House of Gucci

Kino z Oliwią i Dorotą, Cinema – pierwszy raz po pandemii.

Bardzo byłam ciekawa ile kosztuje bilet w sobotę w kinie w galerii, ale nie ma dramatu, bo 22 zł. Obstawiałam jakieś 28🤪. Dramatem jest ilość reklam: 30 min🤮.

Fajnie jest wybrać się na ten film z babami, które lubią ubrania i które doceniają swój i czyjś ubiór, bo to jest rewia mody na ekranie (uwaga na stylizacje i fryyyyz Jareda Leto, bo tu jest grubo;). Świetne kreacje i świetne zdjęcia – miło popatrzyć, naprawdę.

Manewr z angielskim z włoskim akcentem też jest git – dzięki temu można, choć trochę – poczuć atmosferę kreowaną przez włoski język.

Sama historia też jest ciekawa – oczywiście znam markę Gucci (oczywiście z widzenia, a nie ze swojej szafy;), ale nie wiedziałam, że tam się działo jak w sycylijskiej mafii! Film pokazuje postać Patrizii Reggiani (Lady Gaga – moim zdaniem całkiem dobra aktorka), byłej żony Maurizio Gucciego, która, gdy ten postanawia się z nią rozwieźć, wynajmuje płatnych zabójców i siema – chłop ginie w środku miasta w biały dzień.

Patrizia w filmie jest córką faceta, który ma firmę transportową. W rzeczywistości była studentką, która wyróżniała się stylem ubierania i pewnością siebie – w każdym razie była zwykłą laską. Maurizio (i w filmie i w realu podobno) był zachwycony, kiedy zgodziła się za niego wyjść. (Patrzę jednym okiem na ich prawdziwe zdjęcia – oboje byli pięknymi osobami, naprawdę). Patrizia kręciła mężem jak chciała – do czasu oczywiście.

Ciekawa historia i fajny, choć, generalnie, smutny film (chociaż gdzieś czytałam, że zrobili farsę z tragedii) – kolejny, który pokazuje, że duże pieniądze, to zazwyczaj dużo szarpaniny, dużo problemów, dużo pozorów i mało szczęścia.

Uff, biorąc pod uwagę stan mojego konta jestem absolutnie niezagrożona ;).

A film polecam.