Nomadland

reż. Chloe Zhao; 20121, kino

Jakże ja się cieszę, że kina znów są otwarte. W naszym mieście są dwa: jeden galeriowy multiplex, i drugie, małe, w średnio ponętnej dzielnicy i ja wolę to drugie.

Wczoraj byli u mnie znajomi ze studiów i gadaliśmy o oskarowych filmach, które obejrzeliśmy i kumpel powiedział, że ‚Nomadland’ to dokument i że warto. (Gdyby powiedział, że nie warto, i tak bym go obejrzała, bo ciekawi mnie za co przyznają Oskary).

Zaiste dobry: pokazuje społeczność amerykańskich nomadów, jak to wygląda od podszewki, jakie są blaski cienie takiej egzystencji. I że, co ciekawe, w naszym konsumpcyjnym świecie, gdzie jest nacisk na WIĘCEJ, MOCNIEJ, SZYBCIEJ niektórzy ludzie wybierają bycie nomadem, właśnie dlatego, że jest mniej, wolniej i biedniej. A na pytanie ‚Are you homeless?’ odpowiadają, no, I’m houseless, twierdząc, że dom, to coś, co masz w sercu.

Naprawdę dobry, do obejrzenia i przemyślenia.

Kobieta w oknie

Reż. Joe Wright, 2021, Netflix

Ciekawił mnie ten film, więc wczoraj, mimo późnej pory, zapodałam go sobie. Przemknął mi taki pomysł, żeby obejrzeć go z Chłopakami, na szczęście nie doszło do realizacji 😉.

lubię filmy o psychopatach, psychicznych chorobach, więc dla mnie był ok. Nie jest to arcydzieło, ale ogląda się go dobrze i trzyma w napięciu.

Jest, wiadomo, nieco przewidywalny, bo jak ktoś ma agorafobię i mieszka sam w wielkim domu z licznymi [oczywiście ciemnymi] zakamarkami, zasłoniętymi oknami i podgląda innych ludzi, to wiadomo – dobrze nie jest 😊.

Mnie się postać Anny Fox (główna bohaterka, ta z agorafobią) grana przez Amy Adams podobała.

Podobał mi się też niepokój i lekka psychodelia, którą ten film wywołuje, ale, jak wspomniałam – to tylko dla tych, którzy takie klimaty lubią.

Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin – Jung Chang

476 stron, książka jest z biblioteki, pożyczyła ją Tereska ma Matka, na podstawie mej book-listy

Nie pamiętam kiedy ostatnio tak długo czytałam jedną książkę! Niby niecałe 500 stron, ale druk drobny, zero dialogów, a i tematyka, umówimy się, nie najlżejsza.

To jest rzecz o trzech kobietach mocno osadzona w historii, kulturze i klimacie Chin. ALBO klimat, historia i kultura Chin pokazane przez pryzmat życia 3 kobiet. Dla nas, ludzi żyjących w [mniej lub bardziej, obecnie raczej mniej] wolnym kraju niewiarygodna jest uległość i zgoda na wszelkie wymysły władzy. Dezinformacja, zakłamanie, szantażowanie, nasyłanie jednych na drugich i zaraz potem drugich na pierwszych, wieczna niewiedza KTO jest dobry, a kto zły i wszechobecna kontrola wszystkiego i wszystkich. I to nie tylko kontrola samego podejrzanego, ale jego całej rodziny, przyjaciół, poczynań, w zasadzie od przedszkola, PLUS kontrola myśli. 800 MILIONÓW ludzi żyjących według takich reguł – i – ta daam – Chiny gotowe.

Dobrze, że tą książkę czyta się powoli, bo jej treść wysadza mózg. Przyswojenie sobie tych wszystkich ciekawostek na raz mogłoby zabić.

Zrobiłam foto kilku fragmentów, żeby chociaż odrobinę oddać klimat, w jakim przyszło bohaterkom ‘Dzikich łabędzi’ żyć.

A po lekturze chińskich klimatów warto spojrzeć na nasz kraj i zagrać w ‘znajdź podobieństwa’. Bardzo pomału i może niewielkie, ale, z przerażaniem stwierdzam, zaczynają się pojawiać…

A tu przeurocza ceremonia zaślubin 👌

Ojciec

Reż. Florian Zeller, 2020, KINO🙏🤩😁 z Tereską

Ponieważ uwielbiam chodzić do kina, jestem wniebowzięta, że znów można. A że niedługo mam imieniny, to poprosiłam Teresę mą Matkę, która, skoro już nadała mi imię Joanna (jo Janek, tyz z wioski – znacie to?🤪), to w ramach rehabilitacji niech mnie chociaż do kina zabierze, co ochoczo uczyniła😁.

Ciekawa byłam oskarowych filmów.

‚Ojciec’ opowiada o córce, która stara się zaopiekować swoim starszym ojcem, który ze wszystkich sił chce sobie radzić sam i, niejednokrotnie, pomoc w bolesny dla córki sposób odrzuca.

Niestety, facet ma demencję i film pokazuje nam świat jego oczami: jak mu się wszystko strasznie miesza😐.

Dobrze to jest pokazane, świetna rola Hopkinsa, ale mnie jakoś na kolana nie rzucił. Trochę rozwleczony i trochę przegadany. Ale może film o trudnej starości taki właśnie ma być.

Uśpieni

reż. Barry Levinson, 1996, Netflix

To jest jeden z moich ulubionych filmów. Co wesołe, obejrzałam go pierwszy raz dawno temu i wszystkich ciągle pytałam czy go widzieli. NIKT, kogo pytałam, go nie widział i zaczęłam już wątpić czy on w ogóle istnieje. Sytuacja zmieniła się, gdy poznałam Jakuba, męża mojej Maryli. On, jako pierwszy, na pytanie ‚czy widziałeś ‚Uśpionych’ odpowiedział TAAK! I również był nim zachwycony.

Film opowiada o czwórce chłopaków, którzy przez głupi przypadek trafiają do poprawczaka. Odsiadka może nie trwa najdłużej, ale wystarczy, żeby zdążyli być wykorzystywani seksualnie przez strażników. Wychodzą stamtąd bardzo okaleczeni psychicznie i czekają na moment zemsty. Chwilę to trwa, ale takowy w końcu nadchodzi.

Bardzo dobry film oraz rzucająca na kolana obsada: (Robert De Niro, Brad Pitt, Dustin Hoffman, Kevin Bacon).

Ja na pewno obejrzę jeszcze raz, a tym, którzy nie widzieli – polecam :).

Grease

reż. Randal Kleiser; 1978, Netflix

Wczoraj potrzebowałam filmu luźnego i wesołego i koniecznie ze śpiewaniem, więc jak tylko tytuł pokazał się w przeglądarce, sprawa była jasna.

Oczywiście, że widziałam ten film już nie raz (nie, nie ma w nim głębi 😉 i nie trzeba opisywać o czym jest, a końcową piosenkę śpiewaną przez Travoltę (Danny Zuco – dla przypomnienia:) i Olivię Newton-John (Sandy) znają chyba wszyscy na ziemi :), nie zmienia to jednak faktu, że miło było obejrzeć go raz jeszcze.

Młody Travolta i Olivia Newton-zajebista-laska-John to dobra para na wieczór 🙂

Od nowa – Ewa Studzińska

330 stron, pdf, książkę napisała Dublinia

Staram się ‚próbować’ różnego rodzaju twórczości moich znajomych/przyjaciół (również blogowych – nie znamy się z Dublinią osobiście:), nawet jeśli jest ona nie do końca ‚moja’.

Książka powstała w czasie pandemii i została napisana ku pokrzepieniu serc, co głosi info na końcu i co wiele zmienia.

Dublinia na początku pandemii ogłosiła nie swoim blogu, że nie będzie nam podawać ilości chorych ani innych pandemicznych gówien, co jest bardzo fajne, gdyż w zasadzie wszyscy inni robią to bez opamiętania i naprawdę czasami chce się już tylko rzygnąć ;).

Kiedy zabrałam się za czytanie i okazało się, że jest to romansidło, uznałam, że nieeeee, że ja pas. Po jakimś czasie jednak zdecydowałam, że ZANIM się przyczepię, muszę rzecz przeczytać. I dobrze :).

Romansidło to, bez dwóch zdań, jest.

Opowiada o kobicie, która zajmuje się tłumaczeniem romansów z francuskiego, ma bogatego (i przystojnego!) męża-biznesmena i piękny dom, przy czym mąż ją zdradza, a dom nie jest jej, bo podpisała intercyzę. Oczywiście do tej pory nie znalazła sobie stałej pracy, gdyż, jak wiele kobiet w podobnej sytuacji, żyła w cudownej ułudzie, że będąc jego utrzymanką, jest również jego partnerką. Oczywiście :).

Jak to w takich układach bywa, była głównie kucharko-sprzątaczką, a mąż na boku posuwał inną. Zatem kobiecina ma czterdzieści kilka lat i zaczyna lądować.

Żeby złapać oddech, rzuca wszystko i wyjeżdża na chwilę do Francji, do miejscowości, gdzie zatrzymała się za czasów studenckich. Małe miasteczko, niewielu ludzi, knajpka, której potrzeba zastrzyku świeżości (jej talent do gotowania nie jest tu bez znaczenia) i ponury właściciel owej knajpki – tyle (na początek) jest jej potrzebne, żeby stanąć na nogi i odzyskać równowagę.

Ma również kilka wesołych przyjaciółek, które pomagają jej się z bagna wygrzebać i dzięki którym wesoło rozwija się wątek HRABIA :).

Choć wiadomo, że to totalna ściema i że w życiu NIGDY tak się nie dzieje, dobrze jest romansidło od czasu do czasu przeczytać :), w ramach światełka w tunelu i w ramach u-tęczawiania rzeczywistości. Zwłaszcza w obecnych czasach.

Życzę wszystkim, żeby w ich życiu zdarzył się chociaż kawałek z romansidła Dublinii.

Dublinio – brawa za debiut 🙂