A ja żem jej powiedziała – Katarzyna Nosowska

200 stron, ale de facto do czytania jest max 100, bo reszta to gryzmołki i ilustracje.

Książkę pożyczyłam mi Sąsiadka w niedzielę, a na me jęczenia, że teraz coś z czytaniem się wlokę rzekła krótko: e tam, zaraz skończysz. Dziś skończyłam 🙂

Jest to zbiór kilkudziesięciu bardzo krótkich felietonów na tematy bardzo różne – to dopełnienie krótkich instagramowych filmików Kaśki, w których doradza sobie samej, zaczynając owe porady od słów ‚A ja żem jej powiedziała’ właśnie.

Czyta się rzecz chętnie i bardzo szybko. Niektóre są bardziej filozoficzne, niektóre bardziej komiczne. 

Jeśli ktoś chce wziąć lekturę na plażę, proponuję zabrać coś jeszcze, bo czytanie jej idzie wściekle szybko :).

 

 

I want to ride my bicycle

Informacja, która jest ważna dla tej historii to fakt, że nasze biuro ma 140 m2. Dość sporo jak na 5 osób 🙂

Druga ważna informacja to to, że mój Kierownik jest rowerzysto-kolarzystą i ma fajny rower z super-extra siodełkiem od którego [podobno] nie boli dupa [ta – jasne].

Ostatnio rzeczony Kierownik przyjechał do pracy rowerem i, porzuciwszy go w biurze, oddalił się. Natychmiast uznaliśmy, że to dobry moment, żeby sprawdzić to, prawda, ą ę siodełko.

Najpierw jechał Olek (dupa boli – wykazały badania). Jechał po biurze, wokół stołu konferencyjnego – żeby nie było wątpliwości 🙂

Potem ‚jechałam’ ja, co było wyczynem nad wyraz trudnym, gdyż a) byłam w wąskiej spódnicy i wsiadanie w niej na ZA WYSOKI rower jest mało wygodne, w związku z tym Karol i Olek musieli rower trzymać i 2) potem, jak już wsiadłam, musieli rower ze mną prowadzić, gdyż Kierownik jest wyższy i ja nie daję rady pedałować, bo nie sięgam zbytnio do pedałów. Mimo niedogodności jestem w stanie potwierdzić, że dupa na tym siodełku boli.

Ostatni jechał Karol (dupa boli – potwierdzone) i akurat gdy wyjechał zza zakrętu, wszedł do nas do biura kolega od szkoleń. 

Trzeba było widzieć jego brew – ze zdziwienia  prawie zrównała się z włosami :):):).

Ach, życie biurowe 😉

Problemy z zakupem butów biegowych

Kupowanie butów biegowych jest dla mnie koszmarem, gdyż ciężko jest odgadnąć, czy buty, które w sklepie są przebosko miękkie i superlekkie nie wyżrą, na przykład, paznokci na 10-tym kilometrze, czego, niestety, nigdy nie widać w sklepie, nawet, gdy sprzedawca zachęca: ‚Ale proszę się przebiec’.

(Ale mogę? Całe 150 metrów? Naprawdę – dzięki, to mi wszystko wyjaśni 😉

Tym razem jednak sytuacja wydawała się prostsza, gdyż znalazłam sobie w sklepie internetowym takie buty jak mam, tylko inny kolor – wspaniale – myślę – te są sprawdzone, kupię sobie drugie identyczne i z bani. 

Jedyne, co mi było potrzebne, to numer butów.

Pudełka – oczywiście – nie mam, ale nic nie szkodzi, bo przecież jest napisane na języku.

Sunę przeto, wyciągam buciory, wywalam język (ten z butów) i co?

I chuj 🙂

Numer się starł, nie pamiętam jaki był, muszę jechać do sklepu i zmierzyć.

Wrrrr!!!

Bardo – Agnieszka Szpila [Powieść lustro, w którym przejrzy się cała Polska]

269 stron

Książkę dostałam na imieniny od Tereski 🙂

 

Hm, od czego by tu zacząć? Chyba trzeba od tego, że, jako naród, jesteśmy dość ostro popierdoleni i w zasadzie o tym jest ta książka. 

Gdyby nie była o nas samych, można by boki zrywać od pierwszej strony, ale jak sobie człek zda sprawę, że to w zasadzie o nim, to już tak śmiesznie nie jest.

Ta nasza zaściankowość i (s)religijność, nawet brak próby podjęcia bycia tolerancyjnym, ech.

Każdemu się dostało, każdemu słusznie 🙂

Warto przeczytać, a nuż ta książka sprawi, że się zmienimy? Albo chociaż dostrzeżemy, jaki jesteśmy pierdolnięci?

 

Charakterem numer jeden w tej powieści jest Jezus (który, jak sam mówi, nie pierdoli się w tańcu:), który nie jest, jak zawsze, nudnym facetem w długich włosach fruwającym na chmurce, tylko całkiem do rzeczy kolesiem. Jak kościół zacznie pokazywać TAKIEGO Jezusa, obiecuję, rozważę comeback.

Tymczasem Jezus rozmawia z Małgorzatą o cudach:

– „A z chodzeniem po wodze to jak? Też nieprawda?

– Autosugestia, Małgorzato! Po węglach rozżarzonych nawet korporacyjne gnojki dziś chodzą, jak ich tylko ktoś, kto potrafi to robić, dobrze poprowadzi i przygotuje, to co – po wodzie nie przejdziesz? Dostęp do cudów każdy ma taki sam. To tylko kwestia wiary, Małgorzato. O! wsadź mi  tutaj w tę ranę po włóczni – powiedział – swój palec maleńki. Widzisz? Zapada się. Zapad się w ranie. A ja ani się skrzywię. Nie czuję nic. Tak mi ojciec mózg wyprał. Taki coaching zrobił. „

Bardzo dobra – koniecznie 🙂

Monsta

Niedawno przybyli do nas nasi koledzy z centrali, gdyż żywo zainteresował ich nasz proces (w końcu:).

Jako background trzeba rzec, o czym pewnie już kiedyś wspominałam, że są 2 zakłady naszej firmy w naszym mieście: stary i nowy. Kiedyś pracowałam w starym, a teraz pracuję w nowym. No i jeden z rzeczonych kolegów z centrali pyta mojego Kiercia:

– A czy ktoś z twojego działu pracował kiedyś w tym starym zakładzie?

– Tak – odpowiada Kiercio, zgodnie z prawdą zresztą.

– A kto? 

– No Maria i Karol…

– I JA – odzywam się, w obawie przed pominięciem.

Na to spogląda na mnie Kiercio mojego Kiercia (który onegdaj był moim bezpośrednim) i wyznaje z dumą:

– I created this monster.

 🙂

Naprawdę fajnie zastać docenionym w pracy 🙂