Dziś w poszukiwaniu CO BY TU OBEJRZEĆ na chwil kilka włączyłam program EXTRA ŚLUB czy CZAD WESELE czy jakoś tak.
Tytuł jest mało ważny w porównaniu do tego co działo się W programie.
Otóż, (nie)panna (dawno)młoda najsampierw wybierała suknię.
Wybrała ukochany przeze mnie model z bufkami, kokardkami, upięciami, trenem, tiarą i broszką. I etolą (E! Tola! etola ci się upaprała! :), na kokardę wielką, ma się rozumieć, wiązaną.
Ale dobra.
Ślub miał być w stylu KRÓLOWA ŚNIEGU. (Dobrze, że zapomniała o Pokemonach na chwilę;)
Cała sala miała zostać obsypana białym confetti. Już zaczynam zazdrościć drużynie sprzątającej.
Ale to wciąż nic.
Przed budynkiem stała kareta.
Zaprzężona w renifery-miniaturki (albo nie znam rozmiaru renifera, albo to nie były renifery tylko wyrośnięte szkockie terriery)!
Gdyby mój Mąż
zobaczył mnie w takiej sukni
pląsającą w tym confetti
z tą tiarką na bani
i jakbym zajechała po niego napędzaną reniferem karocą
to jestem w 100% pewna,
że ślub musiałabym wziąć z tymże właśnie reniferem.
I to dopiero byłby Extra Ślub:)
Z sali ślubów żegna Państwa Jana Renifer:)
