It ends with us [N]

Reż. Justin Baldoni, 2024, Netflix solo

Wczoraj nie miałam siły czytać, a poza tym musiałam odreagować Marty’ego 🙈🤪, zapodałam więc sobie It ends with us.

Ładny film i choć mówiący o trudnych sprawach to ciepły w odbiorze. Mówi o przemocy i o tym, że niestety to, co masz w domu, jeśli nic z tym nie zrobisz, traktujesz jako [czasem bardzo chujowy] wzór. Więc trzeba mieć oczy otwarte i dbać o siebie.

I nawet jak najładniejszy chłop na świecie obiecuje, że to wypadek i że już nigdy więcej, trzeba spadać I to szybko.

najpiękniejszy, ale chujek

Dobra Blake Lively jako Lily Bloom: fajna kobieta i fajne ubrana🤩.

Polecam🙂

Wielki Marty [K]

Reż. Josh Safdie, 2025, [urodzinowe] kino z Iwoną

Film poleciła Agniecha, bardzo chciałam go zobaczyć, czekałam na niego jak na och-och-cud i chyba niepotrzebnie 😉, bo dość mnię ta prelekcja umęczyła.

Timothée Chalamet gra dobrze i wzbudza w widzu te emocje, które, zdaje się, miał wzbudzić, czyli wkurwia, ale chłoptaś jest generalnie męczący: rzecz jest o tym, że marzeniem Marty’ego Mausera jest zostać mistrzem świata w tenisie stołowym (w czym jest, rzeczywiście, świetny) i żeby to osiągnąć zrobi wszystko: ma w dupie wszystkich i wszystko, kłamie i unika wszelkiej odpowiedzialności – jak dla mnie do porzygu, więc nawet jak już osiąga sukces, ma się to w dupie, czyli tam, gdzie Marty miał wszystko i wszystkich.

Zdjęć nie daję, bo koleś nie jest za piękny ogólnie, a w filmie ma jeszcze pryszcze i brzydkie okulary, więc teges 😉.

Wredne liściki [N]

Reż. Thea Sharrock, 2023, Netflix solo

Pamiętam, że ten film leciał w naszym off-owym kinie, ale nie zdążyłam się na niego wybrać, więc ucieszyłam się, że jest na Netflixie.

Film był kręcony w małym angielskim miasteczku, myślałam, że może Southend, bo szalenie podobnie nadmorskie obszary wyglądały, ale nie. Miasteczko, w każdym razie, urocze🙂.

Rzecz jest o tym, że drzw w drzwi mieszkają dwie sąsiadki: świętojebliwa Edith (cudowna w tej roli Olivia Coleman), stara panna, z jeszcze świętojebliwszym ojcem i takąż matką, oraz Rose, młodsza, Irlandka, zdecydowanie NIE-świętojebliwa, klnąca jak szewc, z dzieckiem i partnerem, z którym czasem bzyka się tak, że u świętej rodziny za ścianą podskakują wszystkie krzyże🤪😁.

Edith

Pewnego dnia do Edith zaczynają przychodzić ultra nieprzyzwoite liściki. Matka i ojciec dostają białej gorączki, a oskarżenia padają na Rose.

Rose

Czy na pewno to ona jest ich autorką?

Tą zagadkę pomoże rozwiązać ta oto drużyna (film warto obejrzeć chociażby po to, żeby zobaczyć co ta  aktorka-policjantka z przodu wyprawia z oczami😁🤪👌).

Bardzo pogodny film, świetna gra aktorska, uroczo pokazana mądrość męska i kościelna😁.

Szalenie polecam!

Colette – Valerie Perrin

571 stron, książka jest moja 🙂

Dostałam na święta kartę podarunkową do empiku i, choć czasem kupuję książki papierowe, (zazwyczaj przez Internet), to tym razem, w ramach prezentu, poszłam do stacjonarnego sklepu, książki oglądałam, węszyłam i dotykałam i tą (między innymi) wybrałam. Cudne uczucie :). Jednak jak się ma małe mieszkanie i dużo czyta, to trzeba z nim uważać;).

‚Colette’ jest piękna!

Już sam początek jest świetny: Agnes, reżyserka filmowa, która po dłuższym pobycie w Stanach i rozwodzie wraca z powrotem do Francji, dostaje z policji telefon, że ma przyjechać zidentyfikować ciało, bo zmarła jej ciotka, Colette Settembre. Tylko, że rzeczona ciotka już raz zmarła, 3 lata temu. Był pogrzeb i trumna – jak się należy. No nic, Agnes, jedzie, ciało identyfikuje – zaiste jest to ciotka. Nasuwa się więc pytanie KTO w takim razie został pochowany jako ona trzy lata temu.

Obraz ciotki, jaki Agnes zachowała w głowie, to drobna, małomówna osóbka, zazwyczaj okropnie ubrana, zainteresowana jedynie naprawą butów, czym zajmowała się całe życie i oraz piłką nożną z lokalną drużyną piłkarską na czele. 100% jej życia biegło w mieście, w którym pracowała, jeśli wyjeżdżała, to tylko na jeden dzień, na mecz. Bezdzietna, nie miała męża, nie miała faceta.

No właśnie 🙂

A tak nie do końca było.

Piękna książka, pełna pięknych przyjaźni, miłości, wielu wspaniałych uniesień i równie wielu zaskoczeń i zwrotów akcji, pokazująca, że w ludziach jest dobro i piękno.

Trwając w zachwycie szalenie polecam :).

His&hers [N]

Reż. Linda-Lisa Hayter, 2024, 6 odcinków, Netflix solo 

Chorowanie ma pewne plusy, na przykład wolny dzień na dochodzenie do siebie, który można spędzić przy książce, herbacie i Netflixie.

Zajebiście 😊.

Serial polecił Olek – że dobry, że łyknęli z żoną w 2 dni i że końcówka wyrzuca z kapci.

Ok, to lecimy.

Jest, jak mówił: dobry (choć do arcydzieła daleko) i przez dłuższą chwilę ma się wrażenie, że KAŻDY w tym filmie łże, bo ma na sumieniu jakieś czarne grzeszki, które lepiej, żeby na światło dzienne wyszły.

W większości przypadków tak właśnie jest.

Historia jest taka, że kobita (była dziennikarka) i facet (aktywny zawodowo policjant) mieli dziecko, które zmarło, po czym ich związek się rozpadł, a raczej zawiesił, bo kobita na rok zniknęła – bez śladu.

Po roku ‚niebytu’ wraca do rodzinnej Dahlonegi akurat w dzień brutalnego morderstwa – w lesie atrakcyjna kobieta została zamordowana – znaleziono ją na masce samochodu, dźgniętą nożem 40 razy…

A ponieważ, jak wspomniałam, każdy coś ukrywa (na czele z prowadzącym sprawę policjantem Jackiem Harperem), niełatwo jest zagadkę rozwikłać.

W filmie jest pokazane dużo zła i ludzkiej chujowości, więc jak kogoś to razi, to odradzam.

Na szare dni przy herbacie – idealny.

Hamnet – Maggie O’Farrell

384 strony, czytnik, Legimi

Książkę wybrałam z polecajek Lubimyczytać.pl, że jest film – nie wiedziałam 😉 (teraz już wiem) – grają go już w naszym studyjnym kinie i ma świetne opinie.

Pięknie napisana historia najpierw miłości, a potem straty.

Świetna postać Agnes, czyli żony Williama Shakespeare’a, trochę czarownicy, trochę wszystkoczującej, zjednoczonej z naturą zielarki.

Jak się okazuje, Agnes i William mieli troje dzieci – Susannę i bliźniaki – Judith i Hamneta. Pewnego razu Judith dopada straszna choroba i kiedy już się wydaje, że jej minuty są policzone, bliźniaki wymyślają podstęp, zamieniają się i śmierć jednak zabiera pozornie silniejszego i zdrowszego Hamneta. Śmierć dziecka to ciężki do zniesienia cios, coś, czego nie da się zapomnieć ani przerobić, to zostaje z nimi na zawsze.

Cała historia jest opisana pięknym, delikatnym, czującym językiem – współodczuwamy z bohaterami to, co oni czują. Nie ma tu szarpaniny, wszystko płynie gładko, a bieg rzeczy wyznacza natura: pory roku, narodziny i śmierci, dnie i noce.

Naprawdę piękna, polecam 😊

Coco [D]

Reż. Lee Unkrich, Adrian Molina, 2017, Disney+ z Arkiem

‚Coco’ dawno temu polecała mi, zdaje się, Maryla, ale, że filmu nie ma na Netflixie, a ja mam tylko to, to chwilę mi zajęło obejrzenie🤪. Na szczęście Arek ma Disneya, więc się udało🥳.

‚Coco’ to piękny film animowany 🤩, pełen boskich kolorów i świetnej muzy🎼. Historia jest taka, że chłopiec, Miguel, którego cała rodzina zajmuje się produkcją butów i w której muzyka jest zakazana, wbrew wszystkiemu chce właśnie być muzykiem (ćwiczy sobie na stryszku po cichaczu), a buty ma gdzieś.

Muzyka w rodzinie chłopca jest zakazana z tego powodu, że jego prapradziadek odszedł od praprababci wybierając muzykę, zostawiwszy ją samą z córką, Coco. Przynajmniej taka jest oficjalna, nieustannie powtarzana wersja. 

Kiedy Miguel, przypadkiem, przenosi się na chwilę do świata zmarłych, na światło dzienne wychodzą nowe fakty dotyczące jego rodziny i wiele spraw wyjaśnieniają.

Świat zmarłych jest szaleńczo kolorowy, z fantastyczną architekturą i mnóstwem wesołych kościotrupków🤩, co odczarowuje nieco nasze rodzime klimaty🙏🙈.

świat zmarłych🤩, szary i ponury jak u nas🤪
rodzina w komplecie: kościotrupki i żyjący😁

Jednak w świecie meksykańskich zmarłych, (jak i w każdym innym zapewne), zdarzają się chciwe chujki, które pragną wszystkiego tylko dla siebie, nie bacząc na innych.

Polecam film i odkrycie kto jest chciwym chujkiem i życzę boskich wrażeń wizualnych. Kapcie naprawdę spadają👌🙂

Zimowy wiatr na twojej twarzy – Carla Montero

684 strony, książka jest Dziuni, czyli mojej IIgiej Teściowej

Piękna historia miłosno-wojenna (i ciężko określić, co przeważa!) Leny, dziewczyny z hiszpańskiego Oviedo i jej przyrodniego brata, Guilléna (to miłość numer 1), Kurta Ardsteina (to miłość numer dwa) i Jamiego Aranzadiego (to miłość numer 3).

Historia zaczyna się od tego, że Lena i Guillén mieszkają w Oviedo, z matką Guilléna oraz ojcem i rodzeństwem Leny. Małą Lenę od samego początku ich znajomości łączy z przyrodnim bratem nić porozumienia i bliskości, dlatego, kiedy Lena zauważa w nocy ognistą łunę na niebie, właśnie jemu o tym mówi. Guillén, który całe życie wypasał kozy i zna każdy skrawek okolicznych lasow i gór jak własną kieszeń, rusza na poszukiwania i znajduje rozbity samolot oraz ciała członków załogi.

To odkrycie zmienia jego życie, gdyż, jak się okazuje, pośród zmarłych francuskich lotników znajduje się mąż hrabiny, która, wdzięczna za to, że jego ciało zostało odnalezione i będzie mógł być godnie pochowany, w nagrodę postanawia zabrać Guilléna do Paryża i zapewnić mu utrzymanie i wykształcenie.

Tak zaczyna się wielka przygoda chłopaka z Oviedo pasącego kozy.

Niestety, chwilę później zaczyna się wojna, która, jak zawsze, zmienia bieg rzeczy i krzyżuje plany. ALE nie gasi miłości!

Książka jest długa i czasami trudna, dla osób średnio ogarnianiających klimaty historyczno-wojenne (jak ja🤪🙈), jednak czytałam ją z wielką ciekawością, bo wciąga szalenie.

Wielokrotnie myślałam sobie, jakie mam szczęście, że mam dach nad głową i jedzenia pod dostatkiem. Tak wielu ludzi tego nie miało (wtedy) i nie ma teraz!

I o miłości też myślałam: że ludzie kochają, tęsknią i pragną siebie nawet w najcięższych czasach.

Zatem życząc [s]pokoju i miłości książkę szalenie polecam.

Przebudzenia [N]

Reż. Penny Marshall,1990, Netflix solo

Oczywiście słyszałam o tym filmie i od dawna jest na Netflixie, ale do tej pory jakoś się nie zgraliśmy. A szkoda, bo film jest świetny, o czym przekonałam się wczoraj.

Robin Williams gra doktora Malcolma Sayera, faceta, który wcześniej zajmował się badaniami stricte laboratoryjnymi, teraz szuka pracy i choć niekoniecznie tu pasuje, z powodu braków kadrowych zostaje przyjęty do ‚standardowej’ pracy w szpitalu – z pacjentami.

Są ta ludzie głównie w śpiączce – nie tacy, którzy leżą, ale tacy, którzy tkwią zamrożeni w swych pozach, nieobecni.

Sayer na początku przeżywa szok (no raczej!), ale pacjentów nie jest mu obojętny – wierzy, że oni, tam w środku, zamknięci w swoich powłokach, żyją i czują. Zaczyna różne eksperymenty i testy, które NIE spotykają się z uznaniem przełożonych, ale on się nie poddaje.

Na konferencji lekarskiej dotyczącej leczenia Alzheimera, w której bierze udział, stawia hipotezę, że stan jego pacjentów, to jakby skrajna, ostateczna postać tej choroby i chce zastosować lek na Alzheimera na ‚swoich’.

Pierwszym, którego rodzina się zgadza na testy, jest Leonard, czyli De Niro – smutny przypadek chłopaka, który jako dziecko był pełen życia i werwy, a potem stopniowo gasł. Stan zamrożenia trwa 30 lat!. I dzieje się cud – Leonarad się budzi, Leonard czyta, rozmawia, chce zobaczyć świat i wyjść do ludzi. Przypadek Leonarda zachęca inne rodziny, które zgadzają się na testy i pacjenci ‚ożywają’. Cud, jednak, nie jest trwały, z niewiadomego powodu po jakimś czasie lek przestaje działać i pacjenci wracają do swego stanu zawieszenia sprzed testów.

Leonard i dr Sayer

Piękna historia, pięknie pokazana walka o ludzkie zdrowie i godność. I o te małe radości, które ‚you take for granted’ jak mówi Leonard na spotkaniu z lekarzami prosząc, żeby pozwolili mu samemu wychodzić na spacery – my wszyscy mamy do nich nieograniczony dostęp, więc trzeba się nimi cieszyć, co podkreśla dr Sayer.

Przychylam się do wniosku ;), a film bardzo polecam :).

Siedem Sióstr – Siostra Burzy – tom II (Ally)

562 strony, książka jest Izki, czyli kumpelki Lasoty 🙂

Jako pierwsza styczniowa książka, druga siostra za mną, bardzo mi się podobała:). Oczywiście, że lektura ma znamiona romansidła, ale czyta się rzecz bardzo dobrze.

Ta książka jest o Ally i o tym, że miłość w życiu wiele daje, ale też wiele plącze. Ale od początku: Ally jest żeglarką i kiedy dowiaduje się o śmierci swojego [niebiologicznego] ojca, Pa Salta, jest na łodzi ze swym ukochanym Theo, z którego to powodu ma potem mnóstwo wyrzutów sumienia.

Wskazówki jej pochodzenia, które otrzymuje po śmierci Pa Salta związane są z Norwegią i z muzyką – wszystko zaczyna się od Anny Landvik, wiejskiej dziewczyny, która pięknie śpiewa…krowom :). Jej talent, na szczęście, wychodzi poza krowy i Annie udaje się dostać ‚na salony’ (choć w pierwszym momencie dostaje się jedynie za kotarę, zza której użycza głosu). Anna, oprócz pięknego głosu, ma również cudowną urodę, więc kręci się wokół niej wielu panów, nierzadko z pierścionkami. Wybór przyszłego kawalera Anny związany jest z młodością, lecz znacznie mniej z rozumem, przez co dane jej jest przeżyć i upadki, (poza licznie obiecywanymi przez wybranka wzlotami).

Jak się życie Anny układa, jak wzlatuje i jak upada i jak jej losy prowadzą do Ally pozostawiam do przeczytania chętnym. Ja już się się stałam fanką Siedmiu Sióstr, już poprosiłam o pożyczenie kolejnych tomów, co nastąpi pod koniec stycznia, więc już czekam i się cieszę, a książkę bardzo polecam :).