Rekordzista

Maszerujemy sobie naszą wesołą pracowo – familijną ekipą po Karkonoszach, zapada wieczór, w tle widać Śnieżkę w różowawych chmurach, w dolinie ryczą jelenie. Sielanka. 

Jelenie ryczą i ryczą i głos zabiera jakiś expert:

– Ej, a wiecie, że one nie ryczą przed ani po, tylko w trakcie?

Tu następuje chwila zadumy i wśród nas zapada cisza, jelenie natomiast nie przestają ryczeć.

Jeden zwłaszcza ryk jest donośny i … trwały 🙂

Idziemy. W końcu nie wytrzymuje Olek:

– Kurwa, no jak on może tak długo ryczeć!!!

– Zazdrościmy, hę? – pytam, a jeleń tymczasem ryczy dalej…

 

Taki to po…żyje 🙂

Królewna jest tylko jedna (a najwyżej dwie:)

Niedługo biegniemy bieg w naszej okolicy.

Nie jest to jakiś tam pffff bieg, ale Castle RUN, trasa bowiem prowadzi po przyzamkowych lasach.

Skro bieg jest poważny, uznałyśmy z koleżanką, że nie ma to tamto, jak zamek, to i księżniczki i KONIECZNIE musimy biec w koronach.

Nie myśląc więc długo, zamówiłam na allegro 2 ślubne tiary z diamentami i wszystkim, na bogato. Bo korona, oprócz względów estetycznych, musi też się dobrze trzymać na bani, bo trasa jest raczej wymagająca :).

Chwalę się tym zakupem w biurze.

Zakup komentuje miły Olek:

– O ja pierdolę! To ja sobie chyba miecz kupię!

 

Przelecieć się po lasach w koronie, czy z mieczykiem – bezcenne 🙂

 

Tajny agencie z trasy biegowej zgłoś się

Ostatnio przytrafiła mi się taka oto przygoda:

Wtorek, 12:00, w pracy właśnie zaczyna się godzinny lunch break, a ja, jak co wtorek, wyruszam przebiec moje okołopracowe 7,5 km.

Dzień jest słoneczny, lekko powiewa wiaterek – lecę.

Czasem biega nas nawet 5 sztuk, ale dziś jest posucha, lecę sama.

Wracam już i widzę jak biała toyota, która dotąd jechała jak wszyscy, zwolniła, a kierowca gapi się w moim kierunku. 

Dobra, myślę sobie i lecę dalej, ale toyota nie przyspiesza, co gorsza, chłop dojechał na skrzyżowanie, na którym skręcam do pracy i wysiadł! (kurwa, kurwa!).

Nie mam jednak telefonu, pocieszam się więc, że dzień jasny i lecę ile sił w nogach, Usain Bolt jednak ze mnie nie jest (chociaż by się teraz akurat przydało, żeby był:).

Facet na szczęście nie jedzie za mną, więc wracam spokojnie do roboty. 

Biorę prysznic, wracam do biura i widzę migające światełko w telefonie – czyli sms. To kolega Robert:

Czy to Ty biegałaś teraz na strefie?

Jezu, no ja! 🙂 Ty byłeś w tym białym samochodzie? Czemu nie wrzasnąłeś?

Bo ja nieśmiały jestem :).

 

I w ten oto sposób zagadka tajemniczego białego samochodu została rozwiązana 🙂