Cuda i/lub czary

Jeśli by chcieć wskazać położenie naszego biura na terenie naszego zakładu, śmiało można posłużyć się określeniem ‚w dupie’ 🙂

Jak już pewnie wspominałam, ma to swoje plusy (rzadko kto do nas przyłazi, dzięki czemu, generalnie, mamy spokój) oraz minusy (jak w tej bajce Potemu, gdzie księżniczka mieszkała za 7 górami, 7 morzami, 7 lasami i któregoś dnia rzekła ‚kurwa, jak ja mam wszędzie daleko’. To my tak samo).

JEDNAK gdy nas w owym biurze nie ma, zaczynają dziać się tam rzeczy z pogranicza nadprzyrodzonych. 

Ostatnio na przykład, w TAJEMNICZYCH OKOLICZNOŚCIACH zginął nam zegar. Mamy teraz fajowy gwoździk na który, z przyzwyczajenia, rubasznie sobie zerkamy. Sprawcę czynu udało się wyśledzić, w związku z czym niedługo zawiśnie na naszej ścianie brand new mierzacz czasu. 

To jednak nie wszystko. 

Niedawno M. opuszczała biuro, w którym działały już panie sprzątające. Wyłączyła choinkę (tak, tak, u nas jest jeszcze choinka), oraz zgodnie z życzeniem pań wyłączyła radio i pomknęła. 

Jakież było zdziwienie M. (to inna M, nie ta z poprzedniego zdania:), gdy wchodząc do biura rano zauważyła a) świecącą choinkę, b) grające radio, c) zasunięte rolety!!!! Cóż się tam musiało dziać! Zastanawiamy się czasem, czy po naszym wyjściu nasze biuro nie zamienia się w DANCE FLOOR. Jest dość duże, jak się tak radyjko na cały regulator zapuści i kulę przy suficie zamontuje, zabawa może być przednia. 

No dobra.

To jak już się bawią, niech się bawią. 

Ale dlaczego nas, do cholery, nie zapraszają? 🙂

Człowiek Nietoperz – Jo Nesbo

Czytam serię o Harrym Hole’u kompletnie nie po kolei i Człowiek Nietoperz wypadł akurat przedostatni w kolejce, została mi jeszcze tylko Policja.

Parę osób wciągniętych w serię o Harrym wspominało mi, że w pierwszej części Nesbo (a co za tym idzie – Harry) jeszcze się nie rozgrzali i wszystko jest takie trochę… kanciaste, więc w porównaniu do innych ta część wypada słabo. 

Zgodzę się z przedmówcami. 

Nie znaczy to jednak, że czyta się ją źle. Czyta się ją dobrze, ale inne – znacznie lepiej:)

Tym razem Harry stara się rozwiązać zagadkę morderstwa swojej rodaczki, Inger Holger, w Sydney. Oczywiście obraca się kręgach pełnych popaprańców, oczywiście są zwroty akcji, a samotnik – Harry pije, co, jak wiadomo, nie przeszkadza mu myśleć i łączyć fakty w dość niekonwencjonalny sposób. 

Ale to jeszcze nie to. 

Wszystkim Harryholikom polecam części dalsze. Tam popaprańcy, picie Harrego i zwroty akcji osiągają zenit. 

Sama tymczasem zabieram się za Policję.

DRESS code :)

Niedawno, z powodu imprezki pracowej i konieczności odstrzelenia się jak na zastrzyk, ubrałam się w mą czarną sukienkę. Syn był zachwycony i obficie mnie komplementował 🙂

Ale imprezka się skończyła, nadszedł poniedziałek i też się, w zasadzie, kończył, wskoczyłam więc w moje dresowe portki i koszulkę i w tymże odzieniu paradowałam po domostwie. 

Syn spoziera na mnie i widzę jak w dymku nad głową porównuje mnie w sukience i mnie w dresie i pyta:

– Mamo, a wolisz być w tym ubraniu, czy w sukience?

– Wiesz, Synu, to ubranie jest BARDZO wygodne. A sukienki nie zawsze są takie.

– A ta czarna sukienka jest wygodna? 

– Tak, dość wygodna.

– To może byś się w nią ubrała?

 

Jasne. I w szpileczki.

Już współczuję jego przyszłej żonie:)

Helena Rubinstein – kobieta, która wymyśliła piękno – Michele Fitoussi

Helena Rubinstein, choć miała tylko 147 cm wzrostu, potrafiła nieźle wszystkim i wszystkimi kręcić. 

Tak można by, w jednym zdaniu, podsumować jej życie i twórczość.

 

Helena nie była osobą, która z założonymi rękami czekała aż coś jej samo z nieba spadnie. Wszystko, co osiągnęła, wypracowała sama, swoimi ‚ręcami’ :). Kobieta sukcesu, która fortunę zawdzięczała sobie, a nie, jak to było (i jest:) modne i łatwe – wyjściu za mąż za bogatego pana. 

Sukcesom w biznesie nie towarzyszyły jej, niestety, sukcesy w małżeństwie, gdyż pan I mąż Heleny bardzo lubił inne panie (bardzo często z wzajemnością), co nie sprzyjało jego wierności. Sprzyjało natomiast powiększaniu się kolekcji biżuterii Heleny, bo to był jej antydepresant – jak mąż ją zdradził, leciała sobie kupić jakiegoś dyjamenta, czy inne cudo, w każdym razie zawsze drogie i duże. Dzięki mężowi I miała tego naprawdę sporo.

Nie była też cudowną matką, ale to się zdarzyć nie mogło, gdyż pracowała po 40h na dobę, na kilku kontynentach na raz. Pod koniec życia podobno żałowała, że nie poświęciła dzieciom więcej czasu, ale czy rzeczywiście tak uważała?

Ciekawe czasy. Właśnie wtedy zaczęły powstawać kosmetyczne marki, znane dziś ze sklepowych półek: Elizabeth Arden, Revlon, Estee Launder i Max Factor (naprawdę nazywał się Maksymilian Faktorowicz! i to on wymyślilnazwę make-up).

Z sympatycznych anegdot – Helena nie znosiła się z Elizabeth Arden. Kiedy pewnego razu Arden użarł koń i odgryzł jej paluch, troskliwa Helena natychmiast zapytała jak się czuje koń:)

Dla pani Helenki za to, czego dokonała, wielki szacun. 

A książkę przeczytać warto, nawet jeśli ktoś nie jest biegłą kosmetycznie jednostką (czyli jak ja:).

Prawdomówność łatwa nie jest

Jakiś czas temu mój Syn znalazł obrokaconą plastikową gałązkę i poprosił, żeby mógł ją zostawić, bo jest piękna. 

Niechętnie, lecz się zgodziłam. 

Podejrzewałam, że brokat będzie się z tej pięknej gałęzi wszędzie sypał i fajowo na kapciach roznosił.

Długo nie musiałam czekać.

 

Wchodzę do synowego pokoju i co widzę? CAŁY dywan w brokacie. 

– Synu – mówię – wyrzućmy tą gałązkę. No zobacz ja się z niej sypie. 

Syn jednak miał trudności z rozstaniem i gałąź została. 

 

Wieczorem, czytam mu książkę, a Syn powoli wydobywa z siebie:

– Wiesz mamo? Trochę ciężko mi jest dojść do jednej prawdy.

– Do jakiej prawdy ciężko ci dojść? 

– Bo wiesz mamo, ten brokat na dywanie, to on się nie rozsypał sam. To ja robiłem TAK (tu pokazuje jak energicznie pocierał gałązkę), żeby się sypał, bo chciałem, żeby dywan był piękny. 

Ta.

Esteta w dom, brokat w dom…