Tą książkę pożyczyła mi Dziunia, czyli moja Teściowa II 🙂
Powiedziała, że fajna. A my gust książkowy mamy raczej podobny, więc i mnie bardzo się podobała. Na tyle, że zareklamowałam ją dalej i (za Dziuniowym pozwoleniem) książka właśnie leci do UK do Maryli 🙂
Jest to zbiór opowiadanek, baaardzo fajnych, zdystansowanych i nie nachalnych. Stasiuk stoi sobie z boku, gapi się i opisuje to, na co się gapi :).
Na przykład tak:
„…gdzieś między Szaflarami a Białym Dunajcem ma się poczucie, że wjeżdża się do jeszcze bardziej Polski, do Polski dwukrotnej, trzykrotnej, do Polski hard. Stopień wizualnego obesrania poboczy drogi numer 47 przywodzi na myśl zaplanowaną, celową i precyzyjnie odbytą zbrodnię na pejzażu, mord na cudzie świata, który nam podarowano. Jeśli jest pogoda, to w oddali widać te góry, te kilka czy kilkanaście prawdziwie skalistych szczytów, które dostaliśmy od losu czy historii, by móc je podziwiać, by chronić się w cieniu ich piękna. Lecz musimy na nie patrzeć poprzez obskurny majak, przez ten syf nieopisany poustawiany po jednej i drugiej stronie drogi. Tak sobie wyobrażaliśmy wielki świat i tak go zbudowaliśmy: z drutów, ceowników, folii, dykty, farby, blachy i plastiku. I teraz jedziemy przez jakąś poronioną Dolinę Jozafata i krwawią nam źrenice od tej gędźby obleśnej, od tej zachwalanki namolnej, że apartamenta, że koliby, że zbójnickie, że salceson po 6,50, że tam tylko po 5, że pajntbol i srajtpul, że gacie, że ogrodzenia, że jaskinia solna, że jama z gówna , że taki, śmaki, owaki, metr po metrze, płachta za płachtą, sztrajfa za sztrajfą, mamidło za mamidłem, baner, taka jego mać, za banerem, w otchłań dostępności, w bezmiar oferty, w nieskończoność satysfakcji oraz oraz spełnienia”.
Ładnie, prawda? 🙂