Halston, Netflix, 2021

Netflix kusi 😊

Wyczytałam gdzieś, że Halston fajny i, oczywiście, poleciał prawie cały serial praktycznie na raz 😊. (Spokojnie, to tylko 1 sezon i 5 odcinków).

Chłop stworzył w USA modowe imperium, zaczął od toczka dla Jackie Kennedy, a potem…jakoś poszło.

W pewnym okresie projektował już wszystko: ubrania, walizki.

Wielki talent.

Oczywiście ekscentryczny, ultra zapatrzony w siebie i uzależniony od alkoholu i narkotyków.

PLUS, tradycyjnie, pierdolnięty ojciec i ciężkie dzieciństwo.

Wielbiciel orchidei, na które wydawał miliony, bo musiał być nimi otoczony zawsze i wszędzie.

Jaka szkoda, że takie sławy zazwyczaj kończą w bardzo podobnym stylu: chore, biedne i samotne.

Wzdech.

Pitch Perfect

 

Pitch Perfect

Reż. Jason Moore, 2012, Netflix

Są wieczory, na które potrzebny jest człowiekowi film lekki i pogodny, nie zmuszający za bardzo do myślenia.

To był jeden z tych (i filmów i wieczorów).

Żeby nie oglądać kolejny raz Dirty Dancing i Mamma Mia 😉, wybrałam coś, czego nie znam, albo przynajmniej – nie całe.

Znam [spokojnie, nie osobiście;] główną bohaterkę, Annę Kendrick, kobita pięknie śpiewa, wielokrotnie widziałam urywki filmu na Youtubie, było więc jasne, że przynajmniej dla jednej z lasek warto rzecz obejrzeć.

Film jest o tym, że rzeczona Anna (Becka) zaczyna studia na uniwerku, co średnio ją cieszy, bo wolałaby tworzyć muzykę.

Ojciec daje jej ultimatum, że jak przebrnie przez pierwszy rok i dołączy do jakiegoś klubu, ale tak naprawdę, angażując się, to, jeśli dalej będzie chciała zrezygnować, nawet sam ją do jej upragnionego LA zawiezie, żeby sobie tam mogła muzykę tworzyć.

Zatem Becka, po przesłuchanych, dołącza więc do zespołu Bellas, którego skład musi się odrodzić.

Bellas śpiewają ładnie, ale w kółko te same piosenki, bo taki jest zamysł szefowej zespołu, która z wyglądu [i z myślenia;] jest typem laski z urzędu: pokręcone blond włosy + sweterki z falbaną.

‘Firmowe’ stroje Bellas to również niemalże strój stewardessy, z apaszką na szyi włącznie.

Dramat 😊

Jak łatwo przewidzieć, wszystko zmienia się (oczywiście, że na dobre) w momencie, kiedy sterowanie zespołem przechodzi w ręce Becki.

Miło zobaczyć.

Ale pracy psychologicznej na jego podstawie nie napiszecie 😉

Horyzont – Jakub Małecki

221 stron, Legimi

Zdarza mi się czytać rankingi książek, czytam potem o czym są i zapisuję sobie te, które wydają się być fajne.

Stąd, zapewne, Małecki na mojej liście.

Wcześniej go nie znałam, a szkoda.

‘Horyzont’ świetny, totalnie mój klimat.

Trochę psychologiczny, trochę o wojnie, trochę o ludziach, o samotności, o niedopasowaniu – o życiu.

Maniek to snajper po misji w Afganistanie, który po powrocie nie może sobie nigdzie znaleźć miejsca. Oczekiwał, że będzie podziwianym przez wszystkich bohaterem, a jest problemem. Chyba najbardziej dla siebie.

Zuza to, na pierwszy rzut oka, super wyluzowana i umiejąca się wszędzie znaleźć laska, ale to tylko pozory, bo w jej środku jest ona i jej mama i jej tato i babcia i wszyscy się w tym jej wnętrzu kłębią.

 I z tym wszystkim trzeba jakoś żyć.

Zuza i Maniek, w swoich 20-metrowych mieszkaniach na Mokotowie.

‘Horyzont’ mnie urzekł, sprawdziłam co jeszcze jest w Legimi i zaraz biorę się za Dygot.

Rosół w bazie:

Na koniec mała próbka:

            „Wraz z rozwiązaniem jednego problemu pojawia się jednak kolejny: kto ma koguta zabić. Jesteśmy w najczęściej ostrzeliwanej bazie na najbardziej bojowej ze wszystkich misji w Afganistanie, mamy blisko tysiąc pulsujących testosteronem facetów, którzy na co dzień uczestniczą w wymianach ognia, a kiedy przychodzi do ukręcenia łba kurze, wszyscy nagle mają mnóstwo innych obowiązków. Powtarzają, że nigdy tego nie robili, niektórzy dziwnie długo patrzą zwierzęciu w oczy. Sam, myśląc o jego uśmierceniu, czuję się nieswojo.

            W końcu jedyną odważną okazuje się Ewa. Bierze koguta na stronę i wraca z materiałem na rosół, który wręcza Miętowemu.

            Tymczasem przed schronem jakiś zator. Wszyscy tłoczą się, klnąc i wrzeszcząc. Próbuję dopchać się na początek, zobaczyć o co chodzi, ale inni robią to samo. W końcu staję na palcach i słyszę, jak Miętowy drze się ze schronu:

– Jak mi tu teraz wszyscy wpadniecie, to nie upilnuję, wszystko mi rozjebiecie! Za długo czekam na ten rosół. Nie ma mowy, kurwa, nie!

            Tamtego dnia, mimo ostrzału bazy, Miętowy nie wpuścił żołnierzy do schronu. Nic się nie wydarzyło, pociski ominęły nas z daleka, ale sprawa wyglądała na poważną. Myśleliśmy wtedy, że go rozszarpiemy. Ryzykował życie nas wszystkich, bo nie chciał, żeby ktoś wywrócił mu garnek z zupą. Po zakończeniu ostrzału otworzył drzwi, aby zmierzyć się z konsekwencjami. Stary wszedł z nim do środka i podobno dał mu w mordę. Nagany nie dał.

            Pod wieczór zjedliśmy rosół. Był pyszny.”

Bezmatek – Mira Marcinów

92 strony, Legimi

Książka mało dopasowana nastrojem do okoliczności, w których ją czytałam, ale bywa i tak.

Zapomniałam zabrać papierową książki na wyjazd do Energylandii, więc szybko ściągnęłam na telefon tą, bo rzuciła się w oko jako pierwsza na mojej książkowej liście i poszło.

Bardzo dobra i bardzo mocna książka.

O śmierci matki.

Napisana językiem nie wzniosłym, nie patetycznym, ale zwykłym, dosadnym, córkowym.

Językiem córki, która bardzo kochała swoją matką, a matka jej umarła.

I córka nie może tego w żaden sposób ogarnąć.

Czy to w ogóle jest możliwe?

‘O tym, że moja matka jest nieśmiertelna, dowiedziałam się dopiero po jej śmierci. I skąd to niby miałam wiedzieć?’

‘Właśnie taka ją pamiętam – nieosiągalną. Nikt nie mógł jej mieć. Mężczyznom umykała jako żona lub kochanka, ja nie mogłam jej mieć jako mamy.

Kto by pomyślał, że moja matka złamie mi serce?

A od rana od nowa trzeba się zmierzyć z tym, że jednak umarła.’

‘Wpadł mi do serca ice fresh, mamo.’

‘Bardzo chcę leżeć na ziemi, twarzą do ziemi, brzuchem do matki. Kapałabym do niej. Słona. Samotna. Niezakorzeniona.’

‘Gdy umiera ci matka, to jest takie uczucie, jakby wyrywano ci wnętrzności – te z klatki piersiowej – gołymi rękami, a trochę jednak gorzej.’

Dawno nie czytałam czegoś tak druzgocząco szczerego.

Polecam tym, którzy udźwigną.

Samotny jak Szwed? – Katarzyna Tubylewicz

163 strony, Legimi

 Książka z mojej listy, więc drapnęłam.

Ciekawy reportaż o samotności Szwedów i samotności w ogóle. Czy samotność jest zła? Czy Szwedzi sami ją wybierają? Czy to, że [w zasadzie każdy] Szwed potrafi zaopiekować się sam to społeczny sukces czy problem?

Tubylewicz przeprowadza też wiele ciekawych z pisarzami – jednym z bardziej samotnych zawodów świata, rozmawia z nimi na temat ich samotnej pracy, rozmawia (już nie tylko z pisarzami) o samotności w obliczu zbliżającej się śmierci i samotności w medytacji.

 A książkę pisze podróżując ze swoim dorosłym synem po bezdrożach Szwecji, głównie w ciszy, która ich oboje cieszy.

On fotografuje, ona zbiera materiały.

‘Malin Ekman, szwedzka dziennikarka mieszkająca w mieście samotności absolutnej, czyli nowym Jorku, opisała swoją potrzebę samotności i lęk przed nią w pięknym tekście opublikowanym w dzienniku „Svenska Dagbladet”: „Samotność, która mnie najbardziej przerażała to ta, która pojawia się w towarzystwie innych ludzi. Niezdolność przebicie się. Rozmowa, której słowa nic nie pozostawiają. Bycie z pozoru częścią kontekstu, ale w rzeczywistości bycie poza nim.”’

‚Myślę, że najniebezpieczniejszą konsekwencją skrajnego indywidualizmu jest to, że inni mogą cię zupełnie przestać interesować. Możesz też dojść do wniosku, że twoje obowiązki względem społeczeństwa załatwia płacenie podatków.’

 ‘Blaise Pascal napisał kiedyś, że wszystkie ludzkie nieszczęścia biorą się stąd, że człowiek nie potrafi usiedzieć samotnie w pokoju.’

 W rozmowie o medytacji:

 ‘Ale dlaczego tak ważne jest, żeby pozwolić się ujawnić nieprzyjemnym myślom i uczuciom?

To zależy od tego, czego pragniemy. Jeśli człowiek nie chce się rozwijać, jeśli nie chce zobaczyć wszystkich mechanizmów obronnych, które stosuje, by uciec przed prawdą o sobie, to może oczywiście uciekać, ile tylko się da. Problem polega jedynie na tym, że wcześniej czy później owa niechciana prawda i tak wyjdzie na jaw.’

 Ja chyba jestem taka trochę samotnie-szwedzka 😊. Są [liczne] chwile, kiedy lubię być sama, lubię jak jest cicho i jak jest spokój.

Sto razy wolę być sama w domu i czytać, niż słuchać czyjegoś bezsensownego mielenia ozorem, który wnosi jedynie, że jest głośno. Słowa nie mają sensu, ładu i składu, tylko dźwięk, do tego za głośny.

Lubię swoje towarzystwo i (podobnie jak Szwedzi😊) czuję błogość i spokój w kontakcie z naturą, lubię być na świeżym powietrzu w każdą pogodę, nawet jak jest mgła i wieje. Nic mi tak nie odciąża głowy jak samotne latanie po lesie.

 Czy to już czas na [samotne] rozejrzenie się za szwedzkim domku na uboczu?

 Rozważę 😊

Tylko ten język…

A książkę polecam tym, którzy lubią niespieszne reportaże. 

Nieposkromiona – Glennon Doyle Melton

318 stron, książka jest Basi

‘Lekka’ – powiedziała.

Kiedy Baśka mi tę książkę podrzuciła, zapytałam: i jak?

Ponieważ jestem raczej słabą czytaczką poradników, ciężko mi było zgadnąć co to znaczy, ale liczyłam raczej na coś w rodzaju ‘Czułej przewodniczki’ niż licznym stron zapisanych czcionkę dwójką o pracy mózgu 😊. Zaiste 😊

 Książka jest przyjazna, nie nadęta i czyta się to wszystko bardzo przyjemnie bez poczucia przygniecenia do ziemi wszystkim, czego nie zrobiłyśmy, a powinnyśmy.

Historia kobity jest dobra, bo babka a) najpierw piła i ćpała. Przestała i wylądowała. Ma trójkę dzieci, miała męża, pisała bardzo poczytne poradniki (dalej pisze).

Ale czuła, że w jej życiu cały czas coś nie halo.

Bo ona zawsze wolała kobity.

No i spotkała tą swoją kobitę 😊. Rozwiodła się z mężem. Ożeniła się z tą kobitą, są szczęśliwe.

 A książka generalnie jest o tym, żeby zajrzeć w głąb siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy życie, którym żyjemy nam gra. NAM. Nie rodzinie, nie babci, nie społecznym oczekiwaniom, nie mężowi/żonie. NAM.

Głównie kobietom.

Bo świat i tak jest męski. Matki wychowują swoich synów na bogów ze statusem VIPa, bez żadnych obowiązków, za to z licznymi prawami, roszczeniami i wymaganiami, a żony często ich z tego błędu nie wyprowadzają. I jest klops.  

 

 

A kobity siedzą zahukane, nieszczęśliwe, wciśnięte w to, czego się od nich oczekuje, a nie robiące to, czego by naprawdę chciały.

Bez sensu.

 Nie wszystko z ‘Nieposkoromionej’ jest dla mnie do wzięcia, ale dużo tematów jest naprawdę ciekawych i wartych rozważenia. Zwłaszcza dla tych zastanawiających się nad sobą i na zakręcie życiowym.

Jak ja 😊.

Polecam i wrzucam kilka cytatów, które mnie urzekły:

 Sytuacja jest taka, że w pokoju siedzi młodzież, oglądają TV, ktoś zagląda do pokoju i pyta, czy chcą coś do jedzenia.

Chłopaki, nie odrywając wzroku od TV od razu mówią, że tak i mówią co, dziewczyny patrzą najpierw na chłopaków, potem jedna na drugą, a potem mówią, że nie ☹:

‘Chłopcy spojrzeli wewnątrz siebie. Dziewczyny spojrzały na zewnątrz.

Zapomniałyśmy, w jaki sposób znajdować odpowiedzi, kiedy nauczyłyśmy się zadowalać innych.

To dlatego żyjemy głodne.’

 ‘Łuk moralności w naszym życiu zakrzywia się w kierunku tego, co ma sens – zwłaszcza jeśli naginamy go  w ten sposób z całej swojej cholernej siły.’

‘Każda prawda to przysługa, nawet jeśli inni czują się przez nią niekomfortowo. Każda nieszczerość to nieżyczliwość, nawet jeśli innym jest dzięki niej wygodnie.’

 A to bardzo trafne o telefonach:

 ‘Ale ja najbardziej martwię się tym, że kiedy wręczamy naszym dzieciom telefony, kradniemy im nudę. W rezultacie wychowujemy pokolenie pisarzy, którzy nigdy nie zaczną pisać, artystów, którzy nigdy nie zaczną szkicować, kucharzy, którzy nigdy nie zrobią bałaganu w kuchni, sportowców, którzy nigdy nie kopną piłki o ścianę, muzyków, którzy nigdy nie sięgną po gitarę cioci i nie zaczną brzdąkać.’

 A to dla mnie hit, kwintesencja tego, czego matki NIE UCZĄ swoich synów i z czego potem wynikają liczne nieporozumienia:

 ‘Następnego dnia zostawiłam Chase’owi listę obowiązków domowych do wykonania. Nie skończył ich. Kiedy go o to zapytałam, powiedział:

– Bardzo przepraszam, mamo, mam jutro duży test z fizyki.

– Nie, to ja przepraszam, Chase – powiedziałam. – Wysłałam ci niewłaściwy komunikat. Przypadkiem nauczyłam cię, że osiągnięcia tam, w świecie, są ważniejsze niż obowiązki rodzinne tutaj. Nauczyłam cię, że na dom poświęcasz resztki energii, a na zewnątrz dajesz z siebie to, co najlepsze. Muszę to naprawić, dlatego kwestia zasadnicza jest taka: guzik mnie obchodzi, na jak wielki szacunek dla siebie zapracujesz w świecie, jeśli nie będziesz okazywał szacunku ludziom w swoim domu. Jeśli tego nie zrobisz właściwie, nic, co zrobisz na zewnętrz, nie będzie miało większego znaczenia.

            Nasi chłopcy rodzą się ogromnym potencjałem, by być opiekunami, troskliwymi, kochającymi i usłużnymi. Przestańmy ich tego oduczać.’

 Więc kobity, chciejmy być sobą i róbmy to, czego SAME chcemy.

Trzymam za nas kciuki 😊.

Kac Vegas w Bangkoku

Reż. Todd Phillipps 2011, Netflix z Synem

Ponieważ jedynka weszła jak złoto, postanowiliśmy ogarnąć i dwójkę.

Niepotrzebnie.

Jeśli ktoś widział jedynkę, to jakby widział dwójkę, bo wszystko jest zerżnięte i skopiowane – bez sensu. MOŻE gdyby oglądać je w takim odstępie jak powstawały, czyli po dwuletniej przerwie, to może, ale na pewno nie dzień po dniu.

I na koniec znów oglądają zdjęcia, tym razem na komórce.

Więc – nie.

Oczywiście, że dwójkę też już kiedyś widziałam, ale najwidoczniej w jakimś odstępie czasu, bo nie pamiętam, żeby mnie tak raziła.

Jak wczoraj Syn zaproponował, że może polecimy z trójką, powiedziałam pass i zaległam z książką. MIMO, że zachęcał, że tym razem nikt się nie żeni 😉.

 Co za dużo to niezdrowo 😊.

Kac Vegas

Reż. Todd Philips, 2009, Netflix z Synem 😁

Oczywiście, że widziałam już Kac Vegas, a ten końcowy moment ze zdjęciami🤪🤦‍♀️ z rzeczonej imprezy, to nawet kilka razy, ale cały film oglądałam dawno i pomyślałam, że czas sobie to arcydzieło przypomnieć😁.

A że Syn go nie widział, to w piątkowy wieczór rzecz zapuściliśmy🙂.

Jeśli jest na ziemi ktoś, kto nie wie o czym jest film, to uprzejmie informuję, że o grupie czterech facetów, którzy jadą do Las Vegas na wieczór kawalerski jednego z nich. Trzech z nich to kumple od lat, a jeden to odklejony czub, ale i brat panny młodej, niestety, więc nie wypada go nie zabrać (choć, wiadomo, że całe trójka bardzo tego pragnie😁).

Docierają do Las Vegas, wieczorem, przed wyjściem na szeroko pojęte miasto piją wódkę na dachu swego wypasionego hotelu i… to jest ostatnia rzecz, którą pamiętają. Rano budzą się w swoim pokoju, w którym panuje nieziemski sajgon, w kiblu jest tygrys, pana młodego brakuje, a jeden z uczestników imprezy nie ma zęba🤪.

Zabawa zaczyna się, gdy panowie próbują sobie przypomnieć co też tej zapomnianej nocy się działo🙂.

Szczegółów nie zdradzam, film polecam i każdemu życzę takiego wieczoru kawakerskiego. No, może bez tygrysa🤪.

Co kryją jej oczy

Reż. Erik Richter Strand, 2021, Netflix

Zapomniałam kto mi ten serial polecał, ale kartkę z tytułem miałam na lodówce. Sąsiadka młodsza (12) mi go odradzała, ale że wczoraj zrobiłam 25 po górach i ogarnęłam ogródek, w związku w czym wieczorem mogłam już tylko leżeć, serial obejrzałam: wczoraj 4 odcinki, dziś 2 i siema, po sprawie.

Całe życie uwielbiałam książki o psycholach i ta miłość w tym filmie się przydaje🤪: jest sobie samotna, ciemnoskóra kobieta z dzieckiem, która zaczyna romans z żonatym facetem, który, żeby nie było za nudno, okazuje się być jej szefem👌🤦‍♀️. A żeby było jeszcze ciekawiej, poznaje (i zaprzyjaźnia się!!!) z jego tajemniczą, [mimozowatą], wiecznie ubraną na biało, czarnowłosą i z przeraźliwie niebieskimi oczami żoną.

Więcej nic nie zdradzam, natomiast bardzo polecam😁.

Ekstradycja – Remigiusz Mróz (czyli Chyłka 11)

493 strony, Legimi

Uczucie utrzymujące się po ostatniej Chyłce nie minęło – kobita jest ultra wulgarna i to, że ktokolwiek z nią wytrzymuje, to musi być fikcja literacka (graty dla Kordiana, należy się chłopu order) 😉.

Za dużo gówna wylewa wszędzie i na wszystkich, nie wita się, praktycznie nie dziękuje i wszystkich uważa za [co najmniej] upośledzonych.

Sama natomiast kryminalna intryga ‚Ekstradycji’ jest dobra: Chyłka jak zwykle jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie i wraca stamtąd, że użyję jej języka, na pełnej kurwie. Od razu rozkręca się afera, bo w mediach pokazuje foto Langera, który [przecież] nie żyje, bo [przecież] Chyłka wyrzuciła go z balkonu.

Oryński w międzyczasie broni chłopa podejrzewanego o morderstwo, który był w śpiączce 3 miesiące, obudził się i nic nie pamięta.

Dobra pozycja z serii ‘literatura lekka’, którą dzięki Legimi w telefonie można czytać gdziekolwiek, nawet jak się nie zabrało czytnika 😊.

Oczywiście, że serię do końca doczytam.

Oczywiście, że cenię mądre i stanowcze kobiety. Ale mądre i stanowcze kobiety niekoniecznie muszą być chamskimi bura[cz]kami.

Tym optymistycznym akcentem kończę, a tym, którym chyłkowa buraczaność nie przeszkadza – polecam🙂.