Background:
W wakacyjne soboty nasze miasto organizuje fajną imprezę sportową pt. DOBRA WODA Z KRANU.
Każdy może przyjść, poćwiczyć, napić się wody – naprawdę elegancka sprawa. Uczestniczą w niej i jednostki szalenie usportowione, jak i te, które ze sportem stykają się rzadko i w bardzo ograniczonym wymiarze:).
Ci, którzy od jakiegoś czasu na przykład biegają, znają się z resztą biegaczy albo osobiście, albo, chociaż z widzenia.
Czyli wiemy kto jest kto i kto jak wygląda.
Inaczej jest, kiedy ćwiczący mieszają się z niećwiczącymi. Fajnie, bo impreza jest otwarta i dla wszystkich, ale ja nie o tym :).
Po ponad miesiącu od rozpoczęcia imprezy, w końcu udało mi się znaleźć czas i poszłyśmy na owe ćwiczenia z moją niebiegającą koleżanka z pracy.
Po kilku minutach na hali lekkoatletycznej, gdzie rzecz się dzieje, koleżanka zdała sobie sprawę, że jest w raju:
– Jezu! Jacy tu faceci chodząąą! A jakie mają dupy! Aż się oczy szklą – piała z zachwytu.
🙂
Zawsze powtarzam, że sport to zdrowie 🙂