Nie nie, tym razem to nie opis kolejnej książki, gdyż ostatnio głównie biegam 🙂
Koronne półmaratony ułożyłam sobie tak, że leciałam dwa, tydzień po tygodniu: najpierw Grodzisk, który wspominam dość CIEPŁO, gdyż w piątek o 20:30 było 33,5 stopnia, natomiast rano, o 8:30 29,5. Przy zachmurzonym niebie. Start był o 9:00, na 5 km słońce wyszło i wesoło świeciło już do końca. Na szczęście nie wiem ile wtedy było stopni.
Tak sobie spaliłam plecy, że w pracy koleżanki pytały czy byłam na basenie 🙂
Wrocław tez był ciepły, ale nie aż tak, no i słońce nie waliło w gały, bo była noc. Uff 🙂
Jeszcze Wałbrzch w sierpniu, jakoś nie przewiduję, że zmarznę 🙂
Ale ja nie o tym, choć też o biegach.
W pracy mamy przerwę między 12 a 13, podczas której [zazwyczaj] biegam.
Dziś jednak nie biegałam, tylko odbierałam od szklarza lustro. Odebrałam je, wracam do roboty. Strażnik na to:
– Jak to! Dwunasta a pani jeszcze nie przebrana!?
Wygląda na to to, że pierwsze skojarzenie strażników z moją osobą to biegowe gacie 😉