410 stron, książka jest z biblioteki, z której wypożyczyła ją Tereska, ma Matka, na podstawie LISTY książkowej ode mnie🤪.
Powiem krótko: wow! 👏👌 i trwam w zachwycie nad pomysłem.
To jest opowieść o 2 kobietach: pisarce, która napisała autobiograficzną powieść, która odniosła nieoczekiwany sukces, ale i wprowadziła sporo zamętu w jej życiu oraz jej…przyjaciółce?…opiekunce? (L.) 🤔, która pojawia się teoretycznie znikąd i teoretycznie bardzo chce jej pomóc. Zawsze i we wszystkim. Zjawia się w odpowiednim miejscu i czasie, by nieść… pomoc. Jednak ta troska zaczyna się z wolna przeradzać w osaczenie, zniewolenie oraz dominację z kilkoma elementami horroru.
Do tego, ponieważ (głównie według L.) pisarka musi mieć spokój, żeby tworzyć, jej troskliwa ‚opiekunka’ odcina od ją od reszty ludzi. Wszystko w ramach troski, rzecz jasna.
A L. jest osobą trochę jakby z zaświatów, co nie daje spokoju nawet pisarce:
„Usiadłam na kanapie, rozejrzałam się dokoła, poczułam dziwną ulgę. I nagle, na zasadzie kontrastu, uświadomiłam sobie, co mi przeszkadzało w mieszkaniu L.
Nic nie było u niej zużyte, pożółkłe, zniszczone. Anie jeden przedmiot, ani jeden mebel, ani jedna tkanina nie nosiły śladów wcześniejszego życia. Wszystko było nowe. Wszystko sprawiało wrażenie kupionego poprzedniego dnia albo przed paroma tygodniami. Pokoje nie miały duszy i nie było w nich bałaganu.
Nie zauważyłam żadnej fotografii, żadnej pocztówki, żadnego bibelotu, które mogłyby przywołać jakiekolwiek wspomnienia.
Tak, jakby wczoraj nie istniało.
Tak, jakby L. wymyśliła się na nowo.”
Na okładce napisano, że jest ‚to świetnie napisana powieść w stylu Hitchcocka, z bardzo sprawnie rozwijającą się akcją – aż do zaskakującego zakończenia.’
I tak dokładnie jest. Trzeba uważać na kapcie, bo spadną!
Już nic nie gadam, tylko polecam 🙂.