Miedzianka Historia znikania – Filip Springer

Niedawno, z okazji urodzin mojej Matki Teresy, zabrałam ją w Rudawy, którą to wyprawę, w drodze powrotnej, wieńczyła wizyta w browarze Miedzianka http://browar-miedzianka.pl/.

O Miedziance wiedziałam tyle, że była, ale zniknęła, o czym napisano książkę, o czym opowiedziała mi moja Sąsiadka, która jest przewodnikiem.

Ta właśnie książka była prezentem dodatkowym do wyprawy (znacie tą sztuczkę, kiedy kupujecie komuś książkę, którą sami chcecie przeczytać? Mój Mąż, na przykład dostał [ode mnie] IV część Millenium. Już ją kończę :). 

Dolny Śląsk, dochodzę do wniosku, jest miejscem, gdzie wiele rzeczy było, a potem zniknęły. Była Miedzianka – zniknęła. Było milion pałacyków – zostało kilka, po większości nawet śladu nie ma. Chełmsko Śląski było świetnie prosperującym miasteczkiem – prosperowanie z miasteczka zniknęło (bardzo ładnie opowiada o tym facet z restauracji w 12 Apostołach). Jak się o tym słyszy, jest po prostu szkoda. 

Jak się czyta o Miedziance, ma się podobne uczucie – szkoda, że tak się stało. Oczywiście miała na zniknięcie wpływ historia i szeroko pojęte rozkopy pod miasteczkiem, ale było to miejsce, gdzie ludziska sobie całkiem szczęśliwie żyli, gdzie mieli domy, gdzie czuli się u siebie. A potem wszystko stopniowo znikało. 

Poznajemy kilkunastu mieszkańców Miedzianki i śledzimy skrawki ich życia. Co mieli, jak mieli o czym marzyli. I co im z tych marzeń wyszło. Jak im było. Czego się bali. I co ich cieszyło. I choć człowiek ich nie zna, to jakoś tak by się chciało, żeby mogli jeszcze do swoich domów wrócić i pobyć tam jeszcze. Szczęśliwi. 

Teresa ma Matka powiedziała, że książka jest trochę jak książka telefoniczna, w sensie, że bohaterów sporo :). Może i prawda. Ale ja się natychmiast z większością zaprzyjaźniłam i teraz mi tej znikniętej Miedzianki żal.

Samochodowo

Sunę ostatnio do jednej z dzielnic, gdzie mam stałe miejsce parkingowe – przy dawnym domu mej kumpelki.

Ciasno tam jest nieco, ale się jeździ 14 lat, to i się człowiek w końcu parkować nauczył, więc parkuję.

Jeszcze poprawiam, dokręcam i wysiadam (jak joginka, ma się rozumieć – bo wąsko). 

Z dumą patrzę na swe parkingowe dzieło i ruszam dalej.

 

Nie odchodzę pięciu kroków, kiedy z tyłu słyszę męski głos:

– To pani samochód?

Kurwa, myślę sobie, czyli będę musiała wrócić i przestawić. Wrrr. No ale co robić, odwracam się i zeznaję zgodnie z prawdą:

– Mój. A co?

– Ładny – mówi chłop i rechocze.

 

Wiem, że może będę monotematyczna, ale czymże innym, prócz KURWA, można to zajście skomentować? 🙂

No niczym.

Kurwa 🙂

Biegaczka w ogniu

Sobota, dzień wolny, więc ruszam pobiegać.

Lecę sobie po trawce bokiem zamkniętej obwodnicy, świeci słońce, tempo mam całkiem niezłe (jak na mnie;), mam wypas biegowe buciory oraz koszulkę z logo firmy, w której pracuję, ale, uwaga, wersję RUN (tylko dla zasłużonych ;). 

Tak sobie biegnę i myślę sobie jak to ja szalenie sportowo wyglądam.

Z tą myślą w głowie mijam grupę uroczych chłopców w wieku lat około 12-15. 

Jeden z nich mierzy mnie wzrokiem, a następnie zapytuje:

– Ma pani ognia może?

 

Acha. Czyli wyglądam jakbym wyszła na fajkę, a nie jak supersportowa biegaczka?

Kurwa.

🙂