92 strony, Legimi
Książka mało dopasowana nastrojem do okoliczności, w których ją czytałam, ale bywa i tak.
Zapomniałam zabrać papierową książki na wyjazd do Energylandii, więc szybko ściągnęłam na telefon tą, bo rzuciła się w oko jako pierwsza na mojej książkowej liście i poszło.
Bardzo dobra i bardzo mocna książka.
O śmierci matki.
Napisana językiem nie wzniosłym, nie patetycznym, ale zwykłym, dosadnym, córkowym.
Językiem córki, która bardzo kochała swoją matką, a matka jej umarła.
I córka nie może tego w żaden sposób ogarnąć.
Czy to w ogóle jest możliwe?
‘O tym, że moja matka jest nieśmiertelna, dowiedziałam się dopiero po jej śmierci. I skąd to niby miałam wiedzieć?’
‘Właśnie taka ją pamiętam – nieosiągalną. Nikt nie mógł jej mieć. Mężczyznom umykała jako żona lub kochanka, ja nie mogłam jej mieć jako mamy.
Kto by pomyślał, że moja matka złamie mi serce?
A od rana od nowa trzeba się zmierzyć z tym, że jednak umarła.’
‘Wpadł mi do serca ice fresh, mamo.’
‘Bardzo chcę leżeć na ziemi, twarzą do ziemi, brzuchem do matki. Kapałabym do niej. Słona. Samotna. Niezakorzeniona.’
‘Gdy umiera ci matka, to jest takie uczucie, jakby wyrywano ci wnętrzności – te z klatki piersiowej – gołymi rękami, a trochę jednak gorzej.’
Dawno nie czytałam czegoś tak druzgocząco szczerego.
Polecam tym, którzy udźwigną.