Pani Reniferowa

Dziś w poszukiwaniu CO BY TU OBEJRZEĆ na chwil kilka włączyłam program EXTRA ŚLUB czy CZAD WESELE czy jakoś tak. 

Tytuł jest mało ważny w porównaniu do tego co działo się W programie. 

Otóż, (nie)panna (dawno)młoda najsampierw wybierała suknię. 

Wybrała ukochany przeze mnie model z bufkami, kokardkami, upięciami, trenem, tiarą i broszką. I etolą (E! Tola! etola ci się upaprała! :), na kokardę wielką, ma się rozumieć, wiązaną. 

Ale dobra. 

Ślub miał być w stylu KRÓLOWA ŚNIEGU. (Dobrze, że zapomniała o Pokemonach na chwilę;)

Cała sala miała zostać obsypana białym confetti. Już zaczynam zazdrościć drużynie sprzątającej. 

Ale to wciąż nic.

Przed budynkiem stała kareta.

Zaprzężona w renifery-miniaturki (albo nie znam rozmiaru renifera, albo to nie były renifery tylko wyrośnięte szkockie terriery)!

 

Gdyby mój Mąż

zobaczył mnie w takiej sukni

pląsającą w tym confetti

z tą tiarką na bani

i jakbym zajechała po niego napędzaną reniferem karocą

to jestem w 100% pewna, 

że ślub musiałabym wziąć z tymże właśnie reniferem.

 

I to dopiero byłby Extra Ślub:)

 

Z sali ślubów żegna Państwa Jana Renifer:)

Kumu-kurwa-lacja

Czasem wszystko psuje się naraz.

 

ALE żeby się wszystko naraz zepsuło, muszą być spełnione odpowiednie warunki: 

1. masz TO jedno i jest ci ciągle potrzebne

2. nie masz szmalu na drugie

3. jest koniec miesiąca lub wcześniej przepultałeś wszelkie zaskórniaki na jakieś gówno

4. nigdy nie psuje się łatwowymienialna część TEGO za 2 zyle, zawsze jest to integralna część sterująca wszystkim, nie ma tego w sklepach, albo jest lecz kosztuje 15 000 (w kredycie 50/50)

5. czas zepsucia jest zawsze cudownie przez organy psujące dobrany: teściowa wpadnie na ciasto – psuje się piekarnik, muszisz w nocy skończyć extra ważną pracę na kompie – zdechnie komp, albo się chociaż kilka razy wyłączy znikając ci co potrzebniejsze dane, chcesz gdzieś szybko pojechać – zdupi się wóz, wracasz do zamrożonego domu – siądzie ogrzewanie. 

U mnie kumulacja jest, zdaje się, w fazie kumulacyjnej, czyli ciągle coś dochodzi. Zaczął komp, ale po wizycie u mego brata odzyskał jakąś część władzy i działa. Lecz stoi nad krawędzią i wiem, że czeka na dobry moment, by skoczyć. Do tego dochodzi pralka, do której obecnie potrzebne są 2 osoby podczas cyklu praniowego: ja ją przestawiam i uruchamiam, jak się włącza, wyłącza i zastyga (zjebany programator), a mój Mąż ją trzyma jak wiruje, bo siadły amortyzatory czy to co tam, kurwa, ten bęben trzyma. Na dokładkę cieknie kaloryfer w łaźni. 

W bonusie doszedł samochód, który sobie elegancko jechał, gdy nagle pierdnął i jechać przestał. I teraz drużyna badawcza bada CZYM tak pierdnął i czemu stanął, póki co bez spektakularnych sukcesów.

I teraz nie wiem: czy to już? Czy coś jeszcze.

Bo muszę zadać pytanie JAK ŻYĆ i nie wiem czy już mogę.

Zanurzona w ciszy – Frances Itani

To historia bardzo silnej dziewczyny, Grani, która straciła słuch w wyniku przebytej w dzieciństwie szkarlatyny, a mimo tego nie dała się wypchnąć poza krąg ludzi żyjących pełnią życia. Na swój sposób radziła sobie z tym, co życie jej przynosiło i wychodziło jej to niejednokrotnie lepiej, niż ludziom w 100% sprawnym fizycznie.
 
To historia jej miłości i małżeństwa z Jimem, przez którego większość jej mąż był na wojnie. Jej czekania na niego, jej życia podczas wojny bez niego. Szkoda, że właśnie temu wątkowi jest poświęcona największa część książki – mnie raczej interesowała Grania jako ona, opisy uczuć jej mężą podczas wojny są, według mnie, przydługim dopiskiem na marginiesie i choć całość czyta się generalnie dobrze, to chwilami miałam dość opisów Jima i wojny i czekałam na historie z życia Grani.
 
Jest to również opis jej przyjaźni z Mamo, jej babką, która ucząc ją mówić po chorobie otworzyła jej mnóstwo drzwi do świata słyszących.
 
Grania to pogodny typ silnego człowieka, który dał radę unieść to, co los przynosi, znajdując w tym pozytywne strony, może z wyjatkiem wojny, bo w niej naprawdę trudno doszukać się pozytywów. Czy utrata słuchu, czy szkoła dla niesłyszących z internatem, gdzie została odesłana jako dziecko i rzadko wracała stamtąd do rodzinnego domu, czy ciężka praca w hotelu rodziców – żadne z tych wydarzeń nie załamało jej, nie narzekała z tego powodu, nie czuła się gorsza.
 
Lubię takich ludzi, zarówno w książkach, a zwłaszcza na żywo.
 
Pozytywna histora, warta przeczytania. A Grania, z jej pogodą ducha i walecznością – warta naśladowania

Szczyt again

Jestem z siebie niebywale dumna. 

Znów dokonałam czegoś fantastycznego. 

Poszłam z Chłopakami do parku linowego i na tor saneczkowy. 

Syn mnie skusił na te saczeczki. 

To wsiadłam.

I tak pruliśmy…

że, kurwa, z tych saneczek do rynny wypadłam. 

Oczywiście się obiłam (dobrze, że ramię, nie baniak:).

Osiągnięcie na miarę toru.

40 milionów ludzi zjechało i nic im się nie stało. 

Poszłam ja…

 

Mój Mąż do tej pory nie może pojąć JAK można z tych saneczek wypaść. 

Można:)

Jak kto chętny, mogę nauczyć.

Innowacja

Ponieważ nasz dział trudni się planowaniem, większość rzeczy ma u nas swoje miejsce i dzieje się w określony sposób, czego dowodem może być, na przykład, przepływ artykułów z grupy SPOŻYWCZE:

MLEKO kupujemy w kolejności biurkowej, każdy po zgrzewce. 

KAWĘ kupuje ten, kto akurat znajdzie się w pobliżu sklepu i ją nabędzie. Następnie kwotę rozdzielamy między siebie i zwracamy swoje części kupującemu.

CUKIER kupujemy po zgrzewce i kwotę owej rozdzielamy pomiędzy wszystkich oprócz Haliny, która nie słodzi.

HERBATĘ kupujemy na zmianę tylko Grześ i ja, po pudle, na którym piszemy pierwszą literę swojego imienia, bo po 2 miesiącach nie pamiętamy KTO ją kupił.

KECZUP kupujemy na zmianę tylko Halina i ja, w systemie herbacianym. 

 

Ostatnio zaczęły nam dobrze iść Tymbarki. Takie z napisami na kapselkach. Kosztowały 1,40 zł w naszym sklepiku. 

I pewnie przepłacalibyśmy w nieskończoność, gdyby nie Kiero.

Pojechał do MAKRO. Kupił zgrzewkę. Zrobił słoik z dziurą, ustawił go na biurku, na trasie do lodówy i ogłosił:

– W lodówie są Tymbarki. Kto chce Tymbarka – 80 groszy wrzuca do słoja.

Dziś zajrzałam do portfela – patrzę mam tylko 1 zyl.

– A ten automat wydaje resztę? – zapytałam.

– A jak! – brzmiała odpowiedź.

(Trzeba sobie słoik odkręcić i resztę zabrać).

W końcu znalazłam jednak 80 groszy i zakupiłam Tymbark w naszym innowacyjnym automacie: