Droga krwi – Marek Krajewski

468 stron, książka jest Tereski, kupiona na autorskim spotkaniu z Krajewskim, (ale po autograf to już nam się stać nie chciało🤪)

My, Wałbrzyszanie, jesteśmy przyzwyczajeni do spiskowych teorii dziejących się w nsszym mieście i okolicach – tajemnice, odkrycia i niewyjaśnione historie to nasz chleb powszedni, z szukaniem Złotego pociągu na czele🤪.

‚Drogę krwi’ przeto czyta się bardzo dobrze, bo nie dość, że mamy tajemnice, które powoli odkrywamy, to jeszcze, wraz z bohaterami, szwendamy się po dobrze nam znanych okolicach.

Kryminał jest o przemycie, o miłości (spełnionej i niespełnionej) i tym do czego taka niespełniona miłość może prowadzić. Jest to też historia o biedzie: jak trudno się z niej wyrwać i jak bardzo ludzie się jej wstydzą. Oraz o szaleństwie, które, pojawiwszy się w czyimś umyśle bardzo rzadko znika (choć czasem się udaje).

Dobra lekturka, nie tylko dla mieszkańców Wałbrzycha i okolice. Kto chce poznać Herberta Anwalta, Friedę Bernhaus, Szatanora (i jego tatuaż!), Gang Wilczyc, profesora Morawjetz’a – polecam serdecznie🙂.

Ja miałam jeszcze tę przyjemność, że moglam ją czytać w czasie mych jogowych wakacji, leżąc na leżaczku nad rzeką, czego wszystkim czytelnikom życzę🙂.

Kolory zła: czerń [N]

Reż. Adrian Panek, 2026, Netflix z Arkiem

Oczywiście czytałam książkę chwilę temu, i, oczywiście, już większość zapomniałam😁, i dobrze, bo było więcej niewiadomych w filmie.

Prokurator Leopold Bilski – bardzo dobry aktorsko i wyglądowo Gierszał – ma karę i zostaje (nie w kozie🤪) tylko przeniesiony na Kaszuby. Miasteczko wydaje się mało ekscytujące, ale tylko do momentu, gdy znika w nim chłopiec.

Jak zawsze, grzebanie w niewygodnych starych sprawach powoduje odkrycie kolejnych niewygodnych spraw, a sprawców tychże irytuje i zmusza do działań lub wyznań, które, z kolei, prowadzą do nowych odkryć.

Dobry film, polecam

Cały ten błękit – Mélissa Da Costa

636 stron, książka jest moja, dostałam ją od Aśka na urodziny

Czytałam ją jak wściekła, wczoraj skończyłam i nadał trwam w zachwycie.

Dawno nie czytałam takiej ciepłej, ładnej i mądrej książki.

Historia zaczyna się od tego, że 24-letni Émile dostaje diagnozę, że ma alzheimera, bardzo agresywną postać, lekarze dają mu max 2 lata życia.

Oferują leczenie eksperymentalne, na które się nie zgadza, bo od początku wiadomo, że go nie wyleczą, tylko na jego podstawie będą zbierać dane o tej chorobie.

Zamiast tego daje ogłoszenie do gazety, że chce się wybrać kamperem w podróż maksymalnie dwuletnią, opisuje swój stan i szuka towarzysza podróży.

Zgłasza się dziewczyna – Joanne, nie zadająca pytań, cicha, trzymająca się z boku kilka lat starsza.

Zupełne przeciwieństwo Laury, dziewczyny, która zostawiła go rok wcześniej.

I tak zaczyna się wielka przygoda [nie spamuję, bo nie chcę niszczyć niczyich zachwytów, a będą! 😊] i parę innych wielkich i pięknych rzeczy.

To, o czym powinniśmy wszyscy pamiętać, to to, żeby dostrzegać jak piękne jest życie ZANIM dowiemy się ile nam zostało.

A nawet wtedy, jak się okazuje, można dojrzeć cuda, trzeba tylko uważnie patrzyć.

Polecam i zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze ‚Błękitu’ nie czytali.

Mój mąż – Maud Ventura

285 stron, książaka jest Tereski, kupiłam jej ją na Dzień Matki, bo sama chciałam przeczytać🤫🤪.

Książka jest o żonie (a to niespodzianka🤪) mającej kompletnego pierdolca na punkcie swojego męża. Nie jestem ekspertem, ale jej kontrola, nadzór i sterowanie całym swoim życiem tak, by wywrzeć na mężu zaplanowane wrażenie/udzielić mu zaplanowanej kary (prowadzi nawet zeszyt kar🙈) sugeruje grube problemy z deklem i brak kilku, tych ważniejszych mam wrażenie, klepek🤪.

Są takie kobiety, dla których zdobycie męża jest najważniejszym osiągnięciem życia, poza tym nic się dla nich nie liczy i nic innego nie ma sensu. Jej byt na ziemi definiuje bycie mężatką. Bohaterka tej książki mogłaby być liderką tego klubu😁.

Książkę szalenie polecam, zwłaszcza końcówkę🙂. Nic nie powiem, kto przeczyta, to się dowie🥳.

Je m’appelle Agneta [N]

Reż. Johanna Runevad, 2026, Netflix z Arkiem

Kolejny ciepły i cudny film 😊 

Rzecz dzieje się w Szwecji – bohaterką jest Agneta: kobieta przed 50tką, matka dwojga dorosłych dzieci, mieszkających już poza domem i żona Marcusa, który pochłonięty sportem, żyje w treningach i [wysokobiałkowych zapewne] dietach. Agneta zdecydowanie NIE żyje w dietach, kocha Prowansję i [niedietetyczny] ser camembert, który musi skrzętnie przed Marcusem w domu ukrywać.

Ze swym sportowym mężem dzieli dom, ale sypialnię już nie, o pasjach nie wspominając. Kiedy traci swą mało szałową pracę, a szanowny małżonek daje jej delikatnie do zrozumienia jaka to jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje sugerując, że tylko on może ją od wszystkiego uratować, Agneta wynajduje w gazecie ofertę pracy w Prowansji właśnie: opiekę nad szwedzkim chłopcem w Prowansji i wbrew wszystkiemu i wszystkim wyrusza w nieznane.

Sprawy nieco się komplikują, kiedy okazuje się, że to nie szwedzkim chłopcem, a szwedzkim gejem w podeszłym wieku ma się opiekować, jednak rzeczony Einar, choć frywolny i zdziwaczały, okazuje się tym człowiekiem, którego Agneta potrzebowała.

Einar i Agneta 😎

Bardzo polecam i życzę każdemu spotkania swojego Einara🙂.

🥳

Niezwykle szlachetne stworzenia [N]

Reż. Olivia Newman, 2026, Netflix z Arkiem

Piękny film! Opowiada o starszej pani, Tovie Sullivan, która sprząta w oceanarium i kumpluje się z… mieszkającą tam [uwięzioną – odlicza dni uwięzienia] ośmiornicą (Marcellusem) oraz chłopaku/młodym facecie, Cameronie, którego życie, to make long strory short, nie jest usłane różami.

Tych dwoje ludzi zaczyna łączyć praca, która nie jest szałowa finansowo, chwalenie się nią na mieście tez na niewiele się zda, jednak z pomocą Marcellusa okazuje się być miejscem leczenia starych traum i niesamowitych odkryć.

Nie spamuję więcej i szalenie polecam, bo ciepły i cudny.

Zimne wybrzeża – Szczepan Twardoch

318 stron, książka jest moja

Twardocha kupiłam sobie sama, bo chciałam go przeczytać, co niniejszym uczyniłam :).

I czytało mi się go dobrze, choć, po pierwsze, jest ciężka, bo Twardoch lekko nie pisze, ale to mi nie przeszkadzało, po drugie, mam za lichą wiedzę polityczno-historyczną, żebym mogła ją w pełni ogarnąć. I nie rozumiałam wielu słów, (co nie zdarza mi się często przy lekturze książek po polsku!:).

Dla mnie to jest historia samotności szpiega – klimat powieści jest spasowany z warunkami pogodowo-geograficznymi: jest zimno, ciemno, szaro i samotnie. Ludzie niby są połączeni w jakieś grupy, które na pierwszy rzut oka mogą się nawet wydawać zgrane i spójne, ale to iluzja. W każdej z nich jest oszust, kłamca lub donosiciel, czasem jako trzy w jednym, czasem nie. Jest zimno i samotnie. Wszystkim, i tym w grupach, i tym solo.

Podczas lektury dużo myślałam o szpiegu Smith-cie (vel Janie Kowoliku), mając w głowie bardzo dobry film ‚Doppelgänger’ z Gierszałem, który gra tam szpiega i który w którymś momencie zwierza się jednej ze swych kobiet, że już nie wie kim jest. Szpieg to wielce samotny zawód, bo nie dość, że zazwyczaj działa się w pojedynkę, daleko od rodziny i przyjaciół (których, będąc szpiegiem raczej chyba mieć nie można), to działa się też daleko od siebie. Wcielając się w nową ‚rolę’ trzeba przyswoić sobie mnóstwo rzeczy, zmienić nie tylko wygląd, ale i mindset, żeby ‚na mieście’ nie chlapnąć czegoś, czego, w tym przypadku, nie powiedziałby socjolog.

Książka ma swój urok, choć jeśli szukacie czegoś pogodnego do pociągu, to odradzam ;).

Miałam w planach pożyczyć ją mojemu kumplowi, R., on się zna na historii i broni, on by pewnie wszystkie niezrozumiałe dla mnie słowa zrozumiał, ale za późno – już przeczytał :).