Z Lema czytałam tylko jego listy do Mrożka i bardzo mi się owe podobały.
Wydał mi się chłop personą o nadzwyczaj światłym umyśle i wysokim poziomie jadu.
(„Dosyć, że Triody znikł, ledwo „Awruk!!” krzyknąć zdołał, słowo ulubione [moje też:], zawołanie bitewne rodu.”
Postanowiłam więc rzucić okiem na coś jeszcze jego autorstwa, ale żeby nie iść od razu na głębokie wody, w Solarisy czy Cyberiady, wzięłam się za Bajki Robotów.
Moja opinia o tymże zbiorze jest następująca: niektóre z tych bajek wydają się masakratycznie ciężkie! Nagromadzenie w nich wszelkiego rodzaju metali, chemikaliów i różnej maści ustrojstw jest tak wściekła, że czytając zastanawiałam się momentami ALE O CZYM JEST WŁAŚCIWIE TO ZDANIE, KTÓRE CZYTAM? Nie jestem, ma się rozumieć, fizykiem jądrowym i wiadomym jest, że wielu kosmiczno-chemiczno-matematycznych (tych zwłaszcza!:) zagadnień nie kumam, jednak jest to lektura dla klasy 6. Nie wiem jak radzą sobie z tymi cięższymi bajkami dzieci, mnie za łatwo nie szło 🙂
Na szczęście niektóre wielce są urocze („Doradcy Króla Hyropsa”, „Bajka o Maszynie Cyfrowej, co ze smokiem walczyła”), więc się aż tak bardzo na pana Lema nie nadęłam :).