Twórca: Alex Pina; 2017-2020; serial hiszpański; oczywiście Netflix – nasz kolejny, po ‘Lupinie’, rodzinny serial covidowy 😊
Jak zdążyłam się przekonać, z ‘Domem z papieru’ jest tak, że albo ktoś go kocha od pierwszego odcinka, serial go wsysa i do końca czwartego sezonu nie wypuszcza (to my!:) lub po drugim odcinku oglądający rzyga i nie jest w stanie oglądać go dalej.
Nas do oglądania zachęcił Syn, który, w zachwycie, obejrzał go raz rok temu i teraz leci z nami drugi.
Serial opowiada o tym jak mózg operacji – Profesor – zbiera z całego świata zbirów-expertów w różnych dziedzinach, kilka miesięcy trwa szkolenie i wdrażanie ich w ultra dopracowany i obejmujący WSZYSTKO plan, a następnie przechodzą do czynów, czyli do NAPADU NA MENNICĘ.
Ponieważ jedną z zasad zespołu jest ‘żadnych osobistych pytań’, członkowie bandy nie znają swoich prawdziwych imion – każdy z nich wybiera sobie miasto, które staje się jego imieniem podczas akcji. Mamy więc Tokio, która opowiada nam tę historię, jest Rio, Denver, Moskwa, Helsinki, Nairobi, Oslo, no i jest BERLIN.
Zanim wyjawię moją szczerą miłość do Berlina 😊, bo dla mnie ‘Dom z papieru’ = Berlin, trzeba nadmienić, że członkowie zespołu, oprócz bycia expertami w swoim fachu, są, również, nie owijając w bawełnę, pojebami. Czasem mniejszymi, czasem większymi, jak Berlin właśnie, więc relacje międzyludzkie między członkami tej sympatycznej grupy należą do arcyciekawych – to wygląda tak, jakby ktoś miał suwaki do sterowania ich emocjami i zawsze przesuwał je w którąś stronę za bardzo.
Mamy więc ciekawe relacje i ciekawe emocje w grupie menniczych złodziei z jednej strony, świetnie opracowany i obejmujący dosłownie WSZYSTKO plan napadu, który śledzimy z zapartym tchem, mamy relacje członków grupy z ludźmi z poza bandy, no i mamy samych aktorów, których grają piękni ludzi, więc jest na kogo patrzyć. I Tokio i Nairobi są piękne w nietuzinkowy sposób, biorąc pod uwagę i urodę i ubiór, a i pośród facetów każdy znajdzie coś dla siebie, bo są i drwale (Helsinki i Oslo), jest macho a’la James Dean (Denver), jest cudnooki i cudnowłosy ciapek Rio-informatyk, jest intelektualista Profesor (podziwiam intelekt, ale zobaczywszy RAZ jak biegnie, skreśliłam go na zawsze 😉) no i jest Berlin, przystojny pojeb z narcystyczną osobowością ubierający jak arystokrata.
Dla mnie arcydzieło, oglądałam z wypiekami na twarzy każdy odcinek, czekam na piąty sezon nerwowo przytupując.

