Reż. Todd Philips, 2009, Netflix z Synem 😁
Oczywiście, że widziałam już Kac Vegas, a ten końcowy moment ze zdjęciami🤪🤦♀️ z rzeczonej imprezy, to nawet kilka razy, ale cały film oglądałam dawno i pomyślałam, że czas sobie to arcydzieło przypomnieć😁.
A że Syn go nie widział, to w piątkowy wieczór rzecz zapuściliśmy🙂.
Jeśli jest na ziemi ktoś, kto nie wie o czym jest film, to uprzejmie informuję, że o grupie czterech facetów, którzy jadą do Las Vegas na wieczór kawalerski jednego z nich. Trzech z nich to kumple od lat, a jeden to odklejony czub, ale i brat panny młodej, niestety, więc nie wypada go nie zabrać (choć, wiadomo, że całe trójka bardzo tego pragnie😁).
Docierają do Las Vegas, wieczorem, przed wyjściem na szeroko pojęte miasto piją wódkę na dachu swego wypasionego hotelu i… to jest ostatnia rzecz, którą pamiętają. Rano budzą się w swoim pokoju, w którym panuje nieziemski sajgon, w kiblu jest tygrys, pana młodego brakuje, a jeden z uczestników imprezy nie ma zęba🤪.
Zabawa zaczyna się, gdy panowie próbują sobie przypomnieć co też tej zapomnianej nocy się działo🙂.
Szczegółów nie zdradzam, film polecam i każdemu życzę takiego wieczoru kawakerskiego. No, może bez tygrysa🤪.