Są takie pomysły, które leżą, bo zawsze coś. Za mokro, za zimno, nie ma czasu, nie ma kasy, nie ma weny, nie ma z kim.
Jednym z takich ‚LEŻĄCYCH’ jest wybranie się z aparatem w nasze miasto, powłażenie z różne zakamarki i natrzaskanie fotek. Projekt ten najlepiej wykonać w miarę rano, zanim wszyscy ludzie wylegną na ulice.
Problemem są jednak a) owe zakamarki, b) mieszkająca tam ludność, gdyż oprócz trzaskania zdjęć można z tej wyprawy wrócić uprzednio natrzaskanym :). Dziś jednak wyszła na światło dzienne bardzo fajna rzecz: jeden mój Kumpel również ma taki leżący projekt :).
Postanowiliśmy więc zając się rzeczą grupowo, bo w grupie – wiadomo – raźniej:)
Jak kiedyś zrobi się cieplej i zejdą śniegi – ruszymy.
Od razu założyliśmy, że zrobimy mnóstwo cudnych zdjęć i zrobimy z nich fotoksiążkę.
Będzie to album o naszym mieście, nakład: 2 sztuki 🙂
Już się nie mogę doczekać 🙂