Ostre przedmioty – Gillian Flynn

360 stron

Książkę pożyczyła mi Halina, czyli moja czytająca koleżanka z pracy. 

Kryminał autorki ‚Zaginionej Dziewczyny’ opowiada historię dziennikarki –  Camille Preaker – która dostaje zadanie opisania tajemniczych morderstw dwóch dziewczynek w swoim rodzinnym Wind Gap.

Jeszcze przed jej wyjazdem w rodzinne strony, w Chicago, gdzie Camilla mieszka, dowiadujemy, że coś musi być z nią ostro nie halo, bo oprócz tego, że pije, dość intensywnie, to tnie się – wycina(ła) sobie na skórze (wszędzie) różne wyrazy, przez co spędziła chwilę w klinice psychiatrycznej oraz przez co w zasadzie nie ma miejsc na jej ciele, które nie są pokryte krwawymi bliznami. 

Ale to wszystko jest niczym w porównaniu z Wind Gap, gdzie ogólne popierdolenie, chorość i obleśność tego miejsca wręcz przytłaczają od pierwszego zdania. 

A więc jest mamusia Camille, która mieszka w ogromnej posesji, jest właścicielką fabryki zajmującej się produkcją mięsa, mieszka ze swoim mężem, który nie jest ojcem Camille (Camille ojciec zapłodnił ową matkę i na tym kontaktów zaprzestał podobno – Camille nie za wiele o tym wie) i który ubiera się tak, jakby występował w przedpotopowym żurnalu. Do Camille się ów chłop raczej nie odzywa, on tam głównie jest.

Najmłodzsza siostra Camille – Marian – nie żyje, zmarła jakieś 10 lat temu w wieku lat 9, będąc całe życie jednostką bardzo chorowitą. 

Druga siostra, również młodsza – Amma – zdaje się być pupilką mamusi, poza krótkimi okresami chorowania w domu trudni się lataniem po mieście z lafiryndami w swoim wieku, na piciu, ćpaniu oraz dręczeniu innych

Babcia Camille, jak się okazuje, była również ostro pierdolnięta, na szczęście nie żyje.

Ludzie w miasteczku nie bardzo mają jakieś zajęcie, raczej pracują w fabryce mięsa lub piją, co bogatsi mieszkają w odwalonych rezydencjach i trudnią się obgadywaniem innych, chadzaniem na przyjęcia i odpierdalaniem się jak na zastrzyk każdego dnia.

Ogólna sytuacja słaba, można podsumować, ciężko znaleźć kogoś normalnego. 

Do tego dochodzą dwie zamordowane dziewczynki, którym, na dodatek, ktoś wyrwał wszystkie zęby po śmierci.

Historia ciekawa, ale dość obleśna, jak ktoś jest wrażliwy, niech uważa. 

Gdzie jest Mia – Alexandra Burt

Po pierwsze to sobie pomyślałam, że będę zapisywać ile stron mają książki, które przeczytałam, żebym wiedziała ile przeczytałam, bo co z tego, że 15 książek, jak każda miała 100 stron :).

Ta ma 414. 

Dostałam ją od mojej Teściowej I (mam dwie) pod choinkę. 

Na okładce jest napisane ‚Ten Thriller trzyma w napięciu jak ‚Dziewczyna z pociągu” i to jest prawda.

Historia jest taka, że jest sobie kobita – Estelle, poznają faceta i mają dziecko. I ten chłop (Jack) i ona od pierwszej wzmianki o nich wydają się dość śliscy, dość dziwni, jacyś niegramotni, od razu się ich raczej nie lubi. Facet sobie jedzie do pracy do innego miasta, a kobita zostaje sama, ze swoją płaczącą córką, która ma kolki i od pierwszych dni płacze dniami i nocami i w zasadzie nic jej nie uspokaja. 

Chociaż odnosi się wrażenie, że nie NIC tego dziecka nie uspokaja, tylko ta kobita go nie uspakaja, co wcale, biorąc pod uwagę jej kolejne opisy, nie dziwi. Można nawet pójść dalej i spróbować rzucić domysł, że może to właśnie przez tą kobitę dziecko płacze.

Do tego dochodzą problemy z pamięcią: kobita nie pamięta czy odstawiła do zlewu butelkę po mleku, ani dlaczego pielucha jest w śmietniku, chociaż wcale jej tam nie wrzucała. 

Napięcie rośnie.

Któregoś dnia kobita budzi się pokiereszowana w szpitalu, nic nie pamięta, a dziecka nie ma. Co więcej, nie ma ŻĄDNEJ należącej do niej (Mii czyli) rzeczy.

Okazuje się, że kobita została znaleziona na dnie wąwozu, z raną postrzałową głowy w dodatku.

I rusza cała akcja: z jednej strony rusza nagonka mediów, że co to za matka, snująca podejrzenia, że to właśnie ona zabiła dziecko, z drugiej strony rusza terapia mająca na celu przywrócenie kobicie pamięci. 

Bardzo dobrze się czyta i szybko – ZWŁASZCZA kiedy nie trzeba chodzić do pracy ani prowadzić samochodu.

Warto 🙂

The Time Traveler’s Wife – Audrey Niffenegger

Kiedy Maryla sunie do PL i pyta nie, czy coś mi przywieźć, proszę ją czasem, żeby mi przywiozła książkę z czariciaka, po angielsku.

Żebym nie wyszła całkiem z wprawy 🙂

I tą mi przy jednej z takich okazji przywiozła. Powiedziała, że czytała ją jak jak przybyła do UK i że bardzo jej się podobała. 

No to ruszyłam.

Znów poszła w dwóch częściach, bo ma 518 stron, więc pół przeczytałam w wakacje i dopiero teraz skończyłam. 

 

Historia jest o facecie, który podróżuje w czasie (Henry) i jego żonie – Clare (ona nie podróżuje). Co ciekawe, facet nie wie KIEDY się przeniesie, na ILE i DOKĄD. Przenosi się zawsze w obrębie czasu swojego życia, więc czasem się zdarza, że na przykład spotyka samego siebie w młodszym/starszym wieku i wtedy jest dwóch Henrych w jednym miejscu. 

Co więcej, kiedy się przenosi, zawsze jest goły i bez forsy, więc pierwsze co musi zrobić po przeniesieniu to zdobyć jakieś ubrania i jedzenie. 

Clare natomiast od najmłodszych lat (on przybywa do niej z przyszłości co jakiś, od kiedy ona ma lat 6) go kocha i na niego czeka. Kocha go również szalenie przez całe życie i wtedy też na niego czeka i bardzo rzadko ma o to znikanie żal, zazwyczaj się boi, jeśli go długo nie ma, ale to wszystko.

Dalej nie mówię, bo może ktoś zechce przeczytać. Polski tytuł to ‚Zaklęci w czasie’.

Historia, w każdym razie, bardzo ciekawa, przeczytać warto, najlepiej od razu, bez rozkładania na dwie części :).

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Jestem osobą przeklinającą, klnie mój Mąż, przeklinałam w domu rodzinnym, gdyż klnie również moja Mama. 

Może nie jak szewce i nie zawsze, ale generalnie – owszem. 

W domu staramy się nie kląć przy Synu, co mniej więcej się udaje, ale dziwiło mnie czasem, że i on nie klnie. (Albo może – nie przy nas:).

 

Ostatnio, jak to w sobotę, wybraliśmy się na Biegaj-Zapobiegaj i Syn zaliczył ostrą glebę. Zebrał się jednak i latał dalej, ale musiało boleć.

Już w domu rozbiera się do kąpieli i pokazuje mi kolano:

– O zobacz mamo, tutaj caaaałe mnie boli.

– Acha, to tutaj, co się…

– No, tu się wyje…znaczy – przewróciłem się.

 

Spoko 🙂 Nasz on jest 🙂

Jej wszystkie życia – Kate Atkinson

Książkę pożyczyła mi Sąsiadka, bo Sąsiadka ma małe dziecko i nie ma czasu czytać, a ja mam dziecko starsze, to i czasu ciut więcej 🙂

Ciekawa historia.

Bohaterką jest Ursula Todd, która, prawie jak w grze komputerowej, umiera i rodzi się w tej książce niezliczoną ilość razy. 

Do tego Ursula jest bohaterką dziarską i pogodną, z jadową nutką, więc bardzo dobrze się o Ursuli czyta i kroczy razem z nią, nawet przez najbardziej dramatyczne wydarzenia pierwszej połowy dwudziestego wieku, poznając jej rodzinę, kochanków i psa. 

Najlepiej byłoby przeczytać książkę ciurkiem, bo wtedy się wszystko ładnie pamięta. Mi się to nie udało i po 300 stronach miałam dłuższą przerwę, ale ogarnęłam się, wszystko sobie przypomniałam i kolejne 260 z równie wielką chęcią doczytałam 🙂