Przeczytałam kiedyś o tej książce w Wysokich Obcasach i z okazji urodzin kupiłam ją Kubie :).
Sztuczka z kupowaniem przyjaciołom książek, które by się samemu chętnie przeczytało, nie jest dla mnie nowa 🙂
Po jakimś czasie dotarła więc do mnie 🙂
Jest to dziennik podróży kobity, która wybrała się na Jamał. Jamał to, jak głosi opis na okładce, ‚największy zbiornik gazu i jeden z najbardziej strzeżonych regionów świata. Obcym wstęp wzbroniony. Półwysep jest słabo zaludniony, warunki wyjątkowo surowe, a życie człowieka zależy od reniferów, które są wszystkim: jedzeniem, ubraniem, schronieniem, przyjacielem i środkiem transportu.’
Historia świetna. Niesamowite jest to, że w naszych czasach żyją ludzie, którzy z własnego wyboru mieszkają w tundrze w czumach, żywią się surowym mięsem i piją krew reniferów (głównie dlatego, że na cokolwiek innego przez większość roku nie ma co liczyć, bo jest po prostu, za zimno). W tych warunkach żyją, gotują, przemieszczają się i mają dzieci. Szyją ubrania ze skór reniferów i bobrów, a dla ocieplenia girek używają trawy napychanej do kaloszy.
Mają swoje historie, swoje zwyczaje oraz swoje gusła i zabobony, jak zwykł mawiać mój wujek :).
Warto książkę przeczytać, żeby zdać sobie sprawę, że DA się żyć w na prawdę ciężkich warunkach, bez wygód, które my, mieszkańcy w Europy, mamy zawsze i wszędzie i uważamy je za podstawy, które MUSZĄ być zapewnione.
Cieszę się że pani Skopek się tam wybrała, rzecz zbadała i opisała. Szacun dla niej.
Mnie by raczej na tego typu przygodę nikt nie namówił :).