Niedawno, z okazji urodzin mojej Matki Teresy, zabrałam ją w Rudawy, którą to wyprawę, w drodze powrotnej, wieńczyła wizyta w browarze Miedzianka http://browar-miedzianka.pl/.
O Miedziance wiedziałam tyle, że była, ale zniknęła, o czym napisano książkę, o czym opowiedziała mi moja Sąsiadka, która jest przewodnikiem.
Ta właśnie książka była prezentem dodatkowym do wyprawy (znacie tą sztuczkę, kiedy kupujecie komuś książkę, którą sami chcecie przeczytać? Mój Mąż, na przykład dostał [ode mnie] IV część Millenium. Już ją kończę :).
Dolny Śląsk, dochodzę do wniosku, jest miejscem, gdzie wiele rzeczy było, a potem zniknęły. Była Miedzianka – zniknęła. Było milion pałacyków – zostało kilka, po większości nawet śladu nie ma. Chełmsko Śląski było świetnie prosperującym miasteczkiem – prosperowanie z miasteczka zniknęło (bardzo ładnie opowiada o tym facet z restauracji w 12 Apostołach). Jak się o tym słyszy, jest po prostu szkoda.
Jak się czyta o Miedziance, ma się podobne uczucie – szkoda, że tak się stało. Oczywiście miała na zniknięcie wpływ historia i szeroko pojęte rozkopy pod miasteczkiem, ale było to miejsce, gdzie ludziska sobie całkiem szczęśliwie żyli, gdzie mieli domy, gdzie czuli się u siebie. A potem wszystko stopniowo znikało.
Poznajemy kilkunastu mieszkańców Miedzianki i śledzimy skrawki ich życia. Co mieli, jak mieli o czym marzyli. I co im z tych marzeń wyszło. Jak im było. Czego się bali. I co ich cieszyło. I choć człowiek ich nie zna, to jakoś tak by się chciało, żeby mogli jeszcze do swoich domów wrócić i pobyć tam jeszcze. Szczęśliwi.
Teresa ma Matka powiedziała, że książka jest trochę jak książka telefoniczna, w sensie, że bohaterów sporo :). Może i prawda. Ale ja się natychmiast z większością zaprzyjaźniłam i teraz mi tej znikniętej Miedzianki żal.
