Harry Potter i Książę Półkrwi – J.K. Rowling

698 stron

Dramatycznie kończy się ta część, bo ginie Albus Dumbledore :(. No i jak niby Hogwart ma dalej bez niego istnieć?

A to taaaki fajny czarodziej był!

W VI części również dowiadujemy się co nieco o życiu Toma Riddla, ciut o Horkruksach, a Harry staje się mistrzem eliksirów dzięki Księciu Półkrwi.

No i zaczyna chodzić z Ginny 🙂

 

Chylę czoło przed pomysłem pani Rowling, bo historia NAPRAWDĘ jest dobra i plecie się wcale nie gorzej jak w Millenium Stiga Larssona.

Mam jeszcze VII + VIII część, ale zanim z nimi ruszę – krótka przerwa: mam biografię Ani Przybylskiej i Bardo Szpili :).

Są wciąż dobrzy ludzie na świecie

Wczoraj mój Syn wyrżnął się na rowerze.

Nic poważnego mu się nie stało, ale rozwalił sobie łokieć i z tym rozwalonym łokciem najpierw zadzwonił, a potem poleciał do mej Matki Teresy, która wystąpiła w roli stacji opatrunkowej.

Łokieć został opatrzony, ale telefon w tajemniczych okolicznościach przyrody zniknął. 

Przejrzeliśmy wszystkie podejrzane miejsca, w których mógł się ukryć (bez sukcesów), więc, niewiele myśląc, dzwonię na Synowy telefon.

Odbiera chłop:

– Dzień dobry! Ja czekałam na telefon, bo ja ten telefon znalem. Koło żabki. 

– O, to bardzo się cieszę – mówię – bo to telefon mojego Syna. Jak mogę go odebrać?

– Jak pani będzie za 10 minut koła żabki, to ja też będę. Chyba, że potrzebuje pani więcej czasu.

– Nie, dzięki, za 10 minut będę.

 

Przybyłam i facet mi telefon oddał. Wiadomo, nie był to najnowszy ajfon, tylko starszawy samsung, ale już smarfton :).

Ale mógł nie oddać, nie?

Fajnie jednak, że oddał:)

Klasyk

Z rzeczy, które by mi się przydały (nie, że wcale nie mam – wiadomo – ale albo mało albo brzydkie albo coś) to torba i jakaś bluzka z krótkim rękawem.

Więc poleciałam do sklepu.

I kupiłam co?

Buty 🙂

Brawo ja, pani tfu, tfu planistka 😉

Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa – Haruki Murakami

350 stron

Książkę mam od mej Matki Teresy, a ona ma ją z biblioteki 🙂

Fajna spokojna opowieść, dobrze mi się czyta Murakamiego.

Historia jest o facecie, Tsukuru Tazakim, kawalerze, lat 36, który mieszka w Tokio i buduje dworce kolejowe.

To, jeśli chodzi o teraz.

Jednak 16 lat temu Tsukuru był członkiem pięcioosobowej grupy przyjaciół, z której go wyrzucono, bez podawania powodu, niestety. Tsukury przeżył to ciężko, miał nawet w planie targnięcie się na własne życie, ogarnął się jakoś jednak.

Teraz poznaje dziewczynę, Sarę, która nakłania go do wyjaśnienia sprawy z przeszłości. Sama znajduje mu informacje o dawnych przyjaciołach: Czerwonym, Niebieskim, Czarnej i Białej, ale resztę Tsukuru musi zrobić sam: wybrać się do Nagoi, a nawet do Finlandii.

Dobra naprawdę – polecam.

 

Błogo[ść]

Kiedy człowiek żyje tak jak ja, czyli wstaje 5:45 i potem ogień i zawsze ma się w bani długą listę TO DO i zazwyczaj, mimo wielu pozycji odhaczonych, i tak z wieloma jest się w czarnej, miło od czasu do czasu zbastować.

Zrobić sobie relax i detox 🙂

I przełączyć się na tryb jem-śpię-czytam-jeżdżę-na-rowerze 🙂

Boski czas.

Zapytam Kierownika, czy nie mogłabym w tymże trybie pracować 😉

Nie opuszczaj mnie – Kazuo Ishiguro

319 stron

Książkę pożyczyła mi Dziunia, czyli Teściówka II 🙂

Och och, no i któż by pomyślał, że zemnie taka wielka czytaczka japońskich pisarzy się, prawda zrobiła? Przez lata tylko krzyż i czosnek, jeśli o czymkolwiek japońskim ktoś wspomniał, a teraz proszsz, Isiguro czyta, hondą jeździ, rodzinę na sushi zaprasza, a kolejny Murakami już czeka. Tylko oczy mi się skośne zrobią i po sprawie 😉

Ta książka dostała literackiego Nobla w 2017, jak piszą na okładce i słusznie, bo pomysł jest dobry, nawet bardzo. Jest to historia grupy ludzi, których sklonowano po to, żeby stali się dawcami organów. Poznajemy ich, kiedy mają około 10 lat i są w specjalnym ośrodku – i potem lecimy z nimi przez resztę życia. Co wiedzą, bo im powiedziano, czego nie wiedzą, co czują, jak czują i jacy są. Głowni bohaterowie to Kathie, Ruth i Tommy, ale więcej nie zdradzam, bo naprawdę warto przeczytać.

Mam na imię Lucy – Elizabeth Strout

203 strony

Książkę kupiła mi Renatka, a jest z tej, na której zapisuję sobie, jak coś ciekawego książce przeczytam.

I nie wiem co sądzić, bo książka jest dziwna.

Bardzo spokojna i powolna. Z cyklu takich, o których mój Mąż mówi, że nic się w nich nie dzieje. 

I pełna niedopowiedzeń.

Kobita leży w szpitalu i odwiedza ją matka, z którą kontakt ma słaby, a ich życie, gdy owa córka była mała, nie było różowe. Żadna z nich nie jest w stanie porozmawiać o tym, o czym NAPRAWDĘ by trzeba było, w zamian gadają o pierdołach. Tu opcja jest taka, że albo o pierdołach, albo o niczym.

National Public Radio napisało o niej ‚zachwycająco prosta i powściągliwa’. Prosta i powściągliwa się zgodzę, mam wątpliwości co do ‚zachwycająco’.

Harry Potter i Zakon Feniksa – J.K. Rowling

950 stron (kurwa)

Skończyłam 🙂 Fajnie się czyta, jak wszystkie części, ALE ta jest ciężka (wagowo), więc jest lekturą słabo podróżną, więc trochę trwało zanim osiągnęłam metę.

Do tego w tej części dzieje się dokładnie to, co obecnie w naszym kraju: Hogwart działał dobrze, do czasu, kiedy Ministerstwo Magii zaczęło w nim mieszać, sprezentowując mu Wielkiego Inkwizytora w [uroczej] osobie Uxbridge, która wtrąca się we wszystko, co prowadzi do tego, że Hogwart przestaje go przypominać. Brakowało tylko pasków informacyjnych na dołach stron i byłby komplet 😉

W tej części również Harry uczy się oklumencji, tworzą GD, umiera Łapa i Harry poznaje przepowiednię, czyli albo on albo Voldenmort. Czyli w VI będzie się działo.

Ale na razie robię przerwę od HP, na 2 książki co najmniej 🙂

Jutro oglądamy V film, gdyż zasada w domu jest taka, że jak cała rodzina przeczyta daną część, oglądamy film. Na razie najsłabszym ogniwem czytelniczym harrystycznym jestem ja 😦