Matka Teresa II

– Mamo, a chcieliście mieć dziecko?

– Chcieliśmy.

– Ale, żeby było grzeczne?

– Nooo – tak. 

Chwila zadumy.

Przegląd wydarzeń z życia.

Formułowane założenia. 

Jest: 

– Mamo, bo ja to się taki dobry chyba od razu urodziłem…

 

Jassssne. Od razu. W zestawie z aureolą:)

Ferie srerie

W tym roku po raz pierwszy jesteśmy rodzicami pierwszoklasisty i pierwszy raz przeżywamy ferie. 

Ferie są wdechową sprawą, jeśli ma się 40 dni niewybranego urlopu lub, a najlepiej i, 40 tysiaków na zbyciu. 

Jeśli z wymienionych powyżej faktorów posiada się tylko I, plus jedyna dostępna babcia poooo-szła w długą, jest troszkę słabiej. 

Ale ogarnąć, wiadomo, trzeba. 

 

Na kilka feriowych dni plan jest, ale co począć z resztą, żeby dożyć ich końca?

Kluczem do sukcesu okazał się być kolega z klasy. Mieszka nieopodal, co jest bardzo niespotykane, gdyż my mieszkamy w dupie:), a jego rodzice chyba też mają tylko I z wymienionych wyżej ferioistycznych udogodnień :).

Chłopcy z klas sportowych bowiem, przebywając w domach, nie zużywają tyle energii co na 6h WFu w szkole i energia w nich skumulowana bucha z nich wszelkimi tymi ujściami, które rodzic chętnie by widział zamknięte/zasklepione/zamurowane i zabite deską. 

Kiedy więc rodzic zostanie z takim osobnikiem sam, energia bucha na rodzica. Jeśli znajdziemy drugiego buchającego energią delikwenta do kompletu, energią buchają na siebie nawzajem i za swoje moją oni, nie rodzic, o co od początku toczy się gra :).

Wczoraj postanowiłam odciążyć mego Męża, który spędził z uroczymi chłopcami 2 naprawdę wspaniałe dni 🙂 i jechał już na rezerwie. 

Plan mój był taki, żeby dwie 7-letnie cholery zmęczyć. Najpierw poszliśmy na okoliczną górę. Liczyłam, że po tym będą zmachani i będzie luz. 

Nie. Całą drogę biegli + wrzeszczeli, naparzali się kijami i obsypywali trocinami. Zbiegliśmy z tej góry tej góry w dość eleganckim czasie i brudni jak nieboskie stworzenia polecieliśmy na pizzę. Następnie udaliśmy się do domu, gdzie spadku energii widać wciąż nie było. Były bajki, było rysowanie oraz papierowe samoloty i konkurs lotnictwa zakończony wylotem maszyn z balkonu. 

Energia wciąż była. 

Kurwa – zadałam sobie pytanie – co jest?!

Ostatnim podpunktem na ów dzień był trening piłki nożnej, na który obaj, dzięki Bogu, chodzą i wtedy w swe szpony wziął ich trener. 

Po piłeczce zabrałam ich z szatni i pomalutku posnuliśmy się do samochodu. 

W drodze do domu w wozie panowała cudowna cisza. 

YES 🙂

To mamy z trenerem po punkcie 🙂

Liczbowo (2×18 + 21,1)

W zeszły weekend, skończywszy 2×18 (co? znów osiemnastka, co? 🙂 zapytał życzliwie mój Przyjaciel, z życzeniami dzwoniący) w końcu zebrałam odpowiednią ilość MOCy.

MOCy, która była mi potrzebna, żeby zrealizować PLAN.

Miałam już MOC, miałam już PLAN, do szczęścia był mi tylko potrzebny super-extra-czad SPRZĘT.

Pożyczyłam go od mego Brata i wtedy miałam już KOMPLET. 

Wykorzystując MOC i SPRZĘT zrealizowałam PLAN.

Przebiegłam 21,1 km 🙂, czyli dystans półmaratonu :), który zmierzyłam sobie co do milimetra na czarodziejskim zegarku mego Brata.

 

Ach, nie ma to jak zrobić sobie elegancki prezent urodzinowy 🙂

 

W takim razie klepię się po plecach i czekam na start w Ślężanskim.

Bo teraz już jestem READY TO GO, trrra la la 🙂

Trudna sztuka słuchania

To będzie opowieść z backgroundem.

Kiedy Moja Sąsiadka była uczennicą szkoły podstawowej, miała 2 koleżanki, z którymi najczęściej wracała do domu. Dziewczęta owe łączyła, między innymi, ma się rozumieć, chęć mówienia. Mówienia dużo, nawet bardzo. Kiedy więc tak sobie wracały do domu, BARDZO ze sobą rozmawiały, a ściślej rzecz ujmując dwie z nich zawsze z niecierpliwością czekały kiedy w końcu ta trzecia, która akurat zabrała głos, skończy gadać, żeby i one miały szansę coś (pokrótce;) poopowiadać. 

Oczywiście nie było tak, że ta, która akurat gadała, miała nielimitowany czas. Czas miała bardzo limitowany. Zawsze. Sympatyczne koleżanki, kiedy uznały, że koleżanka mówiąca przekroczyła dopuszczalny limit czasowy na gadanie, zakrywały sobie uszy rękami, a do tego włączały zagłuszanie, poprzez śpiewanie (wciąż przy tych zatkanych łapami uszach) LA LA LA LAAAAAAAA :). 

Urzekła mnie ta historia szalenie:) 

Ale do rzeczy. Ostatnio, korzystając z wolniejszej chaty, zaprosiłam do siebie 2 koleżanki, z którymi dawno nie miałyśmy okazji pogadać, z przyczyn różnych. Kulturalnie wypiłyśmy po herbacie, zarzuciłyśmy po ciachu i przed obiadem postanowiłyśmy skoczyć na spacer do parku. Gadało nam się dobrze już od pierwszych minut spotkanie. Im bliżej parku, tym lepiej. W końcu takeśmy się zaaferowały tym paplaniem, że przestałyśmy iść, stanęłyśmy na parkowej ścieżce i może jeszcze się NIE szarpałyśmy, ale już każda z nas kładła rękę na ramieniu dwóch pozostałych DELIKATNIE sugerując WYBIERZ MNIE! JA TEŻ MAM COŚ FAJNEGO DO OPOWIEDZENIA. Jak sobie zdałam z tego sprawę, że jesteśmy już naprawdę bliskie zatkania sobie uszu i LALAnie na pół parku, zaczęłam rechotać  i podzieliłam się backgroundową  historią:)

Czyli to nie mija. Czy ma się 15, czy 35 lat, to się nie zmienia. 

A to zatykanie uszu i śpiewanie LALALALA to świetny pomysł, tak swoją drogą.

Muszę kiedyś wypróbować na Kierowniku 😉

(Będzie to zapewne pierwszy i ostatni raz, ale sami powiedzcie, czyż nie warto? 😉

WYSTAW ROGI w Walentyny:)

Rozweseliła mnie swoją akcją WYSTAW ROGI tablica.pl 🙂

Przed Walentynkami uprzejmie zachęca do pozbycia się rzeczy po swoim exie 🙂

Bardzo to miła odmiana po misiach z napisem LOVE, obecnych o tej porze roku WSZĘDZIE 🙂

 

Zastanowiłam się przeto, co też ja mogę mieć jeszcze po moim exie, a czego mogłabym się pozbyć. I na myśl przyszła mi czemprędzej jedna rzecz, którą wciąż mam, a której się NIE pozbędę 🙂

Bo jest to pamiątka po pewnym zdarzeniu:

Mój exs, jak już zaczął być pełnoprawnym exem, zdecydował, że spróbuje mnie odzyskać i wykaszlał 100 funciaków na srebrnego swatch’a (mieszkaliśmy wtedy w UK). 

Bardzo ładny ten swatch był, srebrny ze srebra, a do tego skin, czyli plaskaty. Cudo. 

 

Dlatego wybór mój był prosty: zegar wzięłam, a exa – nie 🙂

(a mógł kupić misia;)

 

Więc z prezentami dla mnie – ostrożnie 🙂

Policja – Jo Nesbo

Przez Harrego Hole’a mnóstwo w moim życiu emocji.

Chwilę temu byłam w ciężkiej rozpaczy, że nie żyje (nie powiem w której części, przeczytajcie sobie sami:), teraz dramat dwójka: KTO teraz wypełni tę pustkę po nim. Bo ‚Policja’ to już ostatnia książka z serii HARRY:(.

Pamiętam, że bardzo podobny dramat przeżywałam po skończeniu Millenium, wtedy na tapecie była Lisbeth (żeby życie miało smaczek… – rozumiecie?:). Było ciężko, ale jakoś dałam radę. Może i teraz się zbiorę, przemyślę sprawę. 

W tej części Harry i reszta starają się wytropić zabójcę policjantów. Żeby to zrobić  muszą znaleźć motyw, co nie idzie im zbyt łatwo. Jest milion wątków, mniej więcej tyle podejrzanych, a każdy z nich ma każdy kilka sekretów, którymi niechętnie się dzieli.

I jeszcze z przemyśleń Harry’ego: „A może wszyscy jesteśmy chorzy na głowę? Może różnica polega tylko na tym, że jedni wypuszczają tkwiące w nich potwory, a inni tego nie robią?”

 

Bardzo ciekawa część, szkoda tylko, że ostatnia. 

Aczkolwiek kończy się tak, że istnieje nadzieja na ciąg dalszy:)

Na co, oczywiście, liczę 🙂

Odmładzający fryz ;)

Niedawno ma Matka Teresa zawezwała mnie, żebym obcięła jej włosy. 

Pisałam już kiedyś, że to jedyna znana mi kobitka, która nie lubi chodzić do fryzjera i odkąd ukończyłam klasę 8, strzygę ją ja. 

Zawsze się nieco obawiam co też wymyśliła tym razem, bo ona ma włosy jak lew, a było kilka lat, kiedy miałam jej robić ‚taką gładką fryzurę, jak pani spikerka z któregoś tam programu’. U Teresy taki efekt jest niemożliwy do osiągnięcia. Chyba że z brylantyną;)

Na szczęście w końcu to do niej dotarło 🙂

 

Teraz, najpierw starała mi się opisać fryzurę, której pragnie, prze telefon: 

– Bo wiesz, ja chcę taką czapkę, z takimi jakby nausznikami.

– Yyyy, mówimy wciąż o fryzurze? 🙂

– Ma się rozumieć. A! I żeby było ładnie, pamiętaj. 

 

Niewiele mi ten, jakże fachowy, opis pomógł, okazało się na szczęście, że Teresa posiada zdjęcie wymarzonego uczesania. Czyli krótka asymetryczna fryzura z grzywką. Spoko. 

– Fajna, co? – komentuje Tereska – A poza tym jechałam ostatnio autobusem i wiesz co? Wszystkie stare baby mają taką fryzurę. To sobie pomyślałam, że też sobie taką zrobię. 

 

🙂

Motywacja wyboru – bezcenna 🙂

Birthday time

Niedługo będą moje urodziny, z którą to datą związana jest pewna wesoła historia z czasów studenckich.

Otóż, mieliśmy zajęcia z jedną mało fajną panią, więc mało jej też słuchaliśmy. Z Kolegą, z którym siedziałam na większości zajęć, byliśmy pogrążeni w dyskusji nad czymś znacznie ciekawszym, niż ów wykład. Bawiliśmy się elegancko, natomiast pani – jakby mniej. Ponieważ jej upominania nie pomagały, pani postanowiła zrobić sztuczkę. 

Wstępnie nas opierdoliła, po czym całej grupie kazała wstać i ustawić się w linii, zgodnie z dniami urodzin. Kiedy zobaczyła nas ZNÓW koło siebie, jej usta, będące kreską z natury, przybrały na mocy. Znaczy kreska stała się cieńsza i dłuższa.

Popatrzyła na nas gniewnie (zawsze tak patrzyła, to był komplet do kreski) i zapytała:

– Kiedy ty masz urodziny?

– 14 lutego, odparł M.

– A ty?!

– 15 lutego:-).

 

I wtedy panią zalała krew.

Jak miło:-)