Raz w roku moja praca organizuje posh party, na które trzeba się odpierdolić jak na zastrzyk.
Suknia, tipsy, brokaty i fryzjer – te klimaty.
Bardzo lubię te imprezy, natomiast wydawać 300 na sukienkę, którą włożę raz nie lubię, zazwyczaj więc me odzienia na tą-że imprezę nabywam w lumpexie.
Kupienie sukienki w w/w przybytku jest nie lada sztuką.
Należy pamiętać, że jeśli chce się wyrwać naprawdę mega – okaz, należy spełnić 2 warunki.
PIERWSZY, nie szalenie konieczny, ale taki, który może pomóc, to BRAK CZASU. Się wpada, się patrzy, och, to ona, się bierze, się leci, się ma.
DRUGI, absolutnie konieczny, to brak szmalu. Jeśli ma się w portfelu ostatnie 50 zyli, a wypłata nadjedzie za dni 3, to jest właśnie THE moment. Wtedy ZAWSZE trafia się na fajne rzeczy.
Jak się ma czas i kasę, szkoda w ogóle do lumpexu jechać, bo wiadomo, że będzie wtopa.
W tym miesiącu zapłaciłam za ubezpieczenie swojego samochodu oraz za przegląd oraz byłam w UK, więc opcję BRAK KASY miałam ogarniętą dość szybko :). Ale 50 w portfelu zostawiłam, bo wiadomo, party się zbliża, z gołym tyłkiem nie polecę. Zasada po raz kolejny zadziałała, suknia kupiona:)
Tym razem zadam szyku za całe 29 złotych.
Brawo ja 🙂