Biuro rzeczy znalezionych

Niezliczone są opowieści o tym jak to ktoś poszedł na imprezę i co się na owej działo. 

Cuda w tych opowieściach występują (i dziwy:)

Dotąd jednym z zasłyszanych hitów było to, jak kiedyś ktoś zrobił imprezę, a po wyjściu gości zauważył, że ktoś mu narzygał do pralki 🙂

Lub, jeden mój znajomy, jadąc do domu SWOIM samochodem, a będąc w posiadaniu około 4 promili we krwi (nie, nie on kierował:) postanowił, że zaciągnie ręczny. I przez następne 25 km go NIE puścił 🙂 Dość drogo go ta podwózka wyniosła, CHOCIAŻ jechał swoim samochodem. 

Zawsze jest jednak coś, co jest w stanie człowiek zaskoczyć. 

Dziś opowiedziano mi pogodną historyję o tym, jak to grupa panów wybrała się na imprezkę. 

Było świetnie, gdyby nie jedna mała strata. 

Otóż po tymże przedsięwzięciu w knajpie zostały zęby 🙂 Sztuczna szczena w sensie 🙂

 

Osiągnąć taki poziom zabawy, żeby zgubić zęby, to jest naprawdę coś. 

Jak już będę miała sztuczną szczękę muszę koniecznie spróbować.

Bar Dobrych Ludzi – J.R. Moehringer

Niezwykle sympatyczna lektura.

Chociaż nie dzieje się w świecie mafii, przypominała mi trochę film ‚Prawo Bronxu’. 

Rzecz dzieje się głownie w środowisko biednych i niejednokrotnie ostro popapranych ludzi, a mimo to jest w niej dużo ciepła i pozytywnych emocji. 

Są to wspomnienia autora z dzieciństwa i młodości, którą spędził w Manhasset, dłuższą chwilkę od Manhattanu i zaledwie kilka kroków od baru Dickens, gdzie jego wujek był barmanem, i gdzie poznał wielu ludzi, którzy wnieśli bardzo dużo w jego życie. 

Książka jest napisana ładnym językiem, facet często wspomina, że lubi słowa i to widać, słychać i czuć.

Ja też lubię słowa. 

I wszystkim tym, którzy lubią słowa, ją polecam 🙂

Klasa

Z powodu tego, że z 3 działów zrobił nam się 1, wybieramy się na pracowe kręgle.

Czyli się napić 🙂

Frekwencja jest zadziwiająco wysoka, a że termin się zbliża, zainteresowani tematem się … interesują 🙂

I tak Grzesiu pyta dziś:

– To kiedy jest to spotkanie klasowe?

Unoszę brewkę i zerkam na Grzesia pytająco:

– To my chodziliśmy razem do jakiejś klasy? Bo sobie nie przypominam.

– Jesteśmy klasą sami w sobie. 

 

No. Robotniczą 🙂

Bankrut

Z mych obserwacji wynika, że najszybszą drogą do bankructwa naszej rodziny są szczotki do zębów naszego Syna.

No przecież ledwo nową z pudła wysupłam i zapodam, po 4 dniach już wygląda jak rosochaty mop po wizycie u awangardowego stylisty.

Pilnuję Dziada.

Nie gryź – instruuję – MYJ!

Póki dybię – myje. Ale niech no wyskoczę z łaźni na sekund kilka – pokąsa szczotkę w drobny mak i tyle.

Już jakiś czas temu zarzuciłam kupowanie dziesięciozylowych Kolgejtów i poszowych akłafreszów, przeszedłszy na Kauflandowe delfinki (3 zyle) czy inne taniaki, ale i tak na niewiele się to zdaje. 

Po tygodniu każda jest do wyrzucenia. 

Nie wiem co z tym fantem zrobić. Czy zamówić szczoteczkę z falistej blachy, dającą gwarancję wytrzymałości, czy też pod prądzio posiadane podłączać. 

Może wtedy ich nie zagryzie. 

Don’t Stop Me Now – Jeremy Clarkson

Mam 3 książki Clarksona w domu.

Leżą od dawna. 

‚The World According to Clarkson’ zaczynałam kilka razy – nie poszło. 

Jednak będąc w desperacji książkowej, poszłam w stronę tej, z okładką w kolorze robót drogowych i się udało. 

 

Jest to zestaw ciepłych i pełnych dobra artykułów o przeróżnych pojazdach, które Clarkson pisał chwilę temu dla ‚Sunday Times’.

A ja, jako wieloletnia pracownica przeróżnych działów branży automotive, znalazłam lekturę kuszącą i ruszyłam z kopyta. 

 

Lubię ludzi jadowitych i nie przeszkadza mi, gdy ktoś się czegoś czepia, o ile wmieszana jest w to odrobinę wesołości. A Clarkson właśnie taki jest. Oczywiście, że jest stronniczy, że się przyjebuje, że wyszydza i że nie pójdzie do nieba. Trudno 🙂

Ale pisze wesoło i wrednie.

Ma też mnóstwo uroczych spostrzeżeń dotyczących NIE TYLKO motoryzacji, jak na przykład:

„My wife goes to the gym every morning and as a result is permanently broken in some way. (…) Whereas I, whose only excercise is blinking, am never ill at all.”

lub

o Corvettcie C6: „There are levers in the National Coal Mining Museum that move with more smoothness than gear shifter in C6 Vette.”

o Subarach (dawniej): „They smelled of manure and would run on anything that was liquid. Petrol, diesel, vinegar, your fat wife’s cider brandy. Even a pint of pig’s urine, if times were hard.”

o sat navie w BMW M5: „It doesn’t matter what button you press, she continueas to give her instructions over and over again, until you want to bludgeon her and her family to death with an axe.”

Proste jasne, jadowite i wesołe 🙂

Były w owej książce opinie, z którymi się zgodziłam, jak na przykład „You Should Not Buy A Hyundai Accent” – wiem, wypożyczyłam sobie kiedyś jeden w Grecji i nigdy więcej rzecz owa się nie powtórzy, lub, o Multipli, że „(…) this is the most boring-looking machine in the whole of human history„, przy czym ja wymieniłabym słowo ‚boring-looking’ na proste ‚the ugliest’:)

Były i takie, z którymi się NIE zgodziłam, jak na przykład ta, że niby Toyota Corolla Verso jest fajna. Jestem byłą pracownicą Skośnej Firmy i pomimo, że Mąż Mój posiadał tenże model jako służbowy przez lat 4 – ŻADNA Toyota NIGDY nie będzie dla mnie fajna. Nawet jak wypuszczą model ze złotym dzyndzelkiem i pomalowanym na żółto silnikiem – ta, kurwa, też nie. 

Oczywiście nie znam się za bardzo na samochodach i wiele Clarksonowych danych niewiele mi nie mówi, co jednak nie zmienia faktu, że lektura wielce przypadła mi do gustu.