Mam prawo jazdy od 15 lat i tyle samo lat jeżdżę.
Co prawda dostałam mandat tylko 2 razy przez wszystkie te lata, jednak nadrabiam gdzie indziej :).
Najpierw miałam malucha i w nim nie stało się nic ciekawego (podczas kiedy ja w nim przebywałam). Maluch był jednak w takim stanie, że postanowiliśmy go sprzedać, za 500 zł. Dla porównania: moja koleżanka sprzedawała wtedy rower, również za 500 zł:). W pozostawionego na parkingu malucha ktoś wjechał, masakrując drzwi, ALE zostawił karteczkę i info co się stało i dostaliśmy za niego odszkodowanie w wysokości 900 zł:)
Potem był opel kadett:
a) tymże pojazdem udało mi się ruszyć z kopyta, nie zauważywszy wcześniej, że zderzakiem zaczepiłam o śmietnik. Tenże zderzak zawirował później wysoko w górze i klapnął na ziemię, a potem miałam go przyczepionego na trytytki przez chwilę :),
b) tym samym oplem wjechałam kiedyś we Wrocławiu w tramwaj. Co ciekawe, nic się nikomu nie stało i nawet policji nie wezwali. Ogarnąwszy się trochę, wróciłam mym, nieco pokiereszowanym, wozem 70 km do domu.
W posiadanym później fiacie siena strzelił mi pasek rozrządu. TAK, podczas jazdy. Nie chcecie wiedzieć ile kosztowała naprawa :).
Następnie, w skodzie octavii udało mi się zatrzeć silnik. Wynikiem tego zdarzenia jest to, że obecnie posiadam volvo :).
Hm, co by tu zrobić w volvo, żeby nie było nudno i żeby repertuar się nie powtarzał? Co to dla mnie wymyślić coś nowego – ostatnio zepsuły mi się drzwi. Oczywiście, te od strony kierowcy, kurwa, przecież po co miały się zepsuć tylne lewe, nie? Niestety nie wiedziałam, że są zepsute, myślałam, że się mocniej domknęły i szarpnęłam za klamkę dość żywo (lata chodzenia na crossfit – nie muszę tłumaczyć, nie? 🙂 i klamka została mi w ręce.
Obecnie wsiadam do samochodu jak czołgista: muszę się wślizgnąć od strony pasażera i otworzyć sobie właz (otwieranie z kluczyka też nie działa:).
Wiem, że biorąc pod uwagę powyższe przygody, raczej powinnam jeździć autobusem, ale niestety, dopóki mnie stać, będę jeździć wozem 🙂
Bo ja jestem born driver 🙂