Ekstradycja – Remigiusz Mróz (czyli Chyłka 11)

493 strony, Legimi

Uczucie utrzymujące się po ostatniej Chyłce nie minęło – kobita jest ultra wulgarna i to, że ktokolwiek z nią wytrzymuje, to musi być fikcja literacka (graty dla Kordiana, należy się chłopu order) 😉.

Za dużo gówna wylewa wszędzie i na wszystkich, nie wita się, praktycznie nie dziękuje i wszystkich uważa za [co najmniej] upośledzonych.

Sama natomiast kryminalna intryga ‚Ekstradycji’ jest dobra: Chyłka jak zwykle jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie i wraca stamtąd, że użyję jej języka, na pełnej kurwie. Od razu rozkręca się afera, bo w mediach pokazuje foto Langera, który [przecież] nie żyje, bo [przecież] Chyłka wyrzuciła go z balkonu.

Oryński w międzyczasie broni chłopa podejrzewanego o morderstwo, który był w śpiączce 3 miesiące, obudził się i nic nie pamięta.

Dobra pozycja z serii ‘literatura lekka’, którą dzięki Legimi w telefonie można czytać gdziekolwiek, nawet jak się nie zabrało czytnika 😊.

Oczywiście, że serię do końca doczytam.

Oczywiście, że cenię mądre i stanowcze kobiety. Ale mądre i stanowcze kobiety niekoniecznie muszą być chamskimi bura[cz]kami.

Tym optymistycznym akcentem kończę, a tym, którym chyłkowa buraczaność nie przeszkadza – polecam🙂.