Chujowa Pani Domu – Magdalena Kostyszyn

Wyśledziłam podstępnego DAWCĘ owej lektury (dzięki:) i natychmiast ją przeczytałam.

Jest to zestaw pogodnych felietonów na tematy różne, ale utrzymane w konwencji takiej, że należy w życiu utrzymywać pewien level chujowości, żeby nie zwariować.

Że wyznacznikami życia nie są czyste okna oraz to, żeby na 14:00 czekał na męża dwudaniowy obiad.

Że można się położyć i poleżeć. 

Że można nie pójść i nie zrobić, jeśli się czegoś nie chce.

Że warto czasem zrobić stricte dla siebie, bo tak. A jak ktoś powie, że to nieładnie, można mu powiedzieć ‚spierdalaj’ 🙂

 

Lektura wielce sympatyczna, w związku z czym, zaraz po przeczytaniu, natychmiast przekazałam dalej 🙂

Planowanie przez duże PLA :)

Biuro planowania produkcji, pytam:

– Ej, a jeśli chodzi o zakupy, to robicie je jeden raz w tygodniu i potem wszystko macie, czy codziennie coś dokupujecie i zawsze czegoś wam brakuje?

– Oczywiście, że opcja druga – odpowiadają wszyscy, niemal chórem. 

 

A to spoko, bo myślałam, że coś może ze mną nie halo 🙂

Gwiazdor październikowy

Nadejście jesieni i zaczarnianie się dni nie jest moją ulubioną porą roku.

Na szczęście w tym roku wrzesień był cudny, a i w ostatni, wyszarpany październikowi weekend, pomykałam jeszcze na rowerze w koszulce z krótkim rękawem (ha!).

Nie zmienia to jednak faktu, że październik jest miesiącem bolesnym, gdyż w tym miesiącu przypada przegląd mego wozu oraz wykup ubezpieczenia (absolutny hit jesieni, jak dla mnie, każdej ;). 

Żeby nie było nudno, w tym roku kończy mi się również dowód i paszport i też muszę wszystko w październiku ogarnąć, bo wszystko się, kurwa, kończy (szkoda, że nie październik).

I jak dziś rano tak strasznie lało, wysiadałam z wozu i jedną ręką trzymałam drzwi, żeby nie trzasnęły w samochód obok, gdyż wiało dość wściekle, a drugą parasol, dzięki czemu prawie odfrunęłam jak Mary Popppins, to sobie pomyślałam, że trochę chujowa ta jesień.

Ale co było robić, jakimś cudem mnie nie zdmuchnęło i do roboty poszłam. 

Kiedy wychodziłam z pracy pogoda była już zupełnie inna i świeciło słońce i były szalenie zdjęciowe chmurki i gdyby tak polaryzacyjnym dziś zarzucić, to każde zdjęcie na wystawę. 

Jak się wychodzi z pracy, jesień ZAWSZE wydaje się fajniejsza niż ta sama jesień rano, a jak do tego świeci słońce, to już nawet można ją [okresowo] polubić.

A do mnie jeszcze pan strażnik dziś zawołał:

– Halo, proszę pani! Ktoś dla pani prezent zostawił! Ale nie powiem kto i koniec – rzekł, wręczył mi prezent i zniknął. 

Zaglądam – książka. Zaglądam bardziej – książka Chujowej Pani Domu 🙂 No cudny to prezent przecież 🙂 

A jednak nie jest ta jesień taka najgorsza 🙂

 

P.S. Gwiazdorze Październikowy – namierzam Cię 🙂