Żółty z Glinna

Wymyśliłam sobie taki projekt, że w przyszłym roku, w miarę możliwości, poobczajam nowe (dla mnie oczywiście) lokalne trasy pieszo-biegowo-rowerowe. Zdarza mi się to czasem (jestem w grupie Dolny Śląsk rowerem na przykład, i też czasem coś tam napiszę:), ale teraz postaram się w paru słowach opisać TU gdzie byłam i jak tam dotrzeć.

Żółty z Glinna polecił mi mój wieloletni kolega Rysiek, przewodnik górski zresztą, który za młodu z dziką radością potrafił wpatrywać się w mapę godzinami. Ilekroć poszło się z nim gdziekolwiek w okolicy, stojąc na KAŻDYM szczycie potrafił nazwać KAŻDY, który było widać :). [Ja ogarniam tylko te z wieżami póki co ;)].

Kazał mi ruszyć od kościoła (żółty ZA kościołem – tak dokładnie powiedział), tam też się zatrzymałam – dotarłam samochodem, uwaga, do droga z Zagórza Śląskiego jest wąska, kręta, stroma i NIE jednokierunkowa🤦‍♀️ (samo Glinno jest małe, a kościół jest jeden, więc tu sprawa jasna) Ruszyłam. Żółty idzie od kościoła w dwie różne strony i w każdą stronę jest w górę, więc postanowiłam obczaić obie trasy.

Najpierw ruszyłam tak, jak pokazuje żółta strzałka: z asfaltu po jakiś 100-200 metrach od kościoła skręca się na polną drogę, za domem. Najpierw idzie się trochę pod górę polami, potem trochę po lesie – wciąż delikatnymi pagórami (po drodze, na żółtym jest jeszcze Kroacka Studzienka, ale była cała zamarznięta i w cieniu, więc nawet nie robiłam zdjęcia. Próbowałam zdrapać śnieg z napisu, ale przymarzł (było -10!), więc dałam spokój), końcówka to znów pola z pięknymi widokami na pobliskie szczyty. Z żółtego skręciłam na zielony i wróciłam, końcówka to już asfalt) pod kościół.

Stamtąd ZNÓW ruszyłam żółtym (który leci z niebieskim), asfaltem do góry (z 500 metrów, może więcej), potem oba skręcają w polną drogę i tam też jest pięknie: bardziej widokowo, bo wyżej, ścieżka czasem wchodzi do lasu, a potem z niego wyłazi i znów widoki są piękne.

To pierwsze kółko może być nawet dla osób słabiej chodzących, bo nie ma tam dramatycznych przewyższeń. I fajna trasa na lato, bo spora część jest w lesie, czyli w cieniu.

A co NAJWAŻNIEJSZE byłam SAMA. (Dla odmiany okoliczna Andrzejówka zapchała się dziś samochodami PO KORECZEK :). Kto się tam wybrał, pewnie dalej tam jest ;).

Ja przez 10 km trasy spotkałam na szlaku 1 chłopa + jednego starszego pana (przy domu przy żółtym szlaku), który – na szczęście – poinformował mnie, że sfora psów, która przeleciała obok – jakieś 10 szt – NIE gryzie. Uff, miło, że nie wybrały się ze mną ;).

Jako bonus, kiedy szłam przez las przez który przedzierało się słońce, jakieś 300 metrów ode mnie przebiegły 3 wielkie jelenie! Z tą przyprószoną śniegiem ścieżką i jeleniami czułam się jak w Narni :).

W dni wolne od pracy serdecznie polecam trasy NIEOCZYWISTE: NIE Andrzejówkę, NIE Trójgarb, NIE Chełmiec, NIE Borową, a już ABSOLUTNIE NIE Śnieżkę. No chyba, że ktoś lubi pochody pierwszomajowe :).


The Crown

Oczywiście Netflix; sezony 1-4

‚Koronę’ poleciła mi Maryla, czyli moja Kumpelka z UK, oglądałam sama, po angielsku (ale z napisami, bo po tylu latach NIE oglądania filmów po angielsku (oczywiście, że z lenistwa, dopiero w tym roku Syn zapytał: mamo, a dlaczego ty nie oglądasz filmów po angielsku – to dobra, teraz oglądam) jest mi ciężko ogarnąć. Oczywiście jak gadają o pierdołach, to spoko (zależy od akcentu), ale sprawy polityczne to dramat :).

Serial BARDZO mi się podobał, niezwykle! Oczywiście wartości historycznej nie jestem w stanie sprawdzić, bo moja wiedza historyczna jest lichutka, ale bardzo podobało mi się, że pokazano rodzinę królewską jako LUDZI – czujących, mających problemy, radości, kłopoty – ze skóry i kości. Dla mnie królowa była zawsze tylko babką w kapeluszu, która beznamiętnie macha do tłumu, a tymczasem jest niezwykle ciekawą postacią. Tak samo książę Karol: uważałam go za brzydkiego ponuraka (brzydki NAPRAWDĘ jest ;), który dostał w darze Dianę, a cały czas kochał brzydką Camillę, a tu proszę: kiedy już się wie JAK w to ‚udane’ małżeństwo został wepchnięty, wszystko staje się jasne.

Sprawdzałam na Youtubie czy Margaret Thatcher rzeczywiście tak powoli mówiła. Rzeczywiście powoli, ale nie aż tak. Też niezwykle ciekawa kobieta, perfekcyjna do granic absurdu we wszystkim!

No i ta, w sumie mega ciężka, rola królowej, żeby na nic oficjalnie nie reagować. Koszmar, tłumić emocje całe życie.

Świetny film. A monarchia to nie jest bajka, jak niektórym mogło się zdawać.

Nie zazdroszczę Karolowi ani Małgorzacie (siostrze królowej) tego, że nie mogli żyć z tymi, których kochali.

Zresztą Elżbieta też nie miała lekko, bo została ‚wrzucona’ na tron kiedy miała 21 lat i w samolocie musiała się przeistoczyć z młodej dziewczyny w królową. Nikt nie pytał czy chce i umie, a odwrotu nie było.

Do tego piękne kostiumy i piękne zdjęcia – serial NAPRAWDĘ warty obejrzenia. Z niecierpliwością czekam na sezon 5 (info mówi 2022 :)).