Są rzeczy, których, mimo upływu lat jakoś nie udało mi się ogarnąć.
Jedną z nich jest, na przykład, ruszanie z ręcznego. Co ważne, prawko mam 16 lat i 16 lat jeżdżę, ale ten manewr po dziś dzień wychodzi mi, delikatnie mówiąc, kulawo.
Drugą są zaimki osobowe po niemiecku. Uczę się już niemca długo i nawet rozumiem i nawet coś powiem (z błędami i pomału, ale powiem :), ale te zaimki – koniec świata, uczę się, uczę, zamknę zeszyt – i chuj – znów nie umiem.
Ostatnio na lektoracie trafiła mi się lekcja 1 na 1, bo reszta grupy gdzieś zniknęła, pani (moja ulubiona skądinąd:) wyciąga ćwiczenia i co widzę? Oczywiście, że zaimki osobowe. Tak to by człowiek w tłumie mógł się jakoś schować, może od kogoś zgapić, a tu dupa – pomocy znikąd.
No to lecimy, ćwiczenia idą mi zgodnie z moją wiedzą, czyli gównianie.
– Pani Joanno – rzecze moja pani – w niemieckim zdaniem rządzi czasownik. Czy pani sobie zadaje pytania do tych czasowników?
– Zadaję – odpowiadam zgodnie z prawdą – tylko, że odpowiedzieć na nie umiem.
Myślałam, że po tym wyznaniu dostanę książką w łeb, ale pani ze stoickim spokojem zaczęła mi je jeszcze raz tłumaczyć i chyba po latach zakliknęło 🙂
To chyba złożę papiery na germanistykę, nie? 😉
