Pomysł

Są takie pomysły, które leżą, bo zawsze coś. Za mokro, za zimno, nie ma czasu, nie ma kasy, nie ma weny, nie ma z kim.

Jednym z takich ‚LEŻĄCYCH’ jest wybranie się z aparatem w nasze miasto, powłażenie z różne zakamarki i natrzaskanie fotek. Projekt ten najlepiej wykonać w miarę rano, zanim wszyscy ludzie wylegną na ulice. 

Problemem są jednak a) owe zakamarki, b) mieszkająca tam ludność, gdyż oprócz trzaskania zdjęć można z tej wyprawy wrócić uprzednio natrzaskanym :). Dziś jednak wyszła na światło dzienne bardzo fajna rzecz: jeden mój Kumpel również ma taki leżący projekt :). 

Postanowiliśmy więc zając się rzeczą grupowo, bo w grupie – wiadomo – raźniej:)

Jak kiedyś zrobi się cieplej i zejdą śniegi – ruszymy. 

Od razu założyliśmy, że zrobimy mnóstwo cudnych zdjęć i zrobimy z nich fotoksiążkę. 

Będzie to album o naszym mieście, nakład: 2 sztuki 🙂

Już się nie mogę doczekać 🙂

 

Wiooooosnooooo! Hooop hoooop! Where, kurwa, are youuuuuu?

No przecież masakara jakaś. 

Jak tak dalej pójdzie, zwierzętami domowymi w naszym kraju będą foka i pingwin.

 

Ale staram się nie dawać. 

 

Kolorowych rzeczy sobie nakupiłam. 

Różowe portki noszę. 

Pomarańczowy sweter.

(Jeszcze nie razem, ale jak sytuacja się nie zmieni – zacznę)

 

Lema i Mrożka listy czytam, bo wesołe.

 

Pink w samochodzie słucham, bo energiczna.

 

Jeszcze się trzymam, ale więcej pomysłów, póki co, nie mam. 

 

Nie wiem co będzie dalej.

‚Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, 

Co to będzie, co to będzie?’

 

Dupa, a nie wiosna, coś mnię się zdaje….

Jak odszukać osobę na dworcu – poradnik

Moja Mama wybrała się do Niemiec do pracy. Dogadała się z niemiecką panią, dogadała się z polskim busiarzem, spakowała się i pojechała. 

Kiedy docierali już do celu podróży, a Teresa matka została jako ostatnia w busie, między nią o rzeczonym busiarzem nawiązała się następująca rozmowa:

B: Gdzie panią zawieźć?

T: Na dworzec.

B: Ale tu są TRZY dworce. Wie pani na który?

T: Nie. Ale tam ma czekać na mnie pani. 

B: Dobrze. A ma pani numer telefonu tej pani?

T: Nie. (Teraz uwaga, tu moja mama wyjawia informację, która ma zagrać rolę kluczowej w dalszych poszukiwaniach) ALE TA PANI PRZEZ TELEFON MIAŁA MIŁY GŁOS.

Nie wiem jak na to zareagował busiarz, ja bym chyba zaczęła trzaskać głową w pulpit 🙂 

W każdym razie pojechali na jeden dworzec, WIEEEELKI, gdzie było milion ludzi, z czego jakieś 900 000 miało miało miły głos, więc akcja się nie powiodła. Drugi, na który dotarli, był mniejszy i czekała na nim tylko jedna pani. 

Teresa wyskoczyła z busa jak gazela i się na nią rzuciła, choć nie wiedziała, czy to ona. 

Na szczęście dla wszystkich, to była ONA 🙂

 

THE END

And they lived happily ever after 🙂

What went wrong?

Naszła mnię ostatnio taka refleksyja.

Że jak jest się matką i żoną i ma 35 lat, to może się powinno być rozważnym. 

(Rozważnym i romantycznym najlepiej, ale bez cudów, nich będzie chociaż rozważny).

Żeby jakiś przykład dla młodzieży ze swej osoby, dajmy na to, wykrzesać. Lub chociaż wykrzesać próbować.

 

Nic z tego. 

Wszystko przepadło bezpowrotnie w zeszłą sobotę, kiedy to z jeszcze jedną matką i żoną i jednym ojcem i mężem piliśmy cytrynówkę.

Na pokładzie środka transportu publicznego. 

Z gwinta:)

 

Dramat, żulerstwo i piekielny ogień.

 

Nie ma już dla nas ratunku…

The Boy in the Striped Pyjamas – John Boyne

Piękna historia.

Niewinność dziecka opowiadającego o dramatach wojny z dziecięcego, nieznającego większości okropieństw i dramatów punktu widzenia, rzuca na kolana. 

Choć opowiada o wojnie, jest w niej dużo ciepła. 

I pytań, które powinni zadać sobie dorośli, jednak nie zadali. 

Bruno nazywa Hiltlera ‚Fury’, nie Fürer.

Jedno z lepszych określeń tego człowieka, uważam.

Jasne i proste.

Jak opowiedziana historia.

Polecam.