Upiory – Jo Nesbo

Kiedyś nie czytałam kryminałów.

Ale po ‚Nie Mów Nikomu’ Cobena oraz ‚Millenium’ Larssona bardzo się to zmieniło i czytam. Jeszcze nie nałogowo, ale na przykład Harry’ego Hole’a bardzo lubię i kolejne z nim powieści wielce mnie wciągają. 

Czytam je mocno niechronologicznie, co wcale mi nie przeszkadza. 

Tym razem Halina podrzuciła mi ‚Upiory’, więc korzystając z tygodniowych wakacji, który się mnię trafiły, przeczytałam.

Ta część jest o dragach – bohaterką główną tego odcinka jest VIOLINA, oraz związana z nią pośrednio lub bezpośrednio ludność. I, ma się rozumieć, pogodny Harry:

– ‚Człowiek to perwersyjny i upośledzony gatunek – powiedział Harry. – Nie ma dla niego uzdrowienia. Najwyżej można uśmierzyć ból.

Rakel przytuliła się do niego.

– Właśnie to w tobie lubię. Ten niezłomny optymizm.

– Uważam roznoszenie słonecznego blasku za swoją misję, kochana.’

🙂

Jednak na pierwszym, niepobitym wciąż miejscu, jest ‚Snowman’.

Qba dał mi ‚Pancerne Serce’ i mówił, że u niego ‚Snowman’ i ono na pierwszym ex aequo. Wzięłam, czytam. Zobaczymy.

Pokolenie Ikea – Piotr C

‚Pokolenie C’ czyta się szybciorem i raczej z uśmiechem na gębie.

Jest to opowieść o korporacyjnym kolesiu z Warszaffki, który w tejże Warszawce żyje, pracuje, płaci kredyciory i zażywa rozkoszy, głównie cielesnych.

Dużo jest w owym dziele zwrotów łacińskich oraz rzucania mięsem, co, moim zdaniem, dodaje dziełu smaczku. Jednak jeśli się popadnie w chwilową zadumę nad ową książką, dochodzi człek do wniosku, ze takie warszaffskie życie nieco jest, jednak, smutnawe. Wszelkie ruchanka i pijackie imprezy do bladego świtu mogą, oczywiście, być zajebiaszcze, gdy ma się lat 20. Przy 40 natomiast myśli sobie człek: no dobra, i co dalej?

Ale może nie wszyscy tak mają i niektórym, zapewne, to wystarcza. Lub robią tak, żeby wyglądało, że wystarcza.

Podsumowując: czyta się fajnie, ale z zazdrości nie więdnę.

Jeden Dzień – David Nicholls

Takie trochę romansidło, ale po ‚Łaskawych’ – jak znalazł. 

Czyta się łatwo, lekko i bardzo przyjemnie. 

Rzecz jest o dwojgu ludzi (dość nietypowo, jak na romans;), którzy znają się 20 lat i zamiast zejść się na początku owej dwudziestki, schodzą się na jej końcu.

A wtedy jest już trochę za późno. 

Jednak lepiej późno niż wcale – wiadomo.

Dexter – facet – jest generalnie typem fafki/alkoholika, który dzięki wierze w swą cudowność jest w stanie doszczętnie spieprzyć wszystko, co osiągnął, co, niniejszym, czyni.

Emma – babka – wydaje się być inteligentna i mieć poczucie humoru. Na początku trochę w siebie nie wierzy, ale w efekcie udaje się dojść do tego, do czego zawsze dojść chciała. 

Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, całe życie ją bardziej ciągnie do niego, a jaka ona jest fajna chłop orientuje się, ma się rozumieć, na końcu, gdy już jest za późno. 

Dzieło zmieniające życie to to nie jest, ale czyta się, jak wspomniałam, miło.

Łaskawe – Jonathan Littel

Od kilku lat słyszałam o tej książce i bardzo chciałam ją przeczytać. 

Jest ciężka.

Jest długa.

Jest trudna. 

Dla mnie to historia o trzech sprawach: 

– po PIERWSZE o dzieciństwie, które zawsze wpływa na dorosłe życie, a im bardziej wypaczone dzieciństwo, tym większe popapranie w życiu dorosłym;

– po DRUGIE o roli, mam na myśli, że człowiek zostaje w jakąś rolę wrzucony i, chcąc nie chcąc, zaczyna ją grać. Łatwo ocenić Maximiliana Aue i powiedzieć o nie nie, ja bym absolutnie tak nie zrobił. Nigdy. Powiedzieć łatwo. Ale co innego się mówi będąc zupełnie poza sytuacją, a co innego, jak się w niej znajdzie, w samym środku, z głodem, strachem i popapranym dzieciństwem w komplecie. 

– po TRZECIE o granicy między szaleństwem a normalnością, pomiędzy cienką kreską te dwie sprawy oddzielającą. GDZIE ona jest, w którym miejscu się zaczyna? 

Z jednej strony można by bohatera znienawidzić, biorąc pod uwagę tylko parę jego czynów, nie mówiąc o całokształcie. Z drugiej jednak, myślę sobie DLACZEGO świetnie wykształcony, bardzo inteligentny człowiek dał się w taką rolę wcisnąć i grał ją, choć mógł przestać. Przynajmniej na początku.

I zastanawiam się co na jego miejscu zrobiłabym ja. 

Książka nie jest z tych, którą można polecić – przeczytaj, bo fajna. Bo ona nie jest fajna. Jest drastyczna, bardzo smutna i trudna. Jest prawdziwa. 

Ale zawalczyć warto. 

Dzięki, Oszą

Jeśliby po portkach mego Syna osądzać pozycję w jakiej dzieci poruszają się w przedszkolu, można by dojść do wniosku, że jedyna dozwolona to PADNIJ. 

Albo nie, padnij, ale takie częstochowskie – padnij NA KOLANA. 

Albo Częstochowa + Elvis: padnij na kolana i śliiizgnijjj się. Im dalej tym lepiej. 

Przy jeździe staraj się wytrzeć cały sztruks ze sztruksów, w innych spodniach, jeśli nie ma co wycierać, rób wielkie dziurska. 

Wielkie, i żeby materiał wokół dziury był obleśnie wytarty i doprowadzony do takiego stopnia lichoty, że naszycie łaty kompletnie mija się z celem. 

Jednym słowem – rzeźnia. 

Co miesiąc ze 2 pary lądują w śmieciach. 

W związku z tym, przy zakupach zaczynają obowiązywać zasady podobne jak przy szczotkach do zębów – nastąpiło zupełne odejście od jakości (po co jakość na 2 tygodnie?) na rzecz szeroko pojętej ilości. 

Niegdyś zdarzało mi się inwestować w portki 60-70 zyli, następnym pułapem była 40, obecnie interesują mnie jedynie modele do 30. 

Te za 60 i więcej omijam szerokim łukiem, obficie obrzucając je czosnkiem. 

Oczywiście znalezienie modelu za 3 dychy łatwe nie jest, ale da się. 

Dziś na przykład naprzeciw mym oczekiwaniom wyszło oszą (Auchan:).

Wchodzę i co widzę? Portki chłopięce 2 dychy para.

Aaaaaa-lleluja (złe zawołanie, biorąc pod uwagę, że dziś chodzący po kolędzie ksiądz ominął nasze domostwo takim samym łukiem, jak ja portki za 60 i więcej, ale dobra).

Z naręczem trzech wyskoczyłam zza regałów jako to gazela. O 60 złotych lżejsza, ma się rozumieć, dzięki czemu i skoczniejsza. 

Niech drze, Dziad 🙂

Do woli. 

Kiedyś się jeszcze policzymy… 😉

Selekcja (mniej więcej) naturalna

Przeglądamy z Kierownikiem CV ludzi do potencjalnego przyjęcia.

Kiero odrzuca kolejne kandydatki:

– Ta nieeee.

– Ta nieeee.

– Ta nieeee.

– To jak – pytam – przyjęcia do naszego zakładu są według urody?

– Jak WEDŁUG URODY? – pyta Kiero uśmiechając się jadowicie – Przecież gdyby były według urody, to byś tu nie pracowała. 

 

Hm. 

Ciekawe, w takim razie, jakim cudem mnie przyjęli? 🙂

No chyba NIE przez doświadczenie i kwalifikacje 😉

 

Śmialiśmy się później, że to już nie wyższa forma mobbingu – CHUJing 🙂

Niekonwencjonalny

Mój Mąż uczestniczy w tak zwanych sportowych środach.

Sportowe środy odbywają się w czwartki i polegają na graniu w karty (i piciu wódki, dla chętnych:).

Do załogi dołączył niedawno i jak tylko mniej więcej zaczaił o co kaman, przeszedł do fazy testów. 

Co będzie jak zrobię to, albo jak tego nie zrobię. Wygrana/przegrana są mniej ważne, za to doświadczenie – bezcenne 🙂

 

Ja znam go od 8 lat, więc dla mnie to norma, jeden jednak kolega (sportowiec;) rzekł był niedawno do niego:

– Ale z tobą się nie da grać, ty grasz niekonwencjonalnie!

 

Usłyszawszy tę historię mówię: 

– Gdyby ten kolega chociaż raz poszedł z nami na szkołę rodzenia (spokojnie, nie jestem w ciąży, mówię o czasach zamierzchłych:), wiele spraw byłoby dla niego jasnych. 

A było tak:

Poszliśmy na tę szkołę – baby z wielkimi brzuchami z przodu, faceci, na krzesełkach z tyłu. 

Pani położna pokazywała akurat jak się przewija dziecko. 

– To co, może któryś z panów spróbuje?

Kupa ludzi, sami obcy, Boże, żeby się tylko nie zgłosił, bo siara – myślę sobie i z wolna odwracam głowę. 

I co widzę?

20 facetom spadł akurat długopis i szukają go pod krzesłem, w górze sterczy jedno łapsko. 

Oczywiście mój Mąż. 

Oczywiście wylazł na środek dumny i niezmiernie z siebie zadowolony i ruszył do przewijania. 

Szło mu nadzwyczaj gładko oraz prędko do czasu, gdy pani położna lekko go przyhamowała:

– Jak pan będzie TAK dziecko przewijał, wyrwiesz mu pan rączki. 

 

Zdobywanie doświadczenia nie zawsze jest usłane różami…

Ludzkość zagrożona

Kąpię się, wchodzi mój Mąż: 

– Cała ludzkość zasnęła na 2 minuty i teraz starają się odkryć z jakiego powodu. 

 

Zamarłam. Człowiek spędza życie na bezsensownych ablucjach, a tymczasem nad ludzkością zebrały się czarne chmury.

 

? Ale gdzie?

 

– A. Bo zapomniałem, że taki film oglądam, tak? 


Uff. Bo już myślałam, że w dzienniku podawali.