Kumu-kurwa-lacja

Czasem wszystko psuje się naraz.

 

ALE żeby się wszystko naraz zepsuło, muszą być spełnione odpowiednie warunki: 

1. masz TO jedno i jest ci ciągle potrzebne

2. nie masz szmalu na drugie

3. jest koniec miesiąca lub wcześniej przepultałeś wszelkie zaskórniaki na jakieś gówno

4. nigdy nie psuje się łatwowymienialna część TEGO za 2 zyle, zawsze jest to integralna część sterująca wszystkim, nie ma tego w sklepach, albo jest lecz kosztuje 15 000 (w kredycie 50/50)

5. czas zepsucia jest zawsze cudownie przez organy psujące dobrany: teściowa wpadnie na ciasto – psuje się piekarnik, muszisz w nocy skończyć extra ważną pracę na kompie – zdechnie komp, albo się chociaż kilka razy wyłączy znikając ci co potrzebniejsze dane, chcesz gdzieś szybko pojechać – zdupi się wóz, wracasz do zamrożonego domu – siądzie ogrzewanie. 

U mnie kumulacja jest, zdaje się, w fazie kumulacyjnej, czyli ciągle coś dochodzi. Zaczął komp, ale po wizycie u mego brata odzyskał jakąś część władzy i działa. Lecz stoi nad krawędzią i wiem, że czeka na dobry moment, by skoczyć. Do tego dochodzi pralka, do której obecnie potrzebne są 2 osoby podczas cyklu praniowego: ja ją przestawiam i uruchamiam, jak się włącza, wyłącza i zastyga (zjebany programator), a mój Mąż ją trzyma jak wiruje, bo siadły amortyzatory czy to co tam, kurwa, ten bęben trzyma. Na dokładkę cieknie kaloryfer w łaźni. 

W bonusie doszedł samochód, który sobie elegancko jechał, gdy nagle pierdnął i jechać przestał. I teraz drużyna badawcza bada CZYM tak pierdnął i czemu stanął, póki co bez spektakularnych sukcesów.

I teraz nie wiem: czy to już? Czy coś jeszcze.

Bo muszę zadać pytanie JAK ŻYĆ i nie wiem czy już mogę.