Ostatni wykład – Randy Pausch

287 stron

Książka należy do mojej Teściowej II – Dziuni

 

Temat książki nie jest generalnie zbyt wesoły, bo powodem wygłoszenia Ostatniego Wykładu przez Randy’ego Pauscha, 48-letniego profesora na Carnegie Mellon University, jest jego rak trzustki i informacja, że zostało mu tylko kilka miesięcy życia. 

Jednak Pausch ma 3 dzieci, najstarsze w wieku 7, a najmłodsze w wieku 1,5 roku i ten wykład, w dużej części, wygłasza dla nich, żeby wiedziały jak żył i jaki był. 

Część z rozdziałów jest blablaniem i niewiele wnosi, ale sporo jest całkiem mądrych i wartościowych, na przykład:

„Zbyt wielu ludzi przechodzi przez życie, narzekając na swoje problemy. Zawsze uważałem, że gdyby człowiek spożytkował jedną dziesiątą energii potrzebną na narzekanie i wykorzystał ją do rozwiązania problemu, to byłby zdumiony faktem, jak łatwo poradzić sobie z pewnymi sprawami.”

lub:

„Doświadczenie to coś, co zyskujesz, kiedy nie zyskałeś tego, czego pragnąłeś.”

Dobre, nie? 🙂

Sympatyczna książka, warto rzucić okiem.

Hashtag – Remigiusz Mróz

424 strony, książka jest moja (prezent gwiazdkowy)

Namówił mnię na nią kolega Schacht, który raz na kilka miesięcy przesyła mi obszernego esa reklamującego jakąś książkę. Ten brzmiał, uwaga: „Hashtag – Mróz”.

Po takiej zachęcie ciężko nie przeczytać 😉

Kryminał jest dobry, wciągający, w związku z czym 26 grudnia już był przeczytany.

Jest to historia grubszej kobity, Tesy, z problememi społeczno-emocjonalnymi, niegdyś zadurzonej w jednym ze swoich wykładowców, która dostaje info, że ma paczkę do odbioru w paczkomacie (chociaż niczego NIE zamawiała). Odbiór tej paczki sprawia, że rusza lawina zdarzeń, niekoniecznie sympatycznych. 

Na Tweeterze zaczynają się pojawiać tweety z #apsyda, co jest dość interesujące, bo osoby, które je puściły są od wielu lat uznawane za zaginione.

Bardzo miło jest od czasu do czasu przeczytać dobry kryminał 🙂

No dno po prostu jest Polska – Adam Leszczyński

274 strony

Książka należy do mojej Teściowej II – Dziuni 🙂

 

Niestety, jest tu dużo niedobrego nas samych i niestety, bardzo dużo z tego dużo jest prawdą :/.

Warto jednak rzecz przeczytać, żebyśmy może, w końcu, dostrzegli w nas samych coś dobrego, coś pozytywnego i przestali ślepo wgapiać się w zachód.

Pamiętajmy, że „można też – chociaż to wymaga samodyscypliny – powstrzymać się od myślenia źle o całym kraju, kiedy ktoś nam na parkingu porysuje samochód. Wielka zmiana społeczna zaczyna się, powtórzmy, od zmiany w mikroskali.”

Zmieniamy się na lepsze, to moja prywatna obserwacja, ale bardzo pomału. Ale dobre i to. Żeby tylko nie przestało nam się chcieć.

Jeszcze czego – Paulina Młynarska

220 stron

(na końcu jest jeszcze treść Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, ale ją sobie odpuściłam)

Książka jest z biblioteki, wypożyczyła ją Tereska, ja kiedyś o niej słyszałam, więc ją porwałam i szybko przeczytałam.

 

To jest książka o kobitach. Że, niestety, ale stanowimy drugi sort obywateli, co, w dużej mierze, fundujemy sobie same, grając całe życie rolę zaplecza, a nie postaci pierwszoplanowej i jeszcze się same tym szczujemy (no ale jak to, nie gotujesz swojemu misiowi??? – wszystkie to, prawda, znamy).

Przeczytać warto i warto zobaczyć jaką rolę gra się w swoim życiu oraz czy nie wychowuje się córki na zaplecze, a syna na wymagającego obsługi przeboga – to może nam pomóc – nam, babom, mam na myśli 🙂

Młynarska pisze tak o nas tak:

„Masz pracować, mieć czas dla rodziny, wychowywać, nie mieć cellulitu i zmarszczek, ale też nie wstrzykiwać żadnego botoksu! Masz mieć dobre geny i zbilansowaną dietę. Masz być wyuzdaną kochanką i perfekcyjną panią domu, spalać tłuszcz na siłowni i chudnąć bez wysiłku. Masz gotować jak Gessler i wyglądać, no, niech już będzie, jak Torbicka. A jeśli ci się nie uda, to się nie dziw, kobieto, że zostaniesz sama z rachunkami, że dostaniesz w łeb. Że wywalą cię z pracy, wszystko zwalą na głowę, bezceremonialnie uszczypną w tyłek, zgwałcą pod blokiem lub we własnym łóżku. Za mało się staralaś. Za krótką nosiłaś sukienkę.”

Więc, kurde, się nie dajmy 🙂

Bo nie jesteśmy drugim sortem. 

W każdym razie na pewno nie ja 🙂