Zdarzają się takie filmy, po których obejrzeniu mówi się WOW, bo tego jedyne, co człowiek jest w stanie jest wydukać, pod takim jest się wrażeniem.
„Najlepszy” należy do tej grupy :).
Historia jest prawdziwa i, co najlepsze, nie była w zasadzie nikomu znana, choć powinna być, bo chłop dokonał niemożliwego.
Rzecz jest o Jerzym Górskim (gra go Gierszał, gra go świetnie:), chłopaku z Legnicy, który jako dziecko ma do czynienia ze sportem, na półce w domu rodziców widzimy fotki przedstawiającego jego z medalami, ale że ojciec jest raczej chujkiem, a nie człowiekiem, Jurek, słysząc nieustannie jak bardzo jest do dupy, postanawia zająć się ćpaniem, a nie sportem.
Ten sport również idzie mu dobrze, poznaje dziewczynę i natychmiast ją w to wciąga. Ćpają więc razem, a im dłużej to trwa, tym równia pochyła zaczyna być bardziej pochyła. Do kompletu okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży. Jej ojciec, który od początku był przeciwny tej znajomości, stara się ją od niego odseparować, co się mniej więcej udaje. Górski wpada w mniejsze lub większe tarapaty, przez chwilę jest w więzieniu, po różnego natężeniu zapaściach trafia kilka razy do szpitala, gdzie za każdym razem zajmuje się nim młoda pani doktor. Jak wychodzi z więzienia, oczywiście leci zaćpać i kolega ćpun informuje go, że dziewczyna, która nosi jego dziecko, postanowiła się wyskrobać. Ta informacja sprawia, że chłopaki dają czadu, którą to konkurencję wygrywa kolega, lądując w zaświatach. W szpitalu lekarka pokazuje go Górskiemu i uprzejmie go informuje, że jest następny w tej kolejce.
Górski więc postanawia coś z sobą zrobić i rusza na odwyk. Od tej pory jest czysty. Na odwyku lekko nie jest, ale pomału zaczyna się zbierać i zaczyna zabawę ze sportem. Najpierw jest to kulawo-koślawe bieganie, potem bieganie prawdziwe + rower + pływanie.
Jego dziewczyna ćpunka umiera w wieku lat, bodajże, 25, zostawiając córkę z dziadkiem, który nieustannie robi wszystko, żeby Górski nie miał z nią żadnego kontaktu.
Któregoś razu trafia na mini zawody thriatlonowe, zapisuje się na nie z biegu, w limicie się nie mieści, ale kończy wyścig i jego szczęście nie zna granic. W międzyczasie zaczyna intensywniejsze treningi na basenie i wizja wzięcia udziału w zawodach IRON MAN w Stanach przestaje być tylko wizją. Wszystko idzie dobrze do momentu, kiedy potrąca go samochód, i on i rower, na którym jechał, są cali pogruchotani, Górski uczy się w zasadzie chodzić od początku.
Wspiera go młoda doktorka, chłop się jakimś cudem zbiera, jest gotów.
Gdyby ktoś nie wiedział, to IRON MAN, to nie jest jakieś tak pierdnięcie, 3h i po sprawie. To jest 3,8 km pływania, 180 km na rowerze + maraton (42 km) do przebiegnięcia, oczywiście jedno po drugim, oczywiście bez przerw.
No więc Górski leci do Stanów ze swoim [uroczym] trenerem (gra go Jakubik 🙂 i na kilka dni przed startem dowiaduje się, że to będzie DOUBLE IRON MAN. Czyli grubo. Jednak postawia podjąć się zadania i startuje. I, co najlepsze, kończy, wygrywa i ustanawia rekord świata na tym dystansie.
Czyli można, tak?
Świetny film, świetna historia.
Polecam bardzo.