266 stron
Książka jest własnością Dziuni, czyli mojej Teściowej II 🙂
Taaak.
Janusz Głowacki wielkim pisarzem był. Osiągnął sukces. Świetnie władał słowem. Jednak mimo, że książka jest zapisem wspomnień jego przyjaciół o nim, to ja go jakoś nie polubiłam. Mnie się wydał zadufanych w sobie bubkiem. W książce pada takie zdanie, że kiedyś Głowacki szedł w rozpiętym kożuchu Krupówkami w Zakopanem i ludzie się na niego patrzyli i jemu się to wyraźnie podobało.
No nie wiem. Dla mnie, jak ktoś chodzi w rozpiętym kożuchu i czeka, żeby się ludzie na niego gapili, to raczej jest pierdolnięty, a nie wielkim pisarzem;) Ale może się nie znam.
Chłop kojarzy mi się z naszym sąsiadem z góry: mieszkamy w budynku po starej szkole, na dole są 4 mieszkania, w czym moje, a całą górę ma jeden chłop. SAM. 180 metrów. Ex-rektor jednej ze szkół w naszym mieście. Koleżanka pisała u niego pracę magisterską i opowiadała, że polegało to na tym, że 3 zdania były o jej pracy, a kolejna godzina o nim i jego dokonaniach.
Głowacki mi się właśnie z taką osobą kojarzy.
Może niesprawiedliwie, ale tak właśnie jest.
Mimo tego, książkę czyta się dobrze.