Wizja przyszłości

Po pracy wybieram się z moją Matką Teresą do kina, jesteśmy umówione na około 17.

Zanim jeszcze wybiegłam z pracy – telefon:

– Wiesz co Kocie (Teresa mówi na mnie KOT, od zawsze :), bo ja mam jeszcze Decoupacge na 16:30, to jeszcze na chwilę tam skoczę, ok?

(Decoupage w Klubie Seniora – wiadomo:).

– Dobra, mówię, to ja sobie jeszcze zakupy zrobię.

 

Rozłączam się i mówię do moich w biurze:

– Kurde, mam nadzieję, że będę taka jak ona, a nie stara baba w kolejce do przychodni.

– Nie grozi ci to, Aśka – rzecze Maciek.

– Po czym wnosisz?

– Po wszystkim.

 

🙂 No to jak tak, to dobrze 🙂

„NAJLEPSZY” rzeczywiście najlepszy :)

Zdarzają się takie filmy, po których obejrzeniu mówi się WOW, bo tego jedyne, co człowiek jest w stanie jest wydukać, pod takim jest się wrażeniem.

„Najlepszy” należy do tej grupy :).

Historia jest prawdziwa i, co najlepsze, nie była w zasadzie nikomu znana, choć powinna być, bo chłop dokonał niemożliwego.

Rzecz jest o Jerzym Górskim (gra go Gierszał, gra go świetnie:), chłopaku z Legnicy, który jako dziecko ma do czynienia ze sportem, na półce w domu rodziców widzimy fotki przedstawiającego jego z medalami, ale że ojciec jest raczej chujkiem, a nie człowiekiem, Jurek, słysząc nieustannie jak bardzo jest do dupy, postanawia zająć się ćpaniem, a nie sportem.

Ten sport również idzie mu dobrze, poznaje dziewczynę i natychmiast ją w to wciąga. Ćpają więc razem, a im dłużej to trwa, tym równia pochyła zaczyna być bardziej pochyła. Do kompletu okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Jej ojciec, który od początku był przeciwny tej znajomości, stara się ją od niego odseparować, co się mniej więcej udaje. Górski wpada w mniejsze lub większe tarapaty, przez chwilę jest w więzieniu, po różnego natężeniu zapaściach trafia kilka razy do szpitala, gdzie za każdym razem zajmuje się nim młoda pani doktor. Jak wychodzi z więzienia, oczywiście leci zaćpać i kolega ćpun informuje go, że dziewczyna, która nosi jego dziecko, postanowiła się wyskrobać. Ta informacja sprawia, że chłopaki dają czadu, którą to konkurencję wygrywa kolega, lądując w zaświatach. W szpitalu lekarka pokazuje go Górskiemu i uprzejmie go informuje, że jest następny w tej kolejce.

Górski więc postanawia coś z sobą zrobić i rusza na odwyk. Od tej pory jest czysty. Na odwyku lekko nie jest, ale pomału zaczyna się zbierać i zaczyna zabawę ze sportem. Najpierw jest to kulawo-koślawe bieganie, potem bieganie prawdziwe + rower + pływanie.

Jego dziewczyna ćpunka umiera w wieku lat, bodajże, 25, zostawiając córkę z dziadkiem, który nieustannie robi wszystko, żeby Górski nie miał z nią żadnego kontaktu. 

Któregoś razu trafia na mini zawody thriatlonowe, zapisuje się na nie z biegu, w limicie się nie mieści, ale kończy wyścig i jego szczęście nie zna granic. W międzyczasie zaczyna intensywniejsze treningi na basenie i wizja wzięcia udziału w zawodach IRON MAN w Stanach przestaje być tylko wizją. Wszystko idzie dobrze do momentu, kiedy potrąca go samochód, i on i rower, na którym jechał, są cali pogruchotani, Górski uczy się w zasadzie chodzić od początku.

Wspiera go młoda doktorka, chłop się jakimś cudem zbiera, jest gotów. 

Gdyby ktoś nie wiedział, to IRON MAN, to nie jest jakieś tak pierdnięcie, 3h i po sprawie. To jest 3,8 km pływania, 180 km na rowerze + maraton (42 km) do przebiegnięcia, oczywiście jedno po drugim, oczywiście bez przerw. 

No więc Górski leci do Stanów ze swoim [uroczym] trenerem (gra go Jakubik 🙂 i na kilka dni przed startem dowiaduje się, że to będzie DOUBLE IRON MAN. Czyli grubo. Jednak postawia podjąć się zadania i startuje. I, co najlepsze, kończy, wygrywa i ustanawia rekord świata na tym dystansie.

Czyli można, tak?

Świetny film, świetna historia. 

Polecam bardzo.

Pragnienie – Jo Nebo

462 strony

Książkę pożyczyła mi Dorota.

Dobra, miałam sobie zrobić przerwę z kryminałami, ale przecież jak dostałam ‚Pragnienie’, czyli nowego Nesbo z Harrym Hole, to plan wziął w łeb. Bo z miłości (tu: do Harrego:) często zmienia się plany. 

Nesbo w doskonałej formie (Harry również), mnóstwo zwrotów akcji, wiele razy myśli sobie człowiek, o dobra, to ten musiał zabić, ale niestety, nie tak szybko, jesteśmy wielokrotnie zwodzeni i wykiwani i to jest takie świetnie właśnie :). 

Historia jest o tym, że ktoś morduje kobity i wszystko wskazuje na to, że je centralnie nadgryza. O ile odpowiedź CZYM nadgryza dostajemy dość szybko (obraz owego sympatycznego sprzętu przedstawia okładka), tak kwestia PO CO nadgryza nie jest taka prosta, potrzebni są biegli, potrzebni są świadkowie, potrzebne są wyniki różnych analiz i Harry ze swoim śledczym umysłem. Świetne jest to, że nie zawsze napisane jest to, co myśli Harry, więc bazujemy na tym, co wymyślimy sami, w związku z czym bardzo często jesteśmy w dupie, a nie na tropie :).

Na szczęście mamy wsparcie i zagadka zostaje rozwiązana. 

Od tych zagadek wielokrotnie zdrętwiały nocami moja ręka i szyja, (na której przymocowana była, oparta na ręce, głowa), ale nic to, warto było. 

Książkę, wiadomo, polecam 🙂

Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe – Ota Pavel

152 strony

Książkę wypożyczyła z biblioteki Matka Teresa. A wypożyczyła ją dlatego, że miała ją na liście ode mnie – jak większość czytających, zapewne, mam w telefonie listę i wpisuję na nią książki, o których coś dobrego przeczytałam, albo które ktoś polecił. Pozycja bardzo trafiona 🙂

Książkę poleca Szczygieł, a to już jest dobry znak. Jest to zbiór opowiadań o czeskich sportowcach w latach 50 i 60. Rzeczywistość, która ich wtedy otaczała nie czyniła ich życia łatwymi :). Ale oni pięknie potrafili sobie dawać radę z wszelkimi przeciwnościami losu. 

Dużo jest w tej książce czeskiej lekkości, dużo opisów prawdziwego sportu, nie gwiazdorzenia. Ta książką jest szczera.

Bardzo dobrze się ją czyta.

Naturalnie polecam 🙂

Chyba ZEN

Myśląc o swoim życiu, miałam taką opinię, (do niedawna), że rzeczywiście mam [za?:] dużo rzeczy do zrobienia, oraz [za?:] często nie ma mnie w domu, ale, że w tym wszystkim jest, wiadomo, ZEN i że sobie tak pływam od jednej czynności do drugiej, w błogim spokoju.

Tezę tą lekko obaliła najpierw moja koleżka, z którą przebywam rzadko i która zna mnie raczej słabo. Było tak: po przebiegnięciu półmaratonu w sobotę, w niedzielę, bo przecież wolne i pogoda ładna, to grzech siedzieć w domu, zorganizowałam wypad w góry (15 osób + 2 psy), zabierając swego Syna oraz córkę Sąsiadów (czyli jak zwykle). Na wycieczce, standardowo, robiłam zdjęcia i kiedy zaganiałam wszystkich, żeby na chwilę przyleźli, to cykniemy sobie grupowe z samowyzwalacza, mój kumpel zaoferował, że przyniesie mi pieniek, który będzie statywem. On leciał po pieniek, a ja  w tym czasie miałam mu trzymać psa. Pies się szarpał, ale kumpel doleciał, więc chlast, aparat na pieniek, samowyzwalacz uruchomiony, pies do kolegi, ja, sprintem, do zdjęcia. Usiadłam właśnie koło tej koleżanki, ona spoziera na mnie i pyta:

– Czy ty się kiedyś zatrzymujesz?

ZATRZYMUJESZ? Muszę w googlu znaczenie sprawdzić 😉

Ostatnio też wypunktował mnie Mąż, kiedy, oczywiście, robiłam ze 3 czynności na raz, plus wepchałam sobie orzeszki do gęby i zaczęłam do niego gadać. 

– Żono, mówi, znów to robisz, napchałaś sobie czegoś go buzi gadasz do mnie, przecież ja nic nie rozumiem. Usiądź i powiedz mi to spokojnie, ciągle gdzieś lecisz.

SPOKOJNIE? 🙂

Chyba zacznę od zakupów: melisa + nerwosol.

Ech, a zdawało mi się, że jestem uosobieniem spokoju 😉 

Mgła – Kaja Malanowska

639 strony

Książkę pożyczył mi Rafał.

 

Znów kryminał. Może już dość, myślałam sobie ostatnio, ale miałam w domu, opis wyglądał obiecująco, a ostatnio czytanie idzie mi szybko, więc lecę, zdecydowałam :).

Historia jest taka: jest Ada Rochniewicz, oficer dochodzeniowy, która zaczyna pracę z stołecznej policji (przenosiny z Wroca). Jest komisarz Sawicki, czyli jej partner. No i jest tajemnicza śmierć Zofii Wagner. W komplecie do denatki Zofii mamy jej byłego narzeczonego w seminarium, (opętanego przez sektę), obecnego kochanka (z problemami psychicznymi), Ada Rochniewcz ma wizje, a Sawicki się rozwodzi.

Nie ma zatem nudy, jest dużo zwrotów akcji, dobrze się czyta, dziś dzień wolny, więc pykło jakieś 300 stron 🙂 

Kryminał dobry, ale na razie musi nastąpić kryminalistyczna przerwa, bo się sama przeistoczę w detektywa 😉

Sploty życiowe

Zawsze rozwala mnie to, jak kręcą się różne znajomości. Jakim cudem trwają, chociaż, teoretycznie, nie powinny 🙂

Na przykład: ostatniej niedzieli siedzimy w domu, ktoś puka do drzwi. Rzadko puka ktoś poza koleżanką Syna, domniemuję, że to ona. Mąż otwiera drzwi i słyszę, jednak, chłopięcy głos. 

A to niespodzianka!:)

3 lata temu Syn uczestniczył w półkolonii. Było tam milion dzieci z naszego miasta i jeden chłopiec z Wiednia, z którym się skumplowali. Raz był u nas, jeszcze podczas trwania półkolonii, potem, całą rodziną, wpadli do Polski na Wielkanoc, zabrali Syna do kina, byliśmy nawet u babci, gdzie odbywało się spotkanie chłopaków. (Babcia robi za skrzynkę kontaktową i miała do mnie telefon, ale go zgubiła, więc kumpel musiał przybył osobiście :).

Potem przyszedł jeszcze jego tata z bratem i wszyscy wymieniliśmy się numerami telefonów i teraz już nas austriackie pukanie do drzwi nie zaskoczy 🙂

Siedzieliśmy przy stole wszyscy, śmialiśmy się i kręciliśmy głowami, że to jest niesamowite, że chłopaki się ciągle spotykają :).

Oby tak dalej 🙂