Jeśli by chcieć wskazać położenie naszego biura na terenie naszego zakładu, śmiało można posłużyć się określeniem ‚w dupie’ 🙂
Jak już pewnie wspominałam, ma to swoje plusy (rzadko kto do nas przyłazi, dzięki czemu, generalnie, mamy spokój) oraz minusy (jak w tej bajce Potemu, gdzie księżniczka mieszkała za 7 górami, 7 morzami, 7 lasami i któregoś dnia rzekła ‚kurwa, jak ja mam wszędzie daleko’. To my tak samo).
JEDNAK gdy nas w owym biurze nie ma, zaczynają dziać się tam rzeczy z pogranicza nadprzyrodzonych.
Ostatnio na przykład, w TAJEMNICZYCH OKOLICZNOŚCIACH zginął nam zegar. Mamy teraz fajowy gwoździk na który, z przyzwyczajenia, rubasznie sobie zerkamy. Sprawcę czynu udało się wyśledzić, w związku z czym niedługo zawiśnie na naszej ścianie brand new mierzacz czasu.
To jednak nie wszystko.
Niedawno M. opuszczała biuro, w którym działały już panie sprzątające. Wyłączyła choinkę (tak, tak, u nas jest jeszcze choinka), oraz zgodnie z życzeniem pań wyłączyła radio i pomknęła.
Jakież było zdziwienie M. (to inna M, nie ta z poprzedniego zdania:), gdy wchodząc do biura rano zauważyła a) świecącą choinkę, b) grające radio, c) zasunięte rolety!!!! Cóż się tam musiało dziać! Zastanawiamy się czasem, czy po naszym wyjściu nasze biuro nie zamienia się w DANCE FLOOR. Jest dość duże, jak się tak radyjko na cały regulator zapuści i kulę przy suficie zamontuje, zabawa może być przednia.
No dobra.
To jak już się bawią, niech się bawią.
Ale dlaczego nas, do cholery, nie zapraszają? 🙂