Świat bez głowy – Portret Janusza Głowackiego – Iza Bartosz

266 stron

Książka jest własnością Dziuni, czyli mojej Teściowej II 🙂

 

Taaak. 

Janusz Głowacki wielkim pisarzem był. Osiągnął sukces. Świetnie władał słowem. Jednak mimo, że książka jest zapisem wspomnień jego przyjaciół o nim, to ja go jakoś nie polubiłam. Mnie się wydał zadufanych w sobie bubkiem. W książce pada takie zdanie, że kiedyś Głowacki szedł w rozpiętym kożuchu Krupówkami w Zakopanem i ludzie się na niego patrzyli i jemu się to wyraźnie podobało. 

No nie wiem. Dla mnie, jak ktoś chodzi w rozpiętym kożuchu i czeka, żeby się ludzie na niego gapili, to raczej jest pierdolnięty, a nie wielkim pisarzem;) Ale może się nie znam.

Chłop kojarzy mi się z naszym sąsiadem z góry: mieszkamy w budynku po starej szkole, na dole są 4 mieszkania, w czym moje, a całą górę ma jeden chłop. SAM. 180 metrów. Ex-rektor jednej ze szkół w naszym mieście. Koleżanka pisała u niego pracę magisterską i opowiadała, że polegało to na tym, że 3 zdania były o jej pracy, a kolejna godzina o nim i jego dokonaniach.

Głowacki mi się właśnie z taką osobą kojarzy. 

Może niesprawiedliwie, ale tak właśnie jest.

Mimo tego, książkę czyta się dobrze. 

The Book Thief – Markus Zusak

554 strony

Książka jest moja, ale z angielskiego czariciaka, jedna z tych, które kiedyś przywiozła mi Maryla. (Ma naklejkę z ceną: 1 funt 🙂

Do książek po angielsku zawsze zabieram się pomału, bo mam wrażenie, że nie będę rozumieć i och, och jak mi będzie ciężko :). Ale spoko, mając słownik w telefonie życie jest łatwiejsze i, niezbyt szybko, ale poszło. 

Książka jest o wojnie, a tych, po przeczytaniu „Łaskawych” ileś lat temu, raczej unikam, ale dobra – pomyślałam, zobaczmy.

Co ciekawe, narratorem jest Śmierć. Śmierć ludzi NIE ZABIJA, tylko zabiera (przynajmniej tu). Zabiły ich bomby i głód i wycieńczenie. I Adolf – rzecz jasna.

I ta (lub ten, bo pamiętam z Pratcheta, że po angielsku śmierć to był ON) Śmierć opowiada historię dziewczynki – Liesel Meminger – która uchodzi z życiem jako jedyna z całej ulicy dlatego, że nauczyła się czytać, że czytała i że pisała. I kradła książki. A mieszkała na ulicy Himmel Strasse, czyli prawie w niebie.

Jest tam też wątek cudownej przyjaźni (Rudy+Liesel) i najlepszego na świecie ojca (Papa).

A wszystko to dzieje się w czasie wspomnianej wojny, więc jest trudno, brudno, głodno i bardzo niebezpiecznie. A jednak ludzie, jakimś cudem, są ludzcy. Nawet Śmierć to dostrzega.

Bardzo, BARDZO ładna historia.

Szalenie polecam.

Kozi ser

Mając 4 dychy na karku czasem sobie myślę, że przydałoby się, może, w końcu, stać się normalnym, zrównoważonym człowiekiem.

Jednak żeby to się zadziało, musiałabym chyba zmienić robotę, na, dajmy na to, może jakiś urząd i pracować z poukładanymi paniami w garsonkach, a nie z moimi kolegami.

Sytuacja z wczoraj: poszliśmy działem do knajpy – była to realizacja projektu URODZINY – cały rok zbieraliśmy kasę i poszliśmy się nażreć do ą ę knajpy – kto bogatemu zabroni w końcu ;).

Knajpa na wypasie, pan szatniarz, skaczący wokół nas kelner, po przystawkach i głównym daniu przychodzi pora na deser. Kelner poleca lody z kwaśnej śmietany z kozim serem, jeden kumpel mówi, że już ich próbował, że petarda, więc bierzemy. 

Wjeżdżają lody podane tak, że 3 gałki lodów siedzą po jednej stronie, a kozi ser, w plasterkach – po drugiej stronie talerza. 

Zjadłam już 2 łyżki lodów, samych, już nabieram trzecią i słyszę radę kolegi:

– Jebnij se teraz koziego do tego.

Tak 🙂

Z prób bycia normalną i stonowaną osobą to by było na tyle 🙂