznymi modowych influencerów, zjeść coś, co niekoniecznie musi natychmiast trafić na insta i zrobić coś samemu, zamiast obserwować działania innych na ekranie. Żeby spróbować żyć swoim życiem. I żeby wystawiać łeb z domu, bo to, co serwują nam media jest nam podawane zawsze w jakimś celu – warto wyjrzeć i sprawdzić organoleptycznie czy naprawdę TAK jest jak pokazują w TV.

Świetny obraz naszych czasów.

Polecam.