Dziś kończy się nasz okres dezercyjny 🙂 – wracamy do domu, i do naszych Sąsiadów :).
Nie można powiedzieć, żeby maj był dla nas miesiącem nudnym, miesiącowi majowi przyświecał w większości pierdolec, ale jakoś daliśmy radę.
Mój Mąż przypłacił to nawet boleściami plecnymi, a mało brakowało, żeby pierwsza z naszych ekip remontowych, w międzyczasie wypierdolona, przypłaciła to życiem.
Jakoś się jednak udało 🙂 Znaczy się wszyscy żyją.
Teraz trza poczekać aż zamontują resztę mebli, posprzatać ze 400 razy (to ja), a następnie napawać się nowym wnętrzem.
Bardzo lubię mieć nowe wnętrza, ale bardzo NIE lubię rzeźni, którą remont wywołuje.
Z rzeczy DUŻYCH czeka nas jeszcze łazienka, ale myślę, że realizacja tego projektu nie zdarzy się zbyt szybko.
Pomiędzy remontami trzeba sobie dać czas na złapanie międzyremontowego oddechu.
I do czynienia niniejszego się obecnie oddalamy:).