330 stron, pdf, książkę napisała Dublinia
Staram się ‚próbować’ różnego rodzaju twórczości moich znajomych/przyjaciół (również blogowych – nie znamy się z Dublinią osobiście:), nawet jeśli jest ona nie do końca ‚moja’.
Książka powstała w czasie pandemii i została napisana ku pokrzepieniu serc, co głosi info na końcu i co wiele zmienia.
Dublinia na początku pandemii ogłosiła nie swoim blogu, że nie będzie nam podawać ilości chorych ani innych pandemicznych gówien, co jest bardzo fajne, gdyż w zasadzie wszyscy inni robią to bez opamiętania i naprawdę czasami chce się już tylko rzygnąć ;).
Kiedy zabrałam się za czytanie i okazało się, że jest to romansidło, uznałam, że nieeeee, że ja pas. Po jakimś czasie jednak zdecydowałam, że ZANIM się przyczepię, muszę rzecz przeczytać. I dobrze :).
Romansidło to, bez dwóch zdań, jest.
Opowiada o kobicie, która zajmuje się tłumaczeniem romansów z francuskiego, ma bogatego (i przystojnego!) męża-biznesmena i piękny dom, przy czym mąż ją zdradza, a dom nie jest jej, bo podpisała intercyzę. Oczywiście do tej pory nie znalazła sobie stałej pracy, gdyż, jak wiele kobiet w podobnej sytuacji, żyła w cudownej ułudzie, że będąc jego utrzymanką, jest również jego partnerką. Oczywiście :).
Jak to w takich układach bywa, była głównie kucharko-sprzątaczką, a mąż na boku posuwał inną. Zatem kobiecina ma czterdzieści kilka lat i zaczyna lądować.
Żeby złapać oddech, rzuca wszystko i wyjeżdża na chwilę do Francji, do miejscowości, gdzie zatrzymała się za czasów studenckich. Małe miasteczko, niewielu ludzi, knajpka, której potrzeba zastrzyku świeżości (jej talent do gotowania nie jest tu bez znaczenia) i ponury właściciel owej knajpki – tyle (na początek) jest jej potrzebne, żeby stanąć na nogi i odzyskać równowagę.
Ma również kilka wesołych przyjaciółek, które pomagają jej się z bagna wygrzebać i dzięki którym wesoło rozwija się wątek HRABIA :).
Choć wiadomo, że to totalna ściema i że w życiu NIGDY tak się nie dzieje, dobrze jest romansidło od czasu do czasu przeczytać :), w ramach światełka w tunelu i w ramach u-tęczawiania rzeczywistości. Zwłaszcza w obecnych czasach.
Życzę wszystkim, żeby w ich życiu zdarzył się chociaż kawałek z romansidła Dublinii.
Dublinio – brawa za debiut 🙂